W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Darii, Mateusza, Wawrzyńca , 21 września 2018

Ulica Jagiełły jak delta Missisipi

2012-05-07 16:56:37, Autor: Bogusław Dziekański | Kategorie: Miasto,

Długi weekend. Miało być relaksowo z przerywnikiem na koncert muzyków znad delty Missisipi, a było więcej, jak w Nowym Orleanie w roku Katriny. Wtorek, 2 maja po południu, burza nad miastem. Ja poza miastem. Dostaję informację, że nad Gorzowem szaleje burza. Potężna ulewa. Takie sytuacje zawsze stawiają mnie na baczność. Znam kaprysy ulicy Jagiełły na wysokości Filarów od 32 lat i wiem, jak nieobliczalnie może się w takich chwilach zachować. Zaleje Filary czy nie zaleje?
Pierwszą Filarową, o mało co nie powódź,  przeżyłem w 1983 roku. 9 września, klub szczelnie wypełniony publicznością, a za oknami szaleje burza, woda podchodzi pod okna (wtedy nie było cegieł w oknach chroniących klub przed wysoką wodą). Na scenie m.in.: Zbigniew Lewandowski, Paweł i Krzysztof Ścierańscy oraz Andrzej Przybielski. Woda zaczyna wdzierać się do klubu, rzucamy szmaty na okna . Nagle Ścierka - basista Krzysztof Ścierański, rzuca pomysł, wieszamy mikrofon na oknie. No i zaczyna się jazda. Za oknami rzeka wody, odgłos padającego deszczu zbiera mikrofon. Na tym tle Ścierański zaczyna swoją opowieść solo na gitarze basowej …. Nie zalało nas.
Rok 1988 wracam z festiwalu Jazz nad Odrą. W poniedziałek, jestem w domu na Gwiaździstej, 8 piętro, szaleje burza nad miastem. Wysoko błyskawice, piękne widoki. Wtorek rano idę do klubu. Widok okrutny: woda wypchała okna. Wchodzę do środka - około 20 cm wody. Filary popłynęły. Wszystko w wodzie. Od tego  momentu uczę się rozumieć ulicę Jagiełły. Jest jak kapryśna rzeka. Stawiamy cegły na sztorc w oknach, które mają uchronić klub przed zalaniem wysoką wodą. Rok 1997 - remont klubu. Kolejna ulewa nad Gorzowem. A w Polsce powódź tysiąclecia. Ktoś nie otwiera śluzy na Kłodawce w Parku Róż na wysokości dawnej kawiarni Wenecja.  Kłodawka wychodzi z koryta, zalewa cały kwartał miasta od ul. Chrobrego do Jagiełły. Filary wtedy miały drewniane drzwi. Woda od strony wejścia do klubu, które jest poniżej poziomu ulicy, zalewa do wysokości około 1,5 metra. Drzwi z drewna od wody puchną. Do klubu przedziera się mała ilość wody. Trwał  remont, podmokło parę płyt z regipsu.
Klimat naprawdę się zmienia. Płynie znowu południowa Polska. Nad Gorzowem chmury,  jakich nie znam na tej szerokości geograficznej, chmury tropikalne. Psychoza burz i powodzi w Polsce. Przed wejściem do klubu leżą worki z piaskiem. W następnym roku pojawia się przed klubem filarowa tama, czyli deska, która  ma chronić klub przed wysoką wodą od strony ulicy Jagiełły. Następne lata i następne ulewy i burze nad miastem. Filary chronione. Wszystko wiem, wszystko zrobiłem, cegły w oknach na sztorc, wejście do klubu podniesione, tama stawiana. No i przychodzi 2 maja 2012. Dzwonię do klubu. Filarowa ekipa, Wojtek i Rysio, jest już na posterunku. Stawiają tamę. Pada informacja - wszystko ok. Za chwilę następny telefon woda w klubie. Zalewa klub. Pytam, skąd, od ulicy?  Nie, spod  ziemi, spod posadzki. Okazało się, że w jednym  z pomieszczeń rozszczelniła się stara studzienka kanalizacyjna. Na szczęście była to woda burzowa.  Do koncertu  trzy noce i dwa dni. Suszenie wykładzin. Piątek, godzina 17.35 kończymy ostatnie prace porządkowe. Godzina 17.40 do klubu wchodzą muzycy. Uff , udało się. Wykładziny prawie wyschły. Publiczność w klubie. Pokazuję zdjęcia, jak wyglądała ulica po burzy, jak wyglądał klub jeszcze parę godzin wcześniej. Ktoś mówi: to niemożliwe. Zaczyna się koncert, na scenie Moreland & Arbuckle (USA) znad delty Missisipi, a klub wygląda jak przyroda po burzy, czyli wszystko wraca do normy.
Warszawa, rok 1978 Sala Kongresowa, festiwal Jazz Jamboree, na scenie Betty Carter  śpiewa „Stormy Weather”. Było pięknie. Do dzisiaj to pamiętam, ale „Stormy Weather” nad Gorzowem zawsze napawa mnie niepokojem. Zaleje Filary czy nie zaleje?
PS.
W czerwcu po „Szlaku Kulturalnym” stajemy z działalnością. Musimy wysuszyć pomieszczenie, z którego weszła do klubu woda, dokładnie zlokalizować i zabezpieczyć miejsce przecieku. Pomieszczenie to jest sercem muzycznym klubu. Stoi tu cały sprzęt elektroakustyczny. Na razie suszymy je doraźnie. Przy okazji pozdrowienia dla Przedsiębiorstwa  Wodociągów i Kanalizacji Sp.zo.o. w Gorzowie oraz dla firmy, która kilka lat temu dokonała remontu ulicy Jagiełły na wysokości klubu  !!!

Wyszukaj w blogu: