W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Edmunda, Marii, Marka , 16 listopada 2018

Miłość Duńczyków do nas a moja do Skandynawek

2012-08-27 21:19:59, Autor: Bogusław Dziekański | Kategorie: historia, Miasto,

Jutro zaczyna się tu sezon i to jaki sezon. Plejada gwiazd światowego i europejskiego jazzu w jesiennym desancie na Gorzów w ramach Gorzów Jazz Celebrations. Najpierw duńska organizacja Swinging Europe wsparta środkami Unii Europejskiej w ramach programu Culture Programme po raz trzeci z rzędu zagości w naszym mieście, w sile 19 muzyków z 17 krajów europejskich (szczegóły na www.jazzfilary.pl). European Jazz Orchestra (EJO) to jeden z najoryginalniejszych big-bandów Starego Kontynentu. W jednym z projektów EJO wystąpił gorzowski puzonista Grzegorz Turczyński i nie chwaląc się, że za moją przyczyną. Muzycy do orkiestry, której skład zmienia się co roku, wybierani są w specjalnie organizowanych castingach, co siłą rzeczy jest jednym z elementów dumy organizatorów, bo są to najlepsi z najlepszych w Europie. Potem dwutygodniowe zgrupowanie w Danii i jazda na Stary Kontynent. Stosują zasadę, że po raz drugi tak szybko nie wracają do danego miejsca. Stało się inaczej. Po raz pierwszy zawitali u nas trzy lata temu. Koncertowali na bulwarze, rok później w teatrze. To był koncert, którym 25-lecie celebrowała Mała Akademia Jazzu. I nie ukrywam, byłem dumny kiedy u boku europejskich muzyków stanęli moi, nasi muzycy, wychowani na jazzowej historii Jazz Clubu „Pod Filarami” i Małej Akademii Jazzu. Pokazali, że w tej europejskiej lidze są partnerami. A solówka, jaką zagrał jeden z najstarszych profesorów Małej Akademii Jazzu, Marek Kazana, powaliła wszystkich. Teraz zagramy na Scenie Letniej naszego teatru (wstęp wolny).
Od pierwszego razu pokochali naszą atencję dla jazzu, organizację, świetną publiczność, naszą gościnność i te całonocne jam sessions w „Filarach” do białego rana. Wtedy to dopiero wrze na filarowej scenie. Cała jazzowa Europa, w tym nasi, na kilku metrach kwadratowych. A jaki towarzyszy temu klimat, to wiedzą ci, co w te wieczory/noce są w klubie. I tym razem tak będzie. Zaplanowaliśmy dwa muzyczne wieczory klubowe: 9 i 10 września. The European Jazz Landing (Europejski Desant Jazzowy) -  tak w tym roku ten projekt w Gorzowie się nazywa. Co prawda Duńczycy mieli inny pomysł na bycie w naszym mieście, ale kiedy im przedstawiłem swoją koncepcję, to odpisali: „This is brilliant. Yes, let’s do it! (To jest genialne. Róbmy to!)”. No to Panie i Panowie, bądźcie czujni 10 września. Uderzymy w miasto. Oczywiście nie obędzie się bez opowieści Duńczykom o naszej Małej Akademii Jazzu, która zaczyna być towarem eksportowym gorzowskiej kultury.
Desantem jazzowym chcemy pokazać, że jazz lubi różne przestrzenie i jest muzyką wolności. Świetnie czuje się w przestrzeniach, w których się rodził: na ulicy, w klubach, salach teatralnych (m.in. słynnym Teatrze Apollo w Nowym Jorku, na deskach którego debiutowali wielcy jazzu, w tym nieodżałowana Ella Fitzgerald). Stąd nasz desant będzie odbywać się na tych arenach. Próba zamknięcia jazzu tylko w jednej przestrzeni jest zamachem na wolność tej muzyki i wbrew jej naturze.
Notabene tradycyjnie od początku XX wieku w Teatrze Apollo w każdą niedzielę odbywa się konkurs, który jest początkiem kolejnych karier.
Nie ukrywałem po koncercie w Gorzowie mojej fascynacji Norweżką wokalistką Silje Nerggard, jej osobowością i muzyką. To, co pokazała na scenie wspólnie z dwoma gitarzystami, przeszło wszelkie oczekiwania. Jest coś fantastycznego w tym skandynawskim spojrzeniu na jazz. Oddaleni  od głównych trendów jazzu i w ogóle muzyki, grają swoje, nie zważając na mody, a jeszcze potrafili to coś, co charakteryzuje ich muzykę, wyrastającą z kultury otaczającej ich natury, dodać do światowego jazzu i zrobić z tego wartość rozpoznawalną w świecie. Dla mniej wtajemniczonych mogę podpowiedzieć jedno nazwisko: Jan Garbarek. Posłuchajcie go, a będziecie wiedzieli, o czym piszę. Tym razem na Gorzów Jazz Celebrations zagości kolejna Norweżka, Torun Eriksen ze swoim triem. Osoba to o niegorszej urodzie. Dużo szumu wokół niej na europejskich salonach muzycznych. No i tak się znowu składa, że tak jak jej koleżanka, będzie w Polsce po raz pierwszy na jedynym koncercie i to właśnie u nas. Wracając do moich skandynawskich wspomnień, pamiętacie gorzowski koncert kontrabasisty Eberhardta Webera w gorzowskim teatrze, długoletniego kompana wspominanego wcześnie Jana Garbarka? Rok 1991, pierwszy z wielkich europejskich muzyków na scenie Teatru im. Juliusza Osterwy. To jest skandynawski sound, który kocham. Dzisiaj Nils Peter Molvaer, dzięki współczesnej technologii, pchnął to dalej (też gał w naszym teatrze). No i mój chłopak w świecie jazzu, Adam Bałdych, też z nimi gra. To oni, Skandynawowie, są jego trampoliną do wielkiego jazzu. Adam, Keep Swinging!
Pisząc ten tekst, siedząc przy nowożytnej maszynie do pisania, słucham ostatniej płyty „Brad Mehldau Trio ODE”. Też grali w Gorzowie, w tej dobrej sali dla jazzu. Muzyka przepiękna. Nieprawdopodobne, jak lewa ręka prowadzi dialog z prawą. Jeden człowiek - dwa światy. Potęga wolności jazzu w jednej postaci. To kocham. Wolność wyboru to też wolność wyboru miejsca kreacji artystycznej. Wielki Ernie Watts, zagrał w „Filarach” 19 listopada 2011 r., zrobił nam taką reklamę, że to jego agencja a za nią oni: Jeff Lorber - instrumenty klawiszowe, fortepian; Eric Marienthal - saksofony; Nate Philipps - gitara basowa; Gary Novak - perkusja; chcą zagrać w naszym klubie. I zagrają, kolejne Gorzów Jazz Celebrations. Odnotowuję, że płyta ,,Galaxy” Jeffa została nominowana do nagrody Grammy za 2012 rok w kategorii muzyki fusion. Nazwiska godne wielkiej sali, za którymi kryje się piękna historia ostatnich 30 lat rozwoju jazzu, życzą sobie zagrać w piwnicy przy Jagiełły 7 street. To jest siła wolności jazzu.
Kolejna piękna odsłona gorzowskiej celebracji jazzu tej jesieni to JOSUHA REDMAN i jego Jams Farm. No i on, w marcu 2013, od ukochanego Milesa Davisa, KENNY GARRETT, ale o tym już następnym razem.

PS. I jak tu nie napisać Keep Swinging …? Garretta uwielbiam, a moją miłość do Skandynawek będę chciał kontynuować.
Szczegóły o koncertach niebawem na www.jazzfilary.pl

Wyszukaj w blogu: