W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Jolanty, Łukasza, Olimpii , 17 grudnia 2017

MAJ na trasie

2012-12-07 15:32:54, Autor: Bogusław Dziekański | Kategorie: Miasto,

W niedzielę 2 grudnia wieczorem umawiam się z Piotrem Lemańskim, najstarszym stażem wykładowcą Małej Akademii Jazzu (MAJ) w Gorzowie. Dojechał bez perturbacji zimowych. Wspominamy, dokładnie cztery lata temu tego dnia dla młodych słuchaczy MAJ zagrał z zespołem w Jazz Clubie „Pod Filarami” Freddy Cole (jego starszym bratem był Nat King Cole, ikona światowej muzyki popularnej).

Był to najpiękniejszy moment w całej historii naszej Akademii. Pisała o tym cała Polska. A wieczorem w klubie pożegnalna kolacja z artystami. Razem z nimi i obsługą klubu jest ok. 15 osób. Nagle .... muzycy wstają od stołu, podchodzi do mnie Layon, syn Cole'a, a zarazem jego tour menager, który również fantastycznie zaśpiewał w gorzowskim teatrze i mówi „a teraz zgramy dla ciebie”. No i się zaczęło. Blisko godzinny set. Siedzę, słucham oniemiały, wzruszony. Zbliża się koniec koncertu,  Freddy zaczyna temat na fortepianie, kończy go, wstaje od instrumentu, łapie mnie wzrokiem, ja powoli podnoszę się z krzesła, Freddy trzymając mnie w oczach podchodzi do mnie i śpiewa „Sometimes I’m Happy”. A potem było tak:

jazz-bogus.jpg

Piotr realizuje program, w którym w oparciu o kolędy przybliża zagadnienie improwizacji w muzyce  jazzowej.

No to zaczynamy kolędowanie.
Poniedziałek, godz. 7.40 startujemy do Szkoły Podstawowej nr 14 w Gorzowie. Pamiętam, jak ładnych kilka lat temu pani Anna Kamczyc, ucząca w tej szkole muzyki, wychodziła u mnie zajęcia Małej Akademii Jazzu (MAJ). Wychodziła dlatego, że przyszła na początku roku szkolnego, kiedy cały grafik na rok szkolny już miałem ułożony, a jej zależało, żeby zajęcia były rano, więc przez cały rok pilnowała mnie abym jej szkoły nie zgubił w następnym roku. Pamiętała jeszcze zajęcia ze Studium Nauczycielskiego, które mieściło się przy rondzie Kosynierów Gdyńskich. Notabene do tego studium chodził Janusz Popławski, późniejszy lider zespołu Niebiesko-Czarni. Janusz też był wykładowcą w MAJ. Pierwszy, w kwietniu 1986 roku, zaprezentował syntezator gitarowy, który był wtedy nowością w Polsce. Tomek Szukalski, który widział ten piękny dywan dziewczyn w SN, żałował zawsze, że zajęcia nie odbywały się wieczorem w warunkach klubowych. Przecież to już była dorosła publiczność. Po latach córka pani Kamczyc, Małgorzata przejęła opiekę nad MAJ w SP 14. Dzisiaj z panią Małgorzatą współpracuję przy realizacji zajęć dla studentów PWSZ. Sztafeta pokoleń? Nie jedyna w historii MAJ.

Kończymy zajęcia w czternastce, szybkie pakowanie, przerzut do szkoły w Deszcznie.
Tu zajęcia zainicjowała w roku 2008 pani Renata Ostrzeniewska w ramach programu „Cztery pory roku na jazzowo w wiejskim klimacie”. Osoba to bardzo oddana dzieciom i młodzieży oraz bardzo uparta w swoich pomysłach. Razem ze Stowarzyszeniem Przyjaciół Gminy Deszczno napisała projekt oparty na  doświadczeniach MAJ do Fundacji Wspomagania Wsi, który stał się poważną sensacją ze względu na innowacyjność naszej akademii. Sam szef fundacji  pofatygował się do Deszczna, aby dotknąć MAJ na żywo. Opisał to w mediach. Zachwycił się tym, co zobaczył. Fundacja co roku nie wspiera tego samego projektu. W tym przypadku wsparła. To w Deszcznie zasadziliśmy z inicjatywy pani Renaty drzewo Małej Akademii Jazzu. Młody dąb rośnie nam przy szkole i niech będzie symbolem MAJ. Kiedy finansowanie ze trony fundacji się skończyło, akademię w Deszcznie zaczęły wspierać władze gminy.
Z Deszczna mieliśmy jechać do Gimnazjum nr 9 w Gorzowie, ale ze względu na rekolekcje zajęcia musieliśmy przełożyć na inny czas. Ta szkoła jeszcze jako podstawówka brała udział w audycjach. Towarzyszy MAJ od 26 lat. Zawsze witają nas tu z radością dyrektorzy, nauczyciele, pani sekretarka, woźna oraz panie kucharki.

 

We wtorek zajęcia w Jazz Clubie „Pod Filarami”.
Rytuał ten sam. Dzień wcześniej przestawiamy salę. Stoły pod ścianę, krzesła ustawiamy w układzie sali koncertowej. I tak od kwietnia 1986 roku. Pierwsza przychodzi Szkoła Podstawowa nr 1. Wcześniej była też Szkoła Podstawowa nr 8, ale po reorganizacji znikła z krajobrazu miasta. To do tej szkoły chodził Adam Bałdych. Tak się poznaliśmy, miał 12 lat. Najpierw na audycjach w klubie, potem przychodził na koncerty do klubu. Umawiałem się z jego mamą, że jak się koncert skończy, będę dzwonił, aby syna odebrała. Zawsze w takich sytuacja rozpościeramy parasol ochronny nad naszymi młodymi słuchaczami. Nikogo już nie dziwi, że na koncertach w „Filarach” siedzi jakiś małolat z MAJ przed sceną na podłodze. Dzisiaj Adam jest profesorem naszej akademii.
Po Szkole Podstawowej nr 1 do klubu na zajęcia przychodzi młodzież ze szkoły nr 17, następnie Katolickie Gimnazjum św. Tomasza z Akwinu i studenci PWSZ. Z „katolikiem”, dzięki pani Sylwii Maćkale, rozpoczęliśmy nowy etap współpracy. Aktywizujemy słuchaczy MAJ do chodzenia na koncerty. To oni byli sensacją na koncercie Joshui Redmana. Wcześniej też bywali na koncertach, ale w takiej (!) liczbie po raz pierwszy.
Zajęcia w Jazz Clubie ,,Pod Filarami” to duży komfort dla nas. Jesteśmy w jednym miejscu bez przerzutów. Taką samą mamy sytuację w środę w klubie GSM ,,U Szefa” na osiedlu Staszica u gościnnego Andrzeja Moczydłowskiego. Tu też jesteśmy od samego początku działalności akademii. To ostatni klub tego typu. Kiedyś towarzyszył nam również klub GSM ,,Profil”, ten stary i ten nowy przeniesiony do innego obiektu. Przez lata przyświeca mi idea, aby zajęcia MAJ jak najmniej dezorganizowały zajęcia w szkole. To znaczy, aby młodzież ze szkół, biorących udział w MAJ, „traciła” jedną lekcję dydaktyczną. Więc to tak zostało wymyślone, aby czas dojścia ze szkoły do instytucji kultury czy  klubu był zbliżony do długości przerwy lekcyjnej. Jeżeli jest inaczej, to my docieramy do szkół.

No i wtedy rozpoczynamy sportowe życie.
Do klubu „U Szefa” przychodzi młodzież ze szkoły nr 11 i 15. Kiedyś, dawno temu, chodziła młodzież ze szkoły nr 16, ale decyzją grona nauczycielskiego zaniechano tego. Jej miejsce ochoczo wypełniła piętnastka. Podobno audycje były za trudne dla młodzieży. Według mnie było odwrotnie. Pamiętam początki MAJ. Największy opór był w świadomości części nauczycieli. To były lata osiemdziesiąte i początek dziewięćdziesiątych XX wieku, a jazz w Gorzowie był jeszcze wtedy nowym elementem w obiegu społecznym i edukacji estetycznej młodzieży. Po latach bariery udało się przełamać. Jednym z największych sukcesów MAJ - obok zbudowania własnego środowiska twórców jazzowych - jest uspołecznienie jazzu jako wartości społecznie akceptowanej. Dzisiaj siłą MAJ jest wielka akceptacja jej przez nauczycieli i dyrekcje szkół. Przez te wszystkie lata działalności nie została ona sformalizowana żadną umową ze środowiskiem oświatowym czy szkołami. I może to też jest siłą MAJ, bo  jesteśmy tam, gdzie nas chcą.

Po zajęciach w klubie ,,U Szefa” przerzut do SP nr 21 na Piaskach. W tym roku szkolnym wróciliśmy tu po przerwie. A stało się to za sprawą Grażyny Lis, anglistki, osoby związanej z Jazz Clubem. Po południu wyjazd do Strzelec Krajeńskich. Od tego roku budujemy tu przyczółek dla akademii i muzyki jazzowej.
Uf, dzisiaj siedem audycji. Były takie lata w akademii, kiedy jednego dnia było ich dziewięć.

Przed nami czwartek. Znowu rozpoczynamy sportowe życie. Do objechania szkoły podstawowe nr 12, 6 i Gimnazjum nr 9. W SP 12 też nas panie kucharki witają z uśmiechem, tu dosłownie wchodzimy od kuchni. W dziewiątce naszym sojusznikiem jest Agnieszka Rogowska, która wcześniej uczyła w SP 9 i w Różankach, też zawsze uśmiechnięta. To dzięki niej akademia trafiła do szkoły w Różankach. Harmonogram napięty, czasówki wyśrubowane, czas przerwy lekcyjnej plus pięć minut, to czas na przerzut do kolejnej szkoły. Szybkie pakowanie sprzętu, załadunek do samochodu. Start, szybko przez miasto, rozładunek, dojście do klasy, ustawianie sprzętu, start. Zadyszany zaczynam wprowadzenie.
W szóstce miłe zdarzenie. Wychodzi dwóch chłopców ze szkoły, jeden większy, drugi mniejszy i dźwigają motocykl żużlowy. Ten wyższy ubrany jest w strój żużlowca. Pytam ile waży ten motocykl? 76 kilogramów – odpowiada młody żużlowiec. - Podziwiam cię – mówię. A on na to: - Ja pana też podziwiam. W zeszłym roku chodziłem na Małą Akademię Jazzu. Zatkało mnie, ale i zrobiło się przyjemnie, że ktoś docenia to moje bieganie z akademią. Tę miłą ripostę wypowiedział Łukasz Kaczmarek, junior Stali Gorzów, który z okazji mikołajek został zaproszony do szkoły na spotkanie z uczniami.

Był taki okres w historii akademii, kiedy dowoziłem muzyka na zajęcia a potem wracałem załatwiać sprawy klubowe. Pewnego dnia wracam, a było to w klubie „U Szefa” wiele lat temu, wchodzę i widzę, że audycja się totalnie rozjechała. Rejwach na sali. Wykładowca mocuje się z młodymi słuchaczami. Dramat. I uświadamiam sobie: nie tędy droga. Od tego dnia jestem przy wykładowcach cały czas, audycja za audycją.  Jak to się mówi: pańskie oko konia tuczy. Bardzo rzadko mnie brakuje. Wtedy do akcji wkracza Wojtek Karnat, mój współpracownik. Zagajam, w zależności od potrzeb osadzam audycję w kontekście rozwoju współczesnej kultury muzyki i współczesnej technologii muzycznej, wprowadzam w temat, mówię o tym, co mnie zaciekawiło w muzyce w ostatnim czasie. Opowiadam o znaczących wydarzeniach muzycznych związanych z działalnością klubu, namawiam do przychodzenia na koncerty. Buduję klimat porozumienia i do fajnego spędzenia wspólnego czasu. A jak trzeba, to reaguję kiedy następuje dekoncentracja u słuchaczy. Dzisiaj w tych rozpędzonych medialnie czasach z wieloma podnietami, jednym z największych problemów u młodych ludzi jest trudność z dłuższą koncentracją. Myślę, że akademia dorzuca swój kamyk do procesu wychowawczego.

 

Mam swój popisowy numer z telefonami komórkowymi.
Idzie to tak. Pytam: - No jak tam, telefony komórkowe wyłączone? Co, nie? To jest sytuacja koncertowa. Kiedy ja wchodzę do sali koncertowej, to zawsze pada tekst z głośników: „Panie i panowie  przed wejściem do sali koncertowej prosimy o wyłączenie telefonów komórkowych, gdyż organizator koncertu nie bierze odpowiedzialności za utratę danych w pamięci telefonu”. Trzeba widzieć, jaki się robi ruch na sali wśród młodych. Telefony wyłączają. Wierzcie mi, działa to na 100%.  Po czasie staje się to ich nawykiem.
Dla mnie największe doświadczenie z MAJ to to, że oduczyłem się reagować nerwowo na złe postawy młodych ludzi. Akademia nauczyła mnie rozumieć ich i szukać kontaktu z nimi, a nie przepychać się. Kiedyś bywało z tym różnie, puszczały mi nerwy.
W piątek ciąg dalszy sportowego życia. Najpierw Gimnazjum nr 7, a następnie Szkoła Podstawa nr 20 i 5. Kiedy powstało Gimnazjum nr 7 na bazie dawnej podstawówki, zadzwoniłem do pani dyrektor Rybskiej z pytaniem: ,,Czy gramy dalej?” Ta szkoła od początku była w MAJ. Usłyszałem odpowiedź: „Dobrej muzyki nigdy nie za wiele”. No to gramy. Kiedy istniał Dom Kultury „Kolejarz”, to zajęcia w piątki tam się odbywały,  ale czas to zmienił. „Kolejarza” nie ma, akademia jest.

Przed nami wolny weekend na odpoczynek i złapanie oddechu. 28 audycji, mini koncertów.
To nie jest łatwa praca dla muzyków, którzy w naturze mają granie, a nie dydaktykę. A tu trzeba  grać, opowiadać, trzymać kontakt ze słuchaczami, skupić ich uwagę. Plus do tego pakowanie sprzętu, rozpakowywanie i przerzuty z miejsca na miejsce. Kiedyś Wojtek Pilichowski, basista, też wykładowca MAJ, powiedział, że jest to ekstremalne doświadczenie dla muzyka. Ten, który w tym się sprawdzi, to jest gość. Normalny koncert to dwa razy po ok. 45 minut, a w akademii to nawet do siedmiu jednostek lekcyjnych dziennie. Do tego dochodzi wstawanie o świcie. Dla nich to zgroza!

Weekend to również czas na spotkanie się w klubie z adeptami muzyki jazzowej. W ten sposób została zbudowana Gorzowska Scena Jazzowa. Na mini warsztatach muzycznych i wspólnych jam session. To wykładowcy MAJ wprowadzali w arkana muzyczne tych, którzy są dzisiaj filarami polskiego - i nie tylko - jazzu oraz chlubą naszego miasta. Każdy, kto nie chce wyważać otwartych drzwi w muzyce, zawsze może liczyć na pomoc i porady ze strony kadry wykładowców Małej Akademii Jazzu.
Przed nami jeszcze trzy dni w tak zwanym terenie. W niedzielę rower, może jeszcze lodu nie będzie. Naładuję akumulatory... cdn.
 

Wyszukaj w blogu: