W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Jolanty, Łukasza, Olimpii , 17 grudnia 2017

No to gramy (cdn. MAJ na trasie)

2012-12-12 21:31:15, Autor: Bogusław Dziekański | Kategorie: Kultura, Miasto,

Od dzisiaj Mała Akademia Jazzu rusza w teren.

Poniedziałek wyjazd do SP w Witnicy a potem przerzut do Kołczyna, też podstawówki. W Witnicy w szkole zechciała nas pani dyrektor Iwona Zabłocka. Jest to już ostatnia szkoła, gdzie zajęcia realizujemy w dużej sali gimnastycznej. W Gorzowie z takich sal już wyszliśmy. Nie są one dobre pod względem akustycznym, wręcz fatalne. Jakikolwiek szmer ze strony dzieci potęguje się. Na szczęście od lat w tej szkole dzieci są do okiełznania, więc dajemy radę. Znamienne jest - i to od lat - że dzieci z terenów wiejskich są bardziej spolegliwe wychowawczo. Wszystkie te szkoły, do których dojeżdżamy w terenach wiejskich i małomiasteczkowych, to szkoły gminne, do których dociera młodzież z okolicznych wsi. Nie ukrywam, że mam satysfakcję docierając do nich ze znakomitymi muzykami. Przecież potem „Dyplomy Jazzfana Małej Akademii Jazzu”, wręczane na zakończenie dwuletniego okresu naszych spotkań, po prostu trafiają pod strzechy. I tak jest m.in. w Kołczynie, gdzie już dwukrotnie rozdaliśmy dyplomy MAJ. Kołczyn, do którego dowożone są dzieci z okolicznych wsi, to kraina o popegeerowskim rodowodzie, często z biednymi zagrodami, leżąca nad Wartą. Cały ten teren jest bardzo malowniczy. Kiedy patrzę na te stare chaty, ze świadomością, że do nich wraca młody człowiek i opowiada, że był w szkole jazz, to mam wielką frajdę. Tradycją kołczyńskiej akademii jest jedyna zapłata w postaci jajecznicy, takiej typowej, wiejskiej, na boczku. Tu na akademię jazzu namówiła mnie Ania Szymkowicz, która w niej uczy. Tu też poznałem świetnych pedagogów. Te wiejskie szkoły mają swoją niepowtarzalną atmosferę. Te dzieciaki, młodzież nie jest tak napędzona jak w ośrodkach wielkomiejskich. Granie dla nich to czysta przyjemność. Piotr Lemański intonuje na gitarze wspomagany przez sekcję rytmiczną z CD kolędę „Cicha noc” w wersji jazzowej. One bez trudu rozpoznają i od pierwszych dzięków zaczynają śpiewać. Rewelacja. I to jak! Piotr kocha takie sytuacje.

Wtorek. Jedziemy do Janczewa, Różanek i Gimnazjum nr 4 na ulicy Grobli w Gorzowie. Szybkie przerzuty. Do Janczewa przyjeżdżamy, po raz pierwszy po latach przerwy, za sprawą pana Romana Łubińskiego, który wziął na siebie ciężar organizacji na miejscu. Już kiedyś tu byliśmy też za jego sprawą, ale kiedy go zabrakło, to się posypało. Wrócił na stare śmiecie i mnie namówił. Tak naprawdę mnie nie trzeba namawiać. Kiedy jest możliwość poszerzenia obszaru oddziaływania MAJ, to się na to godzę, ale musi to być w ramach tych dni, w których to realizujemy. Półtora tygodnia z akademią to optymalny czas, potem już następuje zmęczenie. Naprawdę pochłania to wiele energii

Z Janczewa do Różanek. Tu też szkoła zbiorcza, obejmująca swoim oddziaływaniem okoliczne wsie. To w tych rejonach  narodziło się pewne powiedzenie, a było oto tak. Wjeżdżam do Santoczna rowerem, po lewej stronie boisko piłkarskie, chłopaki grają w piłkę i nagle słyszę „O, pan jazz jedzie!”. No to po hamulcach i gadamy o MAJ. Dzisiaj nikt już tak dzień dobry nie mówi, jak młodzież z takich małych wiosek

No, teraz do Gorzowa, do gimnazjum. Tu też MAJ zaczęła się za sprawą pana Łubińskiego, który jest nauczycielem muzyki. Przyszedł do klubu, pogadaliśmy, ja mu opowiadam o swoich obawach, że dla gimnazjalistów trudniej się prowadzi. Taki niespokojny wiek. Może tak jedna, góra dwie audycje. A tu za parę dni dzwoni dyrektor gimnazjum, pan Głodek. Ja mu tam opowiadam o swoich obawach, że najlepiej dla podstawówek, może jedna audycja. A tu słyszę w słuchawce „Proszę pana albo idą wszyscy, albo nikt”. I tu mi się zapaliło światełko. Bomba! Jeżeli taka pewna postawa, to mówię: „No to gramy!”. I tak akademii doszedł jeszcze jeden dzień aktywności. Razem dziewięć dni. Nie żałuję tej decyzji. W ten sposób przełamałem się do realizacji zajęć dla gimnazjów. Pan dyrektor jest wspaniałym sprzymierzeńcem akademii. Tym bardziej, że pracuje w bardzo trudnym wychowawczo środowisku. Tak zwane Zawarcie. To tu wyłowiłem Marka Konarskiego, saksofonistę, który dołączył do grona gorzowskich muzyków jazzowych, którzy wyrośli z aktywności MAJ. Wiosną zagra w „Filarach” z Duńczykami.

W środę Kostrzyn, a w nim od lat Zdzisław Garczarek. Za dawnych lat mówiło się „Jedziemy do golonkowa”. Wtedy Zdzich był szefem Klubu Garnizonowego i kasyna wojskowego z całym zapleczem gastronomicznym. Każdy pobyt kończył się na golonce .. no i nie tylko… w kasynie lub w klubie. Stąd ta nazwa. Kto pamięta te czasy, to wie o czym piszę. Oj, bywało wesoło. Taniej już nie mogło być. Tu wtedy był ostatni dzień zajęć MAJ.
Audycje były realizowane dla szkół podstawowych w kasynie oraz po południu w klubie garnizonowym, tam gdzie teraz jest Kostrzyńskie Centrum Kultury, dla żołnierzy służby zasadniczej. Proszę sobie wyobrazić: druga połowa lat osiemdziesiątych, a my żołnierzom opowiadamy o jazzie, muzyce amerykańskiej. Zdzich nawet za to wyróżnienie dostał od swojego szefostwa wojskowego okręgu, a pisma żołnierskie się rozpisały o ,,Cudzie nad Odrą w Kostrzynie”- to znaczy, jaki ten jest jazz wychowawczy dla żołnierzy Ludowego Wojska Polskiego. Pewnego dnia mówię do Zdzicha: „Bracie, to najdalej wysunięta placówka NATO na zachodzie wschodu Europy”. Na dokładkę oprócz zajęć akademii Zdzich w klubie regularnie grywał koncerty jazzowe. Był okres że z „Filarami” szedł łeb w łeb. No  i jak tamten świat, system miał się nie zawalić. Dzisiaj major Zdzisław Garczarek w stanie spoczynku, kultywuje żołnierskie tradycje i dalej realizuje MAJ, ale już za cywilne pieniądze. No i tak to się ma z naszą Małą Akademią Jazzu.

Jeszcze o zmianie pokoleniowej w MAJ. Już w pierwszej części pisałem że zmiana następuje na etapie nauczycieli (przykład pań Kamczyc). Zmiana też następuje na etapie wykładowców. W ich roli w akademii pojawili się ci, dla których MAJ był początkiem fascynacji jazzem i sami byli jej słuchaczami (Adam Bałdych, Grzegorz Turczyński, Przemysław Raminiak i doraźnie inni gorzowscy jazzmani). No i chyba najważniejsza zmiana, najistotniejsza dla procesu utrwalania wartości kulturowych w społeczeństwie. Kiedyś byli słuchaczami MAJ jako dzieci i młodzi ludzie. Dzisiaj po latach ich dzieci są słuchaczami ich akademii. Wiem to, bo spotykam swoich absolwentów MAJ na ulicy czy w klubie i oni mi to opowiadają. Dzisiaj (środa) dzwoni Roman Błaszczyk (ten od gotowania w telewizji kablowej Teletop Romualda Liszki) i mówi: „Słuchaj, wczoraj moje dziewczyny wróciły podekscytowane ze szkoły i mówią: - Tato, my już wiemy co to jest improwizacja”.

Pierwsze zajęcia Małej Akademii Jazzu zaczęły się w kwietniu 1986 roku. W tym roku od 3 do12 grudnia zgraliśmy razem 38 audycji MAJ dla ponad 2000 słuchaczy. Wracamy do  nich w lutym 2013 roku po feriach.

PS. Przepraszam tych wszystkich, których z imienia i nazwiska nie wymieniłem w blogach o MAJ. Każde miejsce, gdzie gramy MAJ lub dla kogo, ma swój klimat i specyfikę. Bez waszego udziału, pomocy i akceptacji nic bym nie zrobił. Dzięki. Keep swinging.

I jeszcze jedno.
Kochany Piotrze (Steblinie-Kamiński), rzeczą ludzką jest błądzić i grzeszyć. Klub i ja błądzimy i grzeszymy z kolędami i zbłąkanymi kolędnikami od czterech lat.
Napisałeś w swoim ostatnim blogu: „...ostudzić zapędy poetycko – śpiewacze rady miasta. Kto dopuścił do druku w Gorzowskich Wiadomościach Samorządowych kolędy „Taka Noc” Coś koszmarnego!!! Szczyt kiczu i tandety. (…) W moim klubie ktoś się rodzi, ktoś śpiewa takie teksty. BOGUŚ – Ty się Boga nie boisz???”
Tak boję się, ale mu odpowiem: Boże, to ja, Dziekan od MAJ, może odpuści za MAJ.
Proszę odpuść i Ty. A jak mnie za to za włosy wytargasz w gniewie, nie szkodzi. Bądź tutaj jak najdłużej, bo takich jak TY, to tutaj coraz mniej.
 

Wyszukaj w blogu: