W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Cezarego, Marii, Zygfryda , 22 sierpnia 2019

Janusz Słowik, Adam Bałdych i gorzowski jazz

2013-01-20 20:02:40, Autor: Bogusław Dziekański | Kategorie: Kultura, Miasto,

W sobotę, 12 stycznia, w klubie odbyła się miła uroczystość wręczenia nagrody im. Janusza Słowika przez kapitułę Adamowi Bałdychowi.

Tu naszły mnie refleksje związane z rolą Janusza w kształtowaniu gorzowskiego jazzu po roku 1980. Janusz Słowik to ówczesny naczelnik Wydziału Kultury w mieście, świetnie czujący kulturę i środowiska kultury. Cofając się pamięcią do tamtych lat muszę stwierdzić, że to, w jakim miejscu jest dzisiaj gorzowski jazz to jego zasługa. Bez jego decyzji dziś nie byłoby i Filarów, i licznej grupy jazzmanów, która z działalności klubu wyrosła. Kiedy po otwarciu jazzowych Filarów w październiku 1980 roku działalność klubu nabierała rozpędu jego poczynaniami zainteresowały się władze Polskiego Stowarzyszenia Jazzowego Oddział Północny. Wiosną roku 1983 w Gorzowie pojawił się prezes PSJ z propozycją organizowania w naszym mieście jednego z koncertów Pomorskiej Jesieni Jazowej z konkursem o Klucz do Kariery. Pomorska wtedy był festiwalem objazdowym i docierała do miast Polski północno-zachodniej. Byłem świadkiem tych rozmów. Nie minęło pięć minut, a Janusz (wtedy dla mnie Pan Janusz) odpowiedział: - Robimy. I tak zaczęła się nasza przygoda z Pomorską Jesienią. Było to coroczne święto jazzu w naszym mieście. Sygnałem rozpoznawczym były żółte plakaty z czarnym nadrukiem.

Kiedy na początku rodzącej się nowej Polski Odział Północny PSJ przestał istnieć, to klub „Pod Filarami” wziął na siebie rolę głównego organizatora Pomorskiej i tak było do roku 2004. Do Pomorza było nam coraz dalej, więc wymyśliłem nazwę Gorzów Jazz Celebrations, która sama w sobie zaczęła promować nasze miasto. Z dawnej Pomorskiej pozostawiłem nagrodę publiczności z jej kolejną numeracją, Klucz do Kariery, który jest najstarszą nagrodą publiczności w historii polskiego jazzu. I tak od 2005 roku zaczęła się nowa era w gorzowskim jazzie. Od roku 2007 ta nazwa zaczęła towarzyszyć nie tylko koncertowi dawnej Pomorskiej Jesieni Jazzowej, ale również koncertom gwiazd światowego jazzu. A było ich trzydzieści. I choć unikałem słowa festiwal, to media nadały naszej celebracji status nieustającego festiwalu, który odbywa się w naszym mieście kilka razy w roku. W „Jazz Forum” wyczytałem wywiad z Dionizym Piątkowskim, organizatorem od 15 lat Ery Jazzu, w którym mówi: „gdy uczestnicząc w wielu festiwalach zauważyłem, że rezygnuje się z kilkudniowych spędów na rzecz cykli koncertowych …, które spięte określonym pomysłem stanowią doskonałą medialną i marketingową całość”.

Kolejny swój ślad na gorzowskim jazzie Janusz Słowik zostawił w roku 1986, kiedy to władze PSJ złożyły propozycję organizacji Małej Akademii Jazzu. Tu Janusz podjął również decyzję błyskawicznie. A jaki skutek to wywarło na gorzowskim jazzie! Dzisiaj z całą świadomością mogę powiedzieć, że bez tamtej decyzji nie byłoby Adama Baldycha, Przemka Raminiaka, Michała Wróblewskiego i całego twórczego środowiska gorzowskich jazzmanów. Po kilku latach również Mała Akademia Jazzu stała się li tylko gorzowską domeną, która z Gorzowa pomału rozlewała się na całą Polskę i jest naszym produktem eksportowym, badanym i opisywanym przez Instytut Muzyki i Tańca w Warszawie.

No i ta najważniejsza decyzja Janusza Słowika. Ale po kolei. Tamte Filary etatowo były związane z Wojewódzkim Domem Kultury a lokalowo z ZSMP. Kiedy powstawała nowa Polska, ZSMP parło, żeby przejąć lokal klubu, a mnie nagabywali, oferując intratną pensję. Cel, jaki im przyświecał, to komercjalizacja tego miejsca. Z drugiej strony klub już wtedy miał dobrą prasę, zdobywał nagrody, akceptację społeczną, pierwszych sponsorów a w strukturach Wojewódzkiego Domu Kultury wyrastał na placówkę niezależną i autonomiczną. A to nie podobało się ówczesnemu dyrektorowi WDK. Świetnie to relacjonuje Dorota Frątczak w książce opisującej trzydzieści lat jazzu w Filarach pt. „Keep Swinging”. Wokół klubu rozpoczęła się gra, która w efekcie rozwaliłaby klub. Janusz Słowik widząc co się dzieje, podjął starania o wyłączenie Filarów ze struktur WDK i ZSMP i doprowadził do tego, że Rada Miasta w lutym 1992 roku podjęła decyzję o powołaniu nowej instytucji kultury w mieście o nazwie Jazz Club „Pod Filarami”.

O tych wszystkich działaniach więcej wie Leszek Bończuk, wtedy pracownik Wydziału Kultury Urzędu Wojewódzkiego, który wspierał Janusza. Niedawno dowiedziałem się, że również Janusz Dreczka, wówczas będący dyrektorem Wydziału Kultury Urzędu Wojewódzkiego, miał też swój duży udział w usamodzielnieniu klubu, jako że WDK podlegał jego wydziałowi. Myślę, że już wtedy działalność klubu była ważna dla miasta i rozpoznawalna, że w jego obronie stanęły nie tylko ww. osoby, ale również media, a ówcześni radni pomysł przyklepali.

I tak w nowej Polsce Filary zostały puszczone na wolne wody otaczającej nas rzeczywistości i kultury. Od tego momentu samodzielnie zaczęły kreować swój byt. Jak wyszło? Oceńcie sami.

Dziś Filary to miejsce z własną historią, działalnością edukacyjną oraz środowiskiem odbiorców i rodzimych twórców jazzu, a także osób, które za swoje prywatne pieniądze wspierają ich działalność. Mają one również swoje miejsce w historii polskiego jazzu, opisywane książkach o jego dziejach.

I tak, kiedy po wręczeniu nagrody, Adam do ręki wziął skrzypce i raczył nas godzinnym recitalem solowym, te sceny i decyzje Janusza stawały mi przed oczami. Sam od niego przyjąłem kilka pięknych rad, które stosuję do dzisiaj. Niejedną godzinę z nim przegadałem. Mimo, że był urzędnikiem, był też człowiekiem kultury. Adaś gra a mnie dopada refleksja. Tak naprawdę Janusz, bez Ciebie i Twoich ówczesnych decyzji nie byłoby gorzowskiego jazzu. Nie byłoby mnie, Jazz Clubu „Pod Filarami”, Gorzów Jazz Celebrations, Małej Akademii Jazzu … Adasia, Przemka, Michała, Bartka, Mariusza, Marka, Krzyśka, Grzegorza, Michała od saksofonu altowego i innych, których swoimi decyzjami zaprowadziłeś na ścieżki jazzu, mojej ukochanej muzyki.

Wyszukaj w blogu: