W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Hanny, Klementyny, Łukasza , 18 października 2019

Jazz jest muzyką wolności

2013-03-05 21:38:19, Autor: Bogusław Dziekański | Kategorie: Kultura, Miasto,

Zadano mi pytanie, jak odebrałem przyjęcie przez aklamację stanowiska Rady Miasta Gorzowa, sprzeciwiającego się koncepcji połączenia Jazz Clubu „Pod Filarami” z Filharmonią Gorzowską.   A oto garść moich przemyśleń w tej sprawie.

Stanowisko Rady Miasta przyjąłem z wielką radością, ale i ze smutkiem. Z radością dlatego, że radni potwierdzili opinię gorzowian i polskiego środowiska jazzowego, którzy od pierwszego dnia zaistnienia tego pomysłu stanęli w obronienie niezależności klubu i byli przeciwni łączeniu tych dwu instytucji. Ze smutkiem, bo przez cały ten rok nie odbyła się żadna merytoryczna dyskusja z pomysłodawcami tego projektu, w której mogłyby się zetrzeć argumenty za i przeciw temu połączeniu, a ja o argumentach pomysłodawców przemawiających rzekomo za połączeniem dowiadywałem się z przekazów medialnych. Po 33. latach tworzenia gorzowskiego jazzu, promowania naszego średniej wielkości miasta z jego bolączkami jako znaczącego ośrodka życia jazzowego w Polsce i Europie, zostałem potraktowany jak smarkacz bez prawa głosu.

Jazz jest muzyką wolności, lubi różne przestrzenie. Świetnie czuje się w przestrzeniach, w których się rodził: na ulicy, w klubach, salach teatralnych, ale bywa też w filharmoniach. Próba zamknięcia jazzu tylko w jednej przestrzeni jest zamachem na wolność tej muzyki i wbrew jej naturze.  Pozbawienie klubu autonomii byłoby zamknięciem tej muzyki i koncertów gwiazd światowego jazzu w ramach Gorzów Jazz Celbrations tylko w budynku Gorzowskiej Filharmonii. Oczywiście tych argumentów przeciw jest więcej. Fakt, że wróciłem z jazzem do sali gorzowskiego teatru nie jest na przekór komuś i nie jest wyrazem sprzeciwu wobec pomysłu połączenia klubu z filharmonią.  Uczyniłem to na życzenie publiczności, muzyków i dla dobra samej muzyki. Sala Filharmonii Gorzowskiej, jej akustyka nie jest przyjazna dla większości projektów jazzowych, jakie realizujemy, ze względu na duży pogłos, który świetnie sprawdza się w muzyce poważnej, ale niekoniecznie w innych gatunkach. Dla dobra muzyki jazzowej będziemy jednak z niektórymi projektami wracać do filharmonii. Właśnie sfinalizowałem kontrakt z kolejną gwiazdą Gorzów Jazz Celebrations. Postać to zjawiskowa, a świat muzyczny już oszalał na jej punkcie. Szykuje się wyjątkowe wydarzenie.  Zagra w Filharmonii Gorzowskiej 5 kwietnia 2014. Nad tym kontraktem pracowałem od grudnia ubiegłego roku, czyli półtora roku przed koncertem w Gorzowie, a to już o czymś świadczy. Do dnia dzisiejszego w Polsce jeszcze nie zagrała. Więcej o tym koncercie innym razem.

Pojawiają się w przestrzeni społecznej sugestie, by sprywatyzować „Filary”. Gdyby prowadzenie takiego klubu było biznesem, to w Gorzowie już dawno ktoś otworzyłby takie konkurencyjne miejsce. Były próby kilka lat temu w „Zielonym Abażurze”. No i padło to. Moi koledzy, którzy prowadzili kluby jazzowe w dużych miastach,.min: w Warszawie (Jazz Club „Akwarium”), Wrocławiu (Jazz Club „Rura”), też padli. Warszawski „Tygmont” reklamowany jako jedyny klub jazzowy w stolicy zamienił się w klub go-go. Działalność stricte jazzowa jest po prostu bardzo droga, jeżeli chce się ją prowadzić na wysokim poziomie artystycznym. Istnieją puby itp. miejsca, nazywane szumie klubami jazzowymi, ale w nich muzyka jest dodatkiem do życia towarzyskiego i konsumpcji. A czy o to chodzi w kontakcie że sztuką?  Dla przykładu jeden koncert klubowy, taki który ma przyciągnąć słuchaczy, to koszt 4-6 tysięcy złotych - honoraria, ZAiKS, Stoart, hotele, reklama, podatki, strojenie fortepianu. Aby go zbilansować w warunkach komercyjnych, należałoby sprzedać w dniu koncertu co najmniej: 666 kufli piwa średnio po 6 zł lub na przykład około 80 butelek 0, 5 l wódki po cenie gastronomicznej albo sprzedać 80-120 biletów po 50 zł każdy. A gdzie inne koszty związane z obsługą lokalu, czynsze itp. Ok, bilet po 80-150 zł. Jak często go kupicie w miesiącu w naszym mieście? Gorzów to żadna bogata metropolia, ani miasto turystyczne, gdzie rotacja bywalców w takich miejscach jest duża. Gorzów to też nie miasto akademickie z renomowanymi uczelniami, których studenci stanowią liczną publiczność koncertów jazzowych. Nie ma też w naszym mieście muzycznych szkół średnich i wyższych o profilu jazzowym, gdzie młodzi muzycy graliby na jam sessions. Poza tym jak często chcielibyście słuchać adeptów sztuki jazzowej w kółko ogrywających te same standardy na różnym poziomie warsztatowym?

Muzyka jazzowa jest silna w tych ośrodkach, w których władze samorządowe dostrzegają jej wartość i w sposób dynamiczny wspierają.

Od lat siedzę w jazzie i obserwuję życie jazzowe w kraju. Dużo rozmawiamy z muzykami.  Podstawowy wniosek jest taki: dziś muzyka jazzowa wymaga takiej samej ochrony, jak muzyka poważna. Tym, czym dla niej jest budynek filharmonii, tym samym dla jazzu jest klub jazzowy z prawdziwego zdarzenia, jak nasze „Filary”, gdzie muzyka, muzycy i publiczność są szanowani. Przez te wszystkie lata zbudowaliśmy w Gorzowie, w oparciu o wieloletnie decyzje władz miasta oraz przy pomocy lokalnego biznesu, samorządową instytucję kultury o nazwie Jazz Club „Pod Filarami”, która może być wzorem do naśladowania dla innych samorządów w kraju i modelowym przykładem propagowania muzyki jazzowej. Małą Akademię Jazzu już naśladują. To jest nasz wkład w polską kulturę, rozwój polskiego jazzu i nie tylko. To co robimy w Gorzowie jest doceniane przez świat jazzu, również za wspaniałą publiczność, która jest koncertowa!!! (a nie pubowa), doceniająca wartości płynące ze sceny. Muzycy taką publiczność kochają i dlatego pokochali „Filary”.

I ostatnia refleksja. „Filary” nie były i nie są moje, są i były Wasze. Myślę, że dlatego cała ta sprawa wzbudziła wielki rezonans społeczny. Nie było tygodnia, aby ktoś na ulicy, czy w innej sytuacji nie pytał mnie: „jak tam z wami”, „co to za pomysł”, „to jest bez sensu” itp. Kiedy ten pomysł się narodził, powiedziałem sobie” stoję z boku, nie wchodzę w główny nurt dyskusji, może się mylę w swoim postrzeganiu rzeczywistości?  Niech społeczeństwo mojego miasta, ludzie kultury i środowisko jazzowe to zweryfikuje. I zweryfikowało, broniąc autonomii „Filarów”. Dziękuję Wam za to. I to tyle.

Idę robić swoje. Pracowałem i chcę nadal, przy Waszej akceptacji, jak najlepiej, pracować w służbie naszego miasta i mojej ukochanej muzyki, którą ku mojej radości zaakceptowaliście i również pokochaliście. 

Keep swinging.

Wyszukaj w blogu: