W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Amelii, Dobromira, Leonarda , 30 marca 2020

Kibole i pikniki

2013-05-13 12:36:31, Autor: Jerzy Kułaczkowski | Kategorie: Kultura, Miasto,

Z wielkim uznaniem obserwuję wysiłki młodych działaczy, którzy od podstaw budują gorzowską piłkę nawiązując do świetnych tradycji wielkiego Stilonu. Kibicuję im z całego serca, bo w ich wysiłkach dostrzegam to co w sporcie jest najpiękniejsze; entuzjazm, autentyzm, brak wszechobecnej pogoni za kasą.

Trzeba przy tym wszystkim pamiętać i o tym, że odbywa się to przy nikłej pomocy miasta, praktycznie za prywatne pieniądze, co określa pułap możliwości klubu przy takim sposobie finansowania nie wyżej niż trzecia liga (właściwie czwarta – ustanowienie tzw. ekstraklasy zaciemnia jedynie obraz systemu rozgrywek). Awans do tej klasy rozgrywkowej Stilon ma już praktycznie zapewniony, co stanie się faktem za tydzień, może dwa.

Przy tej okazji warto jednak zwrócić uwagę na jeszcze jeden bardzo istotny problem odrodzonego Stilonu. Chodzi mianowicie o kibiców. Już teraz zdarzało się tej drużynie wygrywać swoje mecze walkowerem, bo ekipy z mniejszych miejscowości nie mające możliwości właściwego zabezpieczenia meczu z obawy przed kibicami Stilonu wolały oddać punkty bez walki.

Klub kibica Stilonu nie ma najlepszej opinii i w tym względzie kontynuuje niechlubne tradycje swoich poprzedników kibicujących drugoligowej wówczas drużynie. Sam byłem świadkiem starć kiboli Stilonu i Pogoni na ulicach Szczecina. Swoistą ironią było to, że kibicowska wojna odbyła się po jednym z najbardziej emocjonujących i dramatycznych meczów, jakie kiedykolwiek obejrzałem, a zakończonym świetnym sukcesem Stilonu 4:3.

W historii ruchu kibicowskiego w naszym mieście zdarzyły się jeszcze bardziej dramatyczne momenty, jak choćby śmierć młodego kibica na dworcu w Krzyżu.

Niedawno miałem przyjemność porozmawiania z jednym z szefów nowego Stilonu. Rozmawialiśmy o wielu sprawach, także o subkulturze kibiców. Z problemami przez nich stwarzanych kluby muszą radzić sobie same. Politycy dostrzegają kiboli, albo wtedy gdy skandują „Donald matole”, albo gdy zbliża się wielka impreza sportowa, jak choćby Euro 2012, a także wówczas gdy odbywają się obchody świąt państwowych czy historycznych rocznic, na których pojawiają się kibice. Swoją rolę uznali za zakończoną przez uchwalenie ustawy o imprezach masowych, która może jest i nienajgorsza, ale niestety jak to często u nas bywa zupełnie nie egzekwowana. Co z tego, że na temat ruchów kibicowskich pisze się prace naukowe, że pojawiają się kibicowskie fanziny, a nawet książki pisane przez niektórych kiboli. Pokazuje to skalę problemu, jak również i to, że w tej subkulturze uczestniczą ludzie z różnych środowisk, o rożnym poziomie wykształcenia i nie jest to bynajmniej ruch ludzi ze społecznego marginesu.

Kibole stanowią niewątpliwie bardzo ważny problem społeczny często łamiąc reguły życia i normy obowiązujące każdego obywatela. Często stwarzają zagrożenie dla innych uczestników sportowego wydarzenia pogardliwie określanych piknikami. Oddziały policyjnej prewencji, tłumy ochroniarzy to nie jest sposób na rozwiązanie sprawy.  Kibolski rak dotarł na poziom klasy B i C, gdzie trudno marzyć o tym by zapewnić meczowi profesjonalną ochronę.

Często zachwycamy się tym, że Margaret Thatcher potrafiła „wychować” angielskich kibiców będących kiedyś postrachem europejskich stadionów (teraz ich niechlubną rolę przejęli w znacznej mierze polscy kibole). Prawdą jest, że na brytyjskich stadionach ligowych od wielu już lat panuje idealny porządek, że mecze odbywają się przy zgodnej obecności tak kiboli, jak i pikników. Ale z drugiej strony bójki pomiędzy kibicowskimi komandami przeniosły się na nieodlegle od stadionów ulice.

Podobnie jest w Bundeslidze, która zachwyca nie tylko imponującą frekwencją, czy efektownymi oprawami, ale także pojawiającymi się tu i ówdzie przejawami rasizmu czy neonazizmu (Union Berlin).  Fakty te dowodzą, że nie ma skutecznych metod prowadzących do całkowitego wykorzenienia negatywnych zjawisk towarzyszących współczesnemu sportowi, który dawno już stracił olimpijską czystość i szlachetność. Nie zwalnia to jednak nikogo od tego by zapewnić pełne bezpieczeństwo na naszych stadionach, zapadające w pamięć efektowne oprawy meczów, skuteczny i utrzymany w odpowiednich ramach doping.

Nasze nowe, piękne stadiony zasługują na to by traktować je jako swoistą świątynię, gdzie odbywa się wielkie misterium wspólnego przeżywania emocji sportowych. Czy tak może być? Słynny stadion Old Trafford w Manchesterze nie bez powodu nazywany jest także Teatrem Marzeń. Takie określenie zobowiązuje. Może jeszcze nie do założenia świątecznego garnituru, ale na pewno do przyzwoitych zachowań.

Ubiegłoroczne Euro pokazało jak wielka impreza sportowa potrafi zjednoczyć ludzi wokół jednej sprawy, jak to z kolei potrafi wpłynąć na ogólnonarodowy entuzjazm. Ludzie bawili się świetnie i bez żadnych ekscesów nie tylko na stadionach i strefach kibica. Praktycznie cały kraj żył tą piękna imprezą, a co dopiero by się działo, gdyby nasi potrafili jeszcze wygrywać.

To był jednak tylko krótki przerywnik w wojnach między Wisłą a Cracovią, Kolejarzem a Legią, Toruniem i Bydgoszczą. Także i my gorzowianie mamy swoje niesławne miejsce wśród lokalnych animozji. Niechęć (może to za słabo powiedziane) istniejąca pomiędzy fanami żużlowych klubów z Zielonej Góry i Gorzowa jest znana w całej Polsce. Te sportowe animozje są w znacznej mierze skutkiem odwiecznej walki toczonej przez polityków i rozmaitych ludzi ze świecznika wywodzących się z obu miast. Zamiast świecić dobrym przykładem beztrosko wypowiadają kontrowersyjne zdania podchwytywane potem przez media co skutecznie podgrzewa atmosferę i burzy dobry klimat na stadionach.

Za niespełna tydzień kolejne derby żużlowe Ziemi Lubuskiej. Czy tym razem uda się uniknąć incydentów, awantur, nie daj Boże bijatyk? Oby tak się stało. To przecież tylko sport.

Wyszukaj w blogu: