W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Amelii, Dobromira, Leonarda , 30 marca 2020

O boski Internecie!

2013-05-27 13:51:48, Autor: Jerzy Kułaczkowski | Kategorie: Kultura, Miasto,

Nie tak dawno jedna z lokalnych gazetek przedstawiła zestawienie ilustrujące iluż to znajomych mają nasi gorzowscy matadorzy polityczni na Facebooku, czyli popularnym fejsie. Zawsze mnie śmieszyły takie wyścigi o to kto ma więcej lajków, fanpagów, kto więcej wpisów na twitterze, znajomych na Naszej Klasie, czy innym portalu spolecznościowym.

Z drugiej jednak strony mam świadomość tego, że jest to swoisty znak czasów, w których żyjemy. Dziś zamiast rozmowy z przyjaciółmi mamy czatowanie, zamiast randek jakieś wirtualne znajomości. Za pomocą maili i smsów zrywa się znajomości, wypowiada się przyjaźnie i miłości.

Nie może więc dziwić, że temu nowemu obyczajowi ulegają także najwięksi naszego świata, nie tylko wybitni politycy, ale nawet papież Benedykt XVI. To oczywiste, że taki kontakt z wyborcami, czy wiernymi jest ważny i pożądany, ale tylko wówczas gdy jest on uzupełnieniem innych relacji, a nie zamiast nich. Papież ćwierkając na twitterze nie zaprzestał przecież swoich audiencji generalnych, a minister Sikorski nie zerwał osobistych spotkań ze swoimi kolegami ministrami z innych państw.

Obserwując wypowiedzi niektórych naszych lokalnych polityków np. na Facebooku dochodzę do wniosku, że często uprawiają sztukę dla sztuki nie mając lepszego pomysłu na wykorzystanie tych nowoczesnych środków komunikacji. Jest to najczęściej mało skrywana autoreklama i nic poza tym. Natomiast nie są wykorzystywane ogromne możliwości tworzone w necie jeśli chodzi o budowanie wsparcia dla inicjatyw zgłaszanych przez polityka (jak to budować jeśli inicjatyw po prostu nie ma), a także konsultowania swoich pomysłów, działań i projektów.

Istotne staje się mieć kilka tysięcy internetowych znajomych, którzy przyjęli zaproszenie, a jeszcze lepiej jeżeli ta liczba jest większa niż u konkurenta politycznego, zwłaszcza kolegi z tej samej partii, z którym trwa rywalizacja o jak najlepsze miejsce na liście wyborczej.

W ten sposób tworzy się jakaś karykatura rzeczowych i owocnych kontaktów ze społeczeństwem.

Forma wpisów na Facebooku czy twitterze siłą rzeczy zmusza do lakoniczności, sięgania po często słabo czytelne skróty myślowe. Jeżeli politykowi naprawdę zależy na tym by przybliżać tzw. elektoratowi swoje przemyślenia, jak również swój program, pomysły na Polskę to winien sięgać po bloga. W nim można wypowiedzieć się pełniej i konkretniej w dowolnej formie literackiej. Wśród blogerów można znaleźć znanych polskich polityków, nie znalazłem jednak nikogo kogo można by kojarzyć z naszym miastem czy regionem. Ale być może jest coś czego nie wiem.

Postęp tworzony przez Internet jest oczywisty. Nie chodzi więc o zawracanie kijem Wisły. Zależy mi raczej na tym by w pełni wykorzystywać tworzone przez niego nowe możliwości, doskonalenie tego wszystkiego co się z tym korzystaniem wiąże.

Myślę, że z czasem pójdziemy po rozum do głowy i zmaleje znaczenie tych wszystkich forów internetowych, które ktoś kiedyś bardzo trafnie porównał do publicznych szaletów wykorzystywanych do anonimowych wpisów typu „kaowiec jest głupi”.

Niestety Internet niesie ze sobą także negatywne zjawiska, marginalizowanie mediów papierowych (z rynku znikają bez przerwy tytuły prasowe o wieloletniej tradycji i wspaniałym dorobku), sam uszczęśliwiłem bliskich kilkudziesięciotomową encyklopedią, pod którą łamały mi się półki w domowej bibliotece, mam bowiem Wikipedię. Z naszych domów znikły dawno magnetowidy będące kiedyś symbolem nowoczesności i bogactwa bo każdy film można obejrzeć w sieci. Przebogate zasoby wiedzy zgromadzone w necie (czego nie ma w Internecie nie ma w realu) ułatwiają studia, ale zarazem sprzyjają rozwojowi plagiatów, kradzieży intelektualnej, która rozwinęła się jak nigdy dotąd.

Internet może być i przekleństwem, od nas samych zależy czy potrafimy z niego z pożytkiem korzystać.

Wyszukaj w blogu: