W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Edwarda, Marleny, Seweryna , 23 października 2019

Chytre baby; jedna z Radomia, druga z ratusza

2013-10-28 13:30:53, Autor: Jerzy Kułaczkowski | Kategorie: Miasto,

Nie tak całkiem dawno, jeszcze przed osławionym referendum, media złapały Hannę Gronkiewicz-Waltz na tym, jak nie bardzo kwapiła się zapłacić za bilet wstępu do pałacowych ogrodów w Wilanowie. Pewnie wychodziła z założenia, że skoro warszawski ratusz łoży sporo kasy na utrzymanie pałacu Jana III Sobieskiego to darmowe wejście należy się jej jak nie przymierzając psu zupa. To, że nie są to prywatne pieniądze pani prezydent, jeno nasze, brzydko mówiąc publiczne, nie miało żadnego dla niej znaczenia.

Chwilę wcześniej, wszechobecne kamery miejskiego monitoringu wychwyciły jak to na wspólnej wigilii w Radomiu jakaś kobiecina zgarnia ze stołów do wyświechtanej reklamówki resztki jadła i napitki. Wydarzenie to stało się przebojem Internetu, bo jakaś bezduszna gadzina wrzuciła te obrazki do sieci tytułując je w dodatku złośliwie i bezdusznie „Chytra baba z Radomia”.

Dla mnie oba te wydarzenia niczym właściwie się nie różnią, negatywny osąd moralny jest właściwie taki sam, a zachowanie pani prezydent tym bardziej naganne, że dotyczy osoby publicznej, od której mamy prawo oczekiwać dużo więcej niż od „baby z Radomia”.

Na kanwie tego wszystkiego zastanawiam się nad tym, na ile korzystanie z dodatkowych profitów i bonusów z tytułu sprawowania ważnych funkcji i urzędów jest etyczne i uczciwe.

Czy radni powinni korzystać z bezpłatnych wstępów i gratisów na koncerty i imprezy sportowe organizowane przez instytucje i stowarzyszenie, dla których później przyznają dotacje z miejskiego budżetu? Czy wysocy urzędnicy państwowi i samorządowi nie powinni kupować biletów wstępu tak jak każdy obywatel na spektakle i mecze, które nie wymagają ich oficjalnej obecności? Czym innym bowiem jest akademia ku czci, gdzie obecność wojewody czy prezydenta wydaje się być oczywista i na miejscu, a czym innym derbowy mecz żużlowy, czy premiera w teatrze. Czy osoby publiczne nie powinny nakładać na siebie samoograniczeń w tym względzie? Kiedyś mówiło się o właścicielach Peerelu, którzy w warunkach powszechnych niedoborów i braków rynkowych jakoś potrafili wygodnie i przyjemnie urządzić sobie życie. Ani się obejrzeliśmy jak w wolnej i demokratycznej Polsce wychowaliśmy sobie kastę uprzywilejowanych, którzy pełnymi garściami i bez odrobiny żenady korzystają za przysłowiową „darmoszkę” z nieuzasadnionych niczym przywilejów.

Zazdrościmy Skandynawom ich poziomu życia i autentycznej równości obywateli. To tym bardziej paradoksalne, że są to królestwa. Król Harald, czy Karol Gustaw na rowerze nikogo nie dziwi.

Konia z rzędem kto widział na nim któregoś z wysokich urzędników naszego ratusza (poza Ryszardem Kneciem).

W ludzkiej naturze, prawie że organicznie wmontowana jest chęć skorzystania z jakiejś nadzwyczajnej okazji.  W Paryżu pewien sklep odzieżowy ogłosił, że będzie można u nich się bezpłatnie ubrać pod jednym tylko warunkiem, ze przyjdzie się do nich w bieliźnie. Ten chwyt reklamowy sprawił, że pół miasta drałowało do magazynu w samych majtkach. Pokazuje to, że korzystanie z darmochy ma wymiar ponadczasowy i ponadustrojowy od momentu jak Fenicjanie wymyślili mamonę. Czym innym jednak jest reklamowa kampania, a czym innym darmowe cateringi dla wybranych i ustronne namiociki z wyżerką i napitkiem dla honorowych gości na gminnych dożynkach.

Dla wielu przydałyby się dodatkowe lekcje godności, przyzwoitości i umiaru. Bez tego nigdy nie osiągniemy prawdziwej demokracji.

Wyszukaj w blogu: