W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Edwarda, Marleny, Seweryna , 23 października 2019

Gdzie są ludzie zasad i idei?

2013-11-04 10:49:01, Autor: Jerzy Kułaczkowski | Kategorie: Miasto,

W minionym tygodniu choć jeszcze nie listopadowym (bo jak wiadomo „listopad niebezpieczna dla Polaków pora”) miało miejsce wiele złych, odbierających nadzieję i radość życia wydarzeń.

Najpierw odszedł Tadeusz Mazowiecki, kolejny wielki człowiek, którego życie i dzieło umieściły go w panteonie największych Polaków. I jak to często u nas niestety bywa, dopiero śmierć sprawiła, iż doceniono jego niezaprzeczalne zasługi w wielkim dziele transformacji naszej ojczyzny. Jednak to co w panu Tadeuszu Mazowieckim było najpiękniejsze i bezcenne to jego zasady moralne, o które tak dziś trudno w dzisiejszej polityce, czego zresztą ofiarą stał się sam premier. Przecież upadek stworzonej przez niego partii – Unii Wolności nastąpił tak naprawdę na skutek powołania nowej partii przez niektórych liderów UW niezadowolonych ze swej w niej pozycji. Premier Mazowiecki boleśnie przeżył tę zdradę, która stała się kolejnym świadectwem upadku obyczajów w polskiej polityce i braku jakichkolwiek norm moralnych.

Tak się dziwnie złożyło, że w chwili kiedy mówiono o wielkości Tadeusza Mazowieckiego jako człowieka miał miejsce jeden z większych skandali politycznych, który swoją wymową i znaczeniem można jedynie przyrównać do afery Rywina. Chodzi tu naturalnie o sprawę nagrań potwierdzających fakt korupcji politycznej w Platformie Obywatelskiej. To jakby ciąg dalszy tego co zostało ujawnione w odniesieniu do lubuskiej Platformy, a także swoiste ukoronowanie kampanii wyborczej w tej rządzącej naszym krajem partii. To fatalne zestawienie, z jednej strony pomnikowa postać Tadeusza Mazowieckiego, z drugiej natomiast małostkowość i nędza moralna działaczy PO. Najbardziej przygnębiające było jednak podsumowanie tej afery przez zarząd Platformy, czyli orzeczenie, iż właściwie nic się nie stało i „jedziemy” dalej. Po czymś takim można utracić resztki wiary w to, że naszym tzw. elitom politycznym chodzi jednak o dobro wspólne i rozwój naszej ojczyzny. Przecież widać najwyraźniej jak to tylko możliwe, że chodzi o własny, osobisty, często wątpliwy moralnie, interes.  Nie może być żadnym usprawiedliwieniem fakt, że poprzednicy PO sprawowali swe rządy identycznymi metodami, że zatrudnianie, żony, brata, dzieci, szwagra w państwowych firmach to właściwie standard, w dodatku nie tylko polski, ale właściwie dzieje się tak wszędzie (niedawno media doniosły, że bułgarscy studenci strajkują pod hasłami powrotu moralności do polityki). Platforma wygrywała wybory między innymi dzięki temu, że na swych sztandarach wypisała hasła walki z nepotyzmem, kolesiostwem i polityczną korupcją. Hasła rychło stały się pustymi obietnicami, wyszło jak zwykle, co stało się potwierdzeniem słuszności opinii Lecha Wałęsy, że wybory to tak naprawdę oznaczają to, iż jeden gang zastępuje drugi i działa tymi samymi sposobami. A potem się dziwimy, że frekwencja na polskich wyborach jest jedną z najniższych w Europie. Ludzie już dawno stracili nadzieję, że od ich decyzji wyborczej cokolwiek zależy, że wybiorą ludzi mądrych, kompetentnych i uczciwych, jako że możliwość wyboru została ograniczona do tych, którzy zostali naznaczeni przez partyjne gremia, czyli swoi wybierają swoich.

Prezydent Jędrzejczak ma sporo racji twierdząc, że polskie samorządy zostały opanowane przez partyjnictwo, niestety nie wskazuje na to, że partie zawłaszczyło całe państwo. KGHM i jego 63 spółki pokazuje to jak w soczewce.

Starożytni Grecy wykazali się wielką mądrością. Dla obsadzenie stanowisk i urzędów państwowych w antycznych Atenach nie organizowano żadnych konkursów, ani innych takich fasadowych działań. Na urzędników powoływano osoby spełniające wymagania po prostu najzwyczajniejszą metodą losowania. Choć znając nasze polskie obyczaje i możliwości można by się spodziewać, że nawet tę wyjątkowo sprawiedliwą metodę pozbawioną wszelkiego kumoterstwa nasi zdolni politycy potrafiliby przystosować do tego, by losowanie wygrywali swoi, a nawet najswojsi.

Na pytanie postawione w tytule odpowiedź jest jedna. Na pewno nie ma ich w polskich partiach politycznych, a wobec osób wchodzących w skład rozmaitych gremiów kierowniczych w naszym państwie obowiązuje stara kopernikańska zasada; gorsi, mniej kompetentnie, bezideowi wypierają lepszych, mądrzejszych, z mocnym kręgosłupem moralnym, tak jak gorszy pieniądz zastępuje lepszy.  To smutne i żałosne. To znakomity pretekst do wpadnięcia w jesienną deprechę.

Wyszukaj w blogu: