W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Danuty, Jana, Janiny , 24 czerwca 2019

Zagnało mnie do Krakowa

2013-12-04 22:12:22, Autor: Bogusław Dziekański | Kategorie: Kultura, Miasto,

Jeszcze nie opadły emocje po debacie w Pałacu Prezydencki, a tu kolejny panel dyskusyjny na temat „Jak promować jazz w Polsce?” w trakcie 37. festiwalu i konkursu Jazz Juniors w Krakowie. Paweł Kaczmarczyk, dyrektor artystyczny tego festiwalu, wymyślił sobie, że od 2012 roku laureat konkursu krakowskiego w ramach nagrody głównej 10.000 zł dostanie również zaproszenie na naszą celebrację jazzu podczas konkursu o „Klucz do Kariery”. I tak nasz Jazz Club „Pod Filarami” stał się partnerem krakowskiego festiwalu, co każdorazowo zapowiadano przed koncertami gwiazd, odmieniając nazwę naszego miasta przez różne przypadki przy komplecie publiczności.

Znając moją słabość do młodzieży jazzowej, tej słuchającej z Małej Akademii Jazzu i tej grającej, dyrektor JJ zaproponował mi poprowadzenie koncertu konkursowego w sali „Forum Przestrzenie”. A żebym był bardziej użyteczny dla festiwalu, wykorzystali mnie tego samego dnia do poprowadzenia koncertu wieczornego, który pierwotnie miał prowadzić naczelny magazynu „Jazz Forum” Paweł Brodowski. Zaszczyt to ogromny dla mnie i bardzo emocjonujący za sprawą śp. Kuby. Festiwal ten wymyślił i na początku realizował długoletni przyjaciel naszego klubu, Andrzej Kuba Florek, który towarzyszył, wspierał i pomagał nam przez 25 lat. To on wprowadził wiele lat temu jazzowe „Filary” na salony kulturalne Krakowa. 

Zanim w niedzielę wszedłem na scenę zapowiedzieć gwiazdy wieczoru, który odbywał się pod hasłem „Szymanowski Meets Chopin & Jazz” z udziałem zespołu RGG i Peter Beets Trio, Paweł Kaczmarczyk uprzedził mnie, że on w roli dyrektora festiwalu pojawi się pierwszy na scenie i przedstawi mnie oraz gorzowski jazz, z Małą Akademią Jazzu na czele, krakowskiej publiczności. Miły gest, pełen szacunku dla gorzowskich dokonań jazzowych. Ja z kolei przypomniałem im postać Kuby, co w przerwie koncertu wzbudziło żywą, wspominkową dyskusję.

Sceneria tego wieczoru była bardzo oryginalna, gdyż zebrana publiczność nie siedziała na tradycyjnych krzesłach, ale poukładała się na plażowych leżakach, co skomentowałem ku radości publiczności jako pierwszą edycję festiwalu „Jazz na leżakach”. Klimat ego wieczoru był bardzo jazzowy nie tylko za sprawą leżakowania, ale też muzyki. Znakomitym showmanem okazał się holenderski pianista Peter Beets, który uraczył nas jazzowym Chopinem i znakomitą interpretacją estetyki Oscara Petersona. Beets uznawany jest za spadkobiercę genialnego Kanadyjczyka. Z Marcinem Jakobsonem, który go sprowadził do Krakowa wstępnie się umówiłem, aby Petera pokazać gorzowskiej publiczności w klubowych warunkach. Uwierzcie mi, show gwarantowany.

Życzliwość, z jaką byłem traktowany w Krakowie, przeszła moje najśmielsze oczekiwania. Wzruszyło mnie, że gorzowski jazz i jego dokonania są świetnie rozpoznawalne wśród fanów krakowskich. No i pobyt w "Piwnicy pod Baranami". Marek Michalak, puzonista Jazz Band Ball, zgarnął mnie z ulicy, a dokładnie krakowskiego Rynku Głównego. Okazało się, że oprócz tego, że jest jazzmanem, to również śpiewającym artystą piwnicznym. I byłem w piwnicy, i to gdzie … od zakrystii, tam gdzie artyści wchodzą bezpośrednio na scenę. Ja w miejscu owianym legendą, gdzie Piotr Skrzynecki przez lata moderował scenariusz występów, co chwilę zmieniając ich dramaturgię. Tak było i tym razem. Na własne oczy widziałem, jak zadrukowana kartka z przygotowanym scenariuszem, kto, co, kiedy, zapełniała się ręcznymi, robionymi na gorąco zapiskami i korektami. Ekscytujące doświadczenie. A sam występ … to trzeba zobaczyć.

Pierwszym piwnicznym artystą, który mnie zagadnął, był Mieczysław Święcicki, współzałożyciel Piwnicy, który debiutował w niej w 1956!!!,  w programie „Jezioro trzech wieszczek”.  Rok 1956 … toż to rok moich narodzin… kosmos. To było spotkanie z piwniczną legendą. Po krótkiej, miłej rozmowie wręczył mi swoją płytę - Jubileuszowy Rok Księcia Nastroju. Jest uwielbiany przez publiczność za świetne wykonania starych romansów cygańskich i rosyjskich.

Pamięć o pobycie Piotra Skrzyneckiego i jego "Piwnicy pod Baranami” w Gorzowie we wrześniu 1995 roku ciągle jest w tej piwnicy bardzo żywa. Przypomnę, że ten występ był jednym z elementów świętowania 15-lecia jazzowych „Filarów”, które w roku 2015 będą obchodzić 30-lecie. Może tak powtórzyć Piwnicę?

Jeżeli do tego dodam nocne jamy w piwnicach Krakowa, w klubie „U Muniaka” i w „Harrisie”, w których spędzałem jazzowe noce, obserwując młodych jazzmanów, wymieniając kontakty, planując ich wizyty w naszych „Filarach”. Ot, cały ten jazz.

Wracając do panelu dyskusyjnego „Jak promować jazz?”. Recenzja krótka. Nasza Mała Akademia Jazzu potęgą jest i basta! Organizatorzy festiwalu już dziś zaprosili mnie do współpracy i pomocy w przygotowaniu pierwszych zajęć MAJ w krakowskich szkołach, w ramach przyszłorocznej edycji Jazz Juniors. Wygląda na to, że małymi krokami MAJ zdobędzie Kraków.

P.S.

Panel dyskusyjny poprowadził Maciej Karłowski, redaktor naczelny portalu jazzarium.pl. Udział wzięli: Marcin Jacobson – producent muzyczny, Jan Sudzina – dyrektor obchodów Europejskiej Stolicy Kultury Koszyce 2013 i promotor jazzu, Paweł Kaczmarczyk – dyrektor festiwalu Jazz Juniors oraz piszący te słowa. Aktywnie w dyskusji udzielał się m.in. Marek Stryszowski – muzyk, organizator krakowskich Zaduszek Jazzowych, a także nestor polskiej fotografii, Marek Karewicz. 

Wyszukaj w blogu: