W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Eustachego, Faustyny, Renaty , 20 września 2019

Akademickie rozmowy o kulturze

2013-12-05 09:59:09, Autor: Jerzy Kułaczkowski | Kategorie: Kultura, Miasto,

Wystartował SAD u Jakuba. Pod tą nazwą kryje się interesujący pomysł zrodzony wśród naukowców PWSZ, którzy postanowili stworzyć Salon Akademickiego Dialogu mający stanowić płaszczyznę do wymiany poglądów na tematy, którymi żyje nasze miasto. Rektor PWSZ pani profesor Elżbieta Skorupska – Raczyńska podsumowując pierwszą debatę wyraziła nadzieję, że SAD zakwitnie ciekawymi konkluzjami i celnymi spostrzeżeniami. Sądząc po przebiegu pierwszej debaty jest na to spora szansa. Sprawny moderator potrafiący sprecyzować pole i zakres dyskusji, kompetentni i komunikatywni prelegenci, dzięki którym sprawdził się pomysł na swoistą konfrontację wywodów naukowców ze stanowiskiem praktyków to niewątpliwe wartości pierwszej edycji Salonu. Mankamentem, przynajmniej dla mnie, było sformułowanie tematu debaty na zbyt wielkim poziomie ogólności, co sprawiło iż w wypowiedziach tak prelegentów, jak i dyskutantów pojawiło się zbyt wiele wątków i problemów, a żaden z nich nie został do końca zgłębiony i skonkludowany. Myślę, że to także sprawiło, że spotkanie nie zakończyło się konkretnymi wnioskami i ocenami. Obawiam się, że jeżeli zapowiedziany temat Salonu – wielokulturowość nie zostanie bardziej doprecyzowany to może się powtórzyć uczucie niedosytu wyniesione z rozmowy o kulturze.

Trochę za mało czasu przewidziano dla uczestników przez co sprowadzono ich do roli obserwatorów debaty. Myślę, że ich wypowiedzi mogłyby w istotny sposób wzbogacić dyskusję i podnieść jej temperaturę, co można było wyczuć choćby z uwag rzucanych na gorąco do wypowiedzi prelegentów.

Tyle ogólnych spostrzeżeń i ocen. Natomiast odnosząc się do samego przebiegu rozmowy warto zwrócić uwagę na kilka kwestii szczegółowych. Profesor Wojciech Burszta sformułował szereg trafnych ocen dotyczących kultury, która w czasach neoliberalnej gospodarki i stosunków społecznych staje się towarem, co w istotny sposób ogranicza krąg odbiorców i dostępność do dóbr kultury. Rozwój technologii oraz wszechobecny Internet determinuje swoistą „wszystkożerność” odbiorców, a także wielozmysłowość zjawisk kulturalnych, a także instytucji kultury co nie zawsze znajduje swoje artystyczne uzasadnienie. Pan profesor mówił także o roli kultury w budowaniu tożsamości mieszkańców na przykładzie bliskiego mu Grodziska Mazowieckiego, kreowaniu pozytywnych snobizmów i zapotrzebowania na kulturę wysoką.

Profesor Jerzy Rossa skupił swą uwagę na będącym przedmiotem jego zainteresowań badawczych problemie społecznego wykluczenia, a także roli instytucji kultury w procesie jego zwalczania, która jest w jego ocenie mocno ograniczona.

Bogusław Dziekański ciekawie opowiadał o swych wieloletnich doświadczeniach w upowszechnianiu muzyki jazzowej, a przede wszystkim o dorobku w zakresie edukacji muzycznej w ramach Małej Akademii Jazzu. Popularny Boguś postawił tezę nie do zakwestionowania, że podstawą sukcesu w upowszechnianiu kultury, a zwłaszcza w edukacji kulturalnej jest czas. Dorobek Małej Akademii wynika z ponad trzydziestoletniej tradycji działania, wypracowanych w tym czasie form i metod co doprowadziło także do powstania żywego środowiska i pojawienia się znakomitych twórców muzyki jazzowej.

Nieprzypadkowo organizatorzy debaty do prezentacji swoich poglądów zaprosili szefów instytucji muzycznych jako przedstawicieli całego środowiska. Muzyka bowiem może stać się prawdziwą wizytówką naszego miasta. Z jednej strony mamy bowiem człowieka – instytucję Bogusia Dziekańskiego, który trafił nawet do prezydenckiego pałacu, znaną w całej Polsce Małą Akademię Jazzu będącej przedmiotem poważnych badań naukowych i wzorem do naśladowania oraz znakomity klub Pod Filarami słusznie porównywany do najsławniejszych klubów nowojorskich. Z drugiej natomiast od dwóch sezonów funkcjonuje w mieście największa (i jak chcą złośliwi najkosztowniejsza) instytucja kultury – Filharmonia Gorzowska, dysponująca znakomitą salą koncertową z nowoczesnym zapleczem technicznym umożliwiającą stworzenie profesjonalnej orkiestry. Jest więc szansa by FG stała się kolejną dumą Gorzowa co według szefowej tej instytucji Małgorzaty Pery już się stało w czym utwierdzają ją opinie głoszone choćby przez maestro Wojciecha Kilara, czy maestro Kazimierza Korda. Wystąpienie pani dyrektor FG wywołało najwięcej kontrowersji, co nawet wywołało jej emocjonalną reakcję. Wynikało z niej, że pani dyrektor czuje się atakowana, czyli znowu mamy do czynienia z syndromem oblężonej twierdzy, co można było obserwować u jej poprzedników.

Obserwując to co się dzieje w mieście wokół Filharmonii nieodparcie nasuwa mi się porównanie ze Słowianką. Był czas, że ulubiona przeze mnie Słowianka była traktowana jak dyżurny obiekt do ataków, nie zawsze uzasadnionych, element walki politycznej i międzypartyjnej. Podobnie rzecz się ma obecnie z FG. Pani Pera powołuje się na wyniki studium wykonalności, które potwierdzały społeczne zapotrzebowanie w mieście na tego rodzaju obiekt. Nikt zdrowy na umyśle nie zakwestionuje potrzeby istnienia filharmonii w Gorzowie, gdyby jednak zapytać jego mieszkańców czy stać nas na jej utrzymanie uzyskana odpowiedź nie mogłaby się stać podstawą studium wykonalności.

Tak się złożyło, że na akademicką debatę o kulturze przyszedłem prosto z innego spotkania, na którym rozmawialiśmy o dosyć istotnym z punktu widzenia interesów mieszkańców problemie zagospodarowania terenu, na którym kiedyś był stadion Warty. Usłyszałem, że ta sprawa nie może znaleźć pozytywnego rozwiązania ze względu na to, że miasto musi przeznaczać poważne pieniądze na utrzymanie Filharmonii. To prawda, że filharmonia wypłukuje miejską kasę z dużych pieniędzy co w sposób oczywisty powoduje ograniczenie nakładów na realizację innych zadań komunalnych. Trudno więc oczekiwać, by instytucja kierowana przez panią Małgorzatę wywoływała ciepłe i serdeczne uczucia u innych konkurentów do miejskiej kabzy.

Zresztą, co ciekawe, w wystąpieniu dyrektor Pery sporo było o działaniach prowadzących do zbudowania orkiestry na wybitnym poziomie artystycznym, o potrzebie wypełnienia znakomitego architektonicznie budynku równie pięknym duchem i artystyczną treścią, o muzycznym edukowaniu dzieci i młodzieży, dużo na temat nie bardzo przemawiającej do mnie koncepcji FG jako forum dialogu, a także o kompletnie dla mnie niezrozumiałej wizji traktowania filharmonii jako instytucji zaufania publicznego, a nie przechowalni dla nieudaczników. Natomiast nie było ni słowa na temat pomysłu na finansowanie działalności filharmonii, co może oznaczać tylko to, że dla jej menadżerów podstawowym, żeby nie powiedzieć jedynym źródłem utrzymania będą środki otrzymane od miasta.

I choć pani rektor przywoływała przykład Słowianki jako obiektu, który też swego czasu był oprotestowywany i budzący wątpliwości w sens jego budowy i funkcjonowania pokazując zarazem, że obecnie po kilku latach trudno wyobrazić sobie nasze miasto bez Słowianki. Wyraziła na tej podstawie nadzieję, że tak samo stanie się z filharmonią. Pewnie tak będzie, ale czeka nas proces o wiele dłuższy i trudniejszy. Póki co to w Gorzowie miłośników pływania jest dużo więcej niż melomanów co rodzi określone konsekwencje.

Z zainteresowaniem będę czekał na kolejne edycje Salonu Akademickiego Dialogu u Jakuba. Nie mam wątpliwości, że te cykliczne, mam nadzieję spotkania w istotny sposób wzbogacą dyskurs obywatelski w naszym mieście o nowe treści i idee. 

Wyszukaj w blogu: