W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Hanny, Klementyny, Łukasza , 18 października 2019

Gorzów podzielony

2014-01-21 14:41:26, Autor: Jerzy Kułaczkowski | Kategorie: Miasto,

Legendarne wystąpienie Lecha Wałęsy w amerykańskim Kongresie zaczynało się słowami „My naród” zaczerpniętymi z jednej z najstarszych na świecie konstytucji. Niedawno Lech Wałęsa powiedział, że gdyby dziś miał ponowie wygłosić tę przemowę to rozpocząłby od słów „My naród, podzielony”. Ta myśl bardzo trafnie oddaje istotę polskiego charakteru, a także obecnego stanu świadomości narodowej. Swoistym paradoksem jest to, że to właśnie w Polsce narodził się wielki ruch społeczny nie bez powodu nazwany Solidarnością. Jego siła i wielkość trwała dopóty dopóki jego członkowie potrafili zachować jedność przekonań i dążeń. Niestety nie trwało to zbyt długo, po wspaniałym zrywie przyszła codzienna bylejakość, nonsensowne swary, które w końcu doprowadziły do tego, że dziś mamy dwie Polski, oddzielone niewidzialną granicą, których porozumienie się chyba jest absolutnie niemożliwe. Czyli jest jak zawsze; w sytuacji wielkich wyzwań potrafimy wznieść się ponad poziomy, w codziennym, nudnym budowaniu ciągniemy postaw sukna każdy w swoją stronę.

W Gorzowie nie może być inaczej, niż w całej Polsce. Na spory o Smoleńsk, o historyczne racje, sądy i osądy nakładają się dodatkowe lokalne kłótnie i konflikty, dochodzi do tego prawie że atawistyczna niechęć do sąsiadów z południa i mamy klasyczny polski kociołek.

Kłócimy się o wszystko, o sprawy małe i duże, o kolejność naprawiania dziur w jezdni i o sensowność dużych inwestycji. Zamiast twórczych i konstruktywnych polemik, które prowadzą do znalezienia najlepszego rozwiązania, mamy pyskówki i prawie rękoczyny (słynny spór z gorzowskimi kupcami) rodem z ukraińskiej kultury politycznej.

Dlaczego dzieje się tak, że sprawy z pozoru bezdyskusyjne i oczywiste wywołują najgorętsze awantury (patrz Słowianka) zamiast stanowić źródło słusznej dumy mieszkańców z faktu posiadania jednego z najlepszych basenów w Polsce? Dlaczego fakt postawienia nowoczesnego i funkcjonalnego budynku Filharmonii budzi złą krew nie tylko wśród wielu mieszkańców, ale i w środowisku kultury, które wydawać by się mogło, powinno być najbardziej zadowolone z tego, że powstała sala koncertowa odpowiadająca standardom XXI wieku? Skoro jednak pobudowanie filharmonii przyniosło skutek w postaci obcięcia budżetów innych instytucji kultury, czy wręcz likwidacji niektórych, to trudno się dziwić, iż istnienie FG nie budzi entuzjazmu w Gorzowie. Podobnie rzecz się ma w gorzowskim sporcie, w którym nakłady na stadion i klub żużlowy prowadzą w oczywisty sposób do stworzenia swoistej monokultury sportowej, w której większość środków finansowych trafia do jednej dyscypliny sportowej, co wywołuje słuszną złość i zazdrość wśród ludzi z innych sportowych dyscyplin.

Przedstawione tutaj okoliczności, przecież nie jedyne w tym rodzaju, pokazują jak wiele jest w naszym mieście sytuacji i decyzji władz, które jątrzą i dzielą, wpływając na pogorszenie nastrojów. Z żalem stwierdzam, iż w znacznym stopniu wpływa na to styl kierowania miastem uprawiany przez prezydenta Tadeusza Jędrzejczaka. Przez prawie już szesnaście lat sprawowania przez siebie urzędu przeszedł niewątpliwie do historii Gorzowa zajmując w niej należne sobie miejsce. Tak to już jednak jest w historii, że historyczne postaci na miano wielkich zasługują nie długością prezydentury, czy nawet zrealizowanymi inwestycjami. O wielkości polityka decyduje przede wszystkim to czy potrafił on skupić wokół siebie i wyznawanych przez siebie idei większość ludzi, czy potrafił ich do siebie przekonać stając się autentycznym przywódcą i przewodnikiem.

W naszym kraju jest wielu polityków, którzy całą swą działalność opierają na nieustannej walce z prawdziwym, bądź wyimaginowanym przeciwnikiem (klasyczny przykład to prezes Kaczyński). Obawiam się, że prezydent Jędrzejczak należy niestety do tego typu osób. Nakręca go konflikt, najlepiej czuje się w sytuacjach, gdy ma konkretnego przeciwnika, którego może zaatakować i pognębić. Stąd te nieustanne pohukiwanie na radnych, na tych wszystkich, którzy ośmielają się mieć inne niż jego zdanie. Wielce wymowny jest fakt, że trakcie kadencji rady tzw. prezydencki klub radnych ulega erozji, a niektórzy z jego radnych stają się z sojuszników prezydenta jego zaciekłymi adwersarzami.

Brak umiejętności koncyliacyjnych i zdolności do kompromisu powoduje niestety to, że nawet najsłuszniejsze pomysły i projekty napotykają na opór i niezrozumienie. Zamiast poszukiwania sojuszników, zamiast przekonywania i tłumaczenia mamy do czynienia z narzucaniem swojej jedynie słusznej woli, bo przecież wy się nie znacie i nie macie o niczym pojęcia.

Sala sesyjna ratusza, salki, w których obradują komisje rady, nie są niestety miejscem mądrych i przesyconych gospodarską troską rozmów o naszym mieście, jego potrzebach i pomysłach na lepszą przyszłość. Zbyt często demonstruje się tam pogardę dla odmiennych poglądów, brak zrozumienia dla argumentów innego ugrupowania politycznego, a nawet obelg i delikatnie mówiąc niezbyt parlamentarnych wyrażeń.

Nie dziwmy się, więc, ze atmosfera tego rodzaju rzutuje potem na cały obywatelski dyskurs toczący się w mediach, forach internetowych, czy nawet na prywatne rozmowy mieszkańców.

Brakuje mi wyważonych opinii i informacji, które mogłyby mnie, jako obywatela tego miasta płacącego tutaj podatki przekonać do decyzji władz miejskich odnoszących się do naszych miejskich problemów. Zamiast tego otrzymuję często jedynie wiedzę o tym, kto sypał piasek w szprychy, kto powiedział coś od rzeczy.

Obawiam się, że jedyna idea, jaka jest nas gorzowian połączyć w działaniu to przekonanie o tym, że zielonogórscy politycy skupieni w Urzędzie Marszałkowskim rżną nas na wszelkie możliwe sposoby. Ale nawet w tej jedynie słusznej sprawie nie potrafimy do końca połączyć wszystkie siły i możliwości. Nie mogę się, bowiem doczekać chwili, w której dla gorzowskich radnych PO, ważniejszy od dyscypliny partyjnej okaże się interes naszego miasta i jego mieszkańców, co udowodnią w swoich głosowaniach.

Wyszukaj w blogu: