W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Edwarda, Marleny, Seweryna , 23 października 2019

Do czego służy sport

2014-01-26 16:19:49, Autor: Jerzy Kułaczkowski | Kategorie: Miasto,

Sport, czy tego chcemy czy nie chcemy, jest wszechobecny w życiu społecznym, a także osobistym każdego człowieka. Nawet ci, którzy nie bardzo odróżniają piłkę kopaną, od piłki wodnej dają się uwieść emocjom gdy biegnie Justyna, gdy skakał Adaś, albo gdy w zamierzchłych już niestety czasach Orły Górskiego potrafiły zwyciężać wirtuozów piłki z Brazylii.

Politycy wszelkich maści bardzo szybko zorientowali się o olbrzymich możliwościach propagandowych tkwiących w widowisku sportowym, a także przekonali się, że sukces sportowy można wykorzystać do kształtowania społecznych nastrojów i zachowań. Już berlińskie igrzyska olimpijskie z 1936 roku zostały przez nazistów i Hitlera potraktowane bardzo instrumentalnie do propagowania sukcesów III Rzeszy i ideologii faszystowskiej.

Nie inaczej działo się w czasach nieco nam bliższych, gdy Związek Radziecki, a zwłaszcza Niemiecka Republika Demokratyczna starały się udowodnić poprzez sukcesy swoich sportowców wyższość ustrojową, polityczną i gospodarczą.

Dziś sport przede wszystkim się skomercjalizował, co niestety nie oznacza iż przestał być orężem w rywalizacji politycznej. Igrzyska w Pekinie, a teraz w Soczi pokazują iż wielkie sportowe widowiska mają nadal przede wszystkim do spełnienia ważne funkcje propagandowe, zaciemniając jednocześnie prawdziwy obraz współczesnych Chin, czy też konfliktów narodowościowych w Rosji. Wielu publicystów, a nawet polityków z ironią nazywa igrzyska w Soczi fanaberią Putina, który wymyślił zimową olimpiadę w klimacie subtropikalnym. Jest to rzeczywiście pomysł iście rosyjski, ale ktoś już dawno powiedział; Rosji umom nie pajmiosz, więc lepiej nie próbować działań rosyjskiego prezydenta racjonalizować. Jednak w tych drwinach z ogromnych nakładów finansowych na olimpijskie inwestycje, w tych kpinach z wszechobecnej korupcji łatwo wyczuć zazdrość, że naszego wschodniego sąsiada stać na takie kaprysy mające udowodnić potęgę Rosji i powrót do imperialnych ambicji.

Dowodzi tego najprościej kolejna fantasmagoria polskich polityków, którym po raz kolejny zamarzyły się igrzyska olimpijskie w naszej ojczyźnie. Ledwie kilkanaście lat temu wybitny szermierz i znany architekt Wojciech Zabłocki był autorem pomysłu by olimpiadę zorganizować w Warszawie i od czasu do czasu projekt ten pojawiał się w wypowiedziach polityków różnej maści i przekonań. Można było to traktować jako swoistą egzotykę i irracjonalnych marzeń. Podobnie rzecz się miała z planami organizacji igrzysk w Zakopanem, które w roku 1999 legły w gruzach bo jakoś nie znalazły uznania w oczach członków MKOl-u. Straciliśmy tylko sporo kasy na księżycowe plany i najedliśmy się wstydu.

Teraz pomysł poddano liftingowi i w nieco zmienionej wersji znowu został uroczyście narodowi ogłoszony budząc słuszną dumę i uznanie. Ponoć ponad 70% Polaków popiera ideę organizacji igrzysk w Krakowie, Zakopanem i na Słowacji. Nic to, że zimni i racjonalni do bólu Szwedzi doszli do wniosku, że nie stać ich na to by Sztokholm stał się gospodarzem igrzysk w roku 2022, że do podobnego wniosku doszli Niemcy z najbogatszego landu – Bawarii, którego stolica Monachium także odpuściła sobie starania o ten kosztowny przywilej. Przecież my już wkrótce według zapewnień premiera Tuska doszlusujemy do pierwszej dziesiątki państw gdzie poziom życia jest najwyższy. A skoro tak to cóż to dla nas wydanie kilku miliardów euro czy dolarów na sportowe obiekty jednorazowego użytku, jak np. tor bobslejowy. Doświadczenia z EURO 2012 niczego nas nie nauczyły; miał być potężny impuls rozwojowy, zostały tylko stadiony piłkarskie, na których grają kiepskie drużyny ligowe i z trudem dokończona autostrada A2 (nie pamiętam Wolności, czy też Solidarności, jakoś mi się to miesza). Projekt organizacji olimpiady w Krakowie odbieram jako czysty chwyt pi-arowski, który ma zahamować coraz bardziej dołujące notowania PO i skierowanie uwagi obywateli na sprawy absolutnie drugorzędne. Niestety zabawa ta wygeneruje całkiem niemałe wydatki, a z wydanych pieniędzy nie będzie żadnego pożytku.

Z wyżyn globalnej polityki i księżycowych planów polskich polityków wróćmy na nasze lokalne podwórko.

Na całe szczęście olimpiady w Gorzowie nikt jeszcze nie chce organizować, wystarczą nam nasze kosztowne żużlowe igrzyska, czyli Grand Prix – impreza coraz bardziej prowincjonalna i tracąca na znaczeniu.

Wydaje się, że po wielu miesiącach bezproduktywnych sporów i przepychanek mamy szansę na pozytywne i oczekiwane przez większość mieszkańców naszego miasta zakończenie sprawy terenów po stadionie piłkarskim Warty. Prezydent Jędrzejczak poszedł po rozum do głowy i postanowił wysłuchać próśb działaczy tego zasłużonego klubu i przywrócić to urokliwe miejsce nad Kłodawką dla gorzowskiego sportu. Mało tego, przyznał że wykazywana przez niego niechęć do tego rozwiązania była błędem i potrafił przyznać się do błędu. Aż szkoda, że wybory w naszym kraju odbywają się jedynie raz na cztery lata.

Czyli możemy mieć nadzieję, że będzie w naszym mieście kolejna sportowa perełka, a KS Warta Gorzów będzie miał odpowiednie warunki do kontynuowania swojej chlubnej działalności. Nadzieję mogą mieć także mieszkańcy Małyszyna i Karnina bo pan prezydent tak się rozochocił, ze postanowił przy tej okazji zając się także poprawą bazy sportowej na tych wiejskich boiskach.

Zastanawiam się tylko przy tej okazji jak są podejmowanie decyzje inwestycyjne w naszym mieście. Przecież z trudem i mozołem były kiedyś uchwalane ważne dokumenty regulujące i określające przyszłość Gorzowa, rozmaite plany przestrzennego zagospodarowania, różne strategie rozwojowe, programy 2000+ itp., których wspólną cechą jest niestety to, że natychmiast po ich uchwaleniu trafiały do urzędniczych szuflad gdzie pokrywał je kurz zapomnienia.  Przecież to właśnie w tych ważnych dokumentach powinno być wszystko zapisane, kiedy powstanie szatnia na wiejskim boisku i co się stanie ze stadionem Warty. Póki co nadal w sferze nie zrealizowanych obietnic pozostaje uchwalenie strategii rozwoju gorzowskiego sportu, co obiecywał onegdaj radny Sobolewski, przewodniczący rady, wcześniej przewodniczący stosownej komisji, zawsze podkreślający swoje sportowe sympatie i wykształcenie. Projekt gdzieś tam się kurzy, a kilka lat pracy gorzowskich urzędników poszło na marne. Pewnie, że uchwalenie strategii sportu gorzowskiego nie przywróci mu jego dawnej chwały, ale być może mogłoby sprawić, że chociażby decyzje dotyczące podziału coraz bardziej kurczących się środków finansowych dla klubów sportowych byłyby jasne i wynikające z przyjętych zasad. A może ten swoisty woluntaryzm w podejmowaniu decyzji niektórym jest po prostu na rękę?

Wyszukaj w blogu: