W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Hanny, Klementyny, Łukasza , 18 października 2019

Co się polepszy, to się popieprzy

2014-02-06 10:06:00, Autor: Jerzy Kułaczkowski | Kategorie: Miasto,

Namnożyło się co niemiara konkursów różnych, plebiscytów rozmaitych, rankingów, sondaży i badań opinii publicznej oceniających, a to samorządy, a to firmy i instytucje. Ich mnogość w sposób oczywisty prowadzi do zdeprecjonowania samej idei oceny i współzawodnictwa, jako że pozbawione są bardzo często cechy obiektywizmu. Poza tym ich wykonanie rzadko wynika z naukowych i racjonalnych metod.

Tak naprawdę jest zaledwie kilka liczących się tytułów i wyróżnień, większość służy do zwyczajnego wyciągania kasy z nie najbogatszych przecież zasobów samorządowych. Wystarczy zapłacić, jak zwał tak zwał, wpisowe czy też składkę na koszty organizacyjne i już można wieszać w gabinecie burmistrza czy wójta stosowną „laurkę” czy też ustawić na honorowym miejscu mniej lub bardziej gustowną figurkę. Nasze miasto zresztą w ostatnim czasie w tych wyścigach cechuje prawdziwa sinusoida wyznaczająca wzloty i upadki. Przecież kilka tygodni temu ogłoszono wyniki badania opinii mieszkańców kilkunastu największych miast w Polsce, którzy mieli ocenić warunki życia w swoich miastach. W tym przedmiocie wypadliśmy superblado, bo zajęliśmy zaszczytne ostatnie miejsce wśród wszystkich respondentów. Wkrótce potem mieliśmy kolejny powód do frustracji, bo media oznajmiły, iż Gorzów został powszechnie uznany za najbrzydsze miasto w Polsce. Co prawda szybko ta informacja została sprostowana, iż brzydsze od Gorzowa jest miasto Łódź, ale udało się nam utrzymać medalową pozycję. Kilka dni temu dowiedzieliśmy się, że prezydent Tadeusz Jędrzejczak odebrał w stolicy jakąś megaważną nagrodę w bardzo doborowym towarzystwie. Mieliśmy więc okazję by napawać się słuszną dumą, choć tak naprawdę nie bardzo wiadomo za co właściwie ta nagroda, ale zawsze to fajne. Już było tak miło, gdy jak grom z najjaśniejszego nieba spadła na nas wiadomość, że w według wewnętrznej oceny zusowskiej centrali nasz oddział znalazł się wśród najgorszych w całym kraju.  Nic tylko się upić, albo pociąć, albo jedno i drugie.

Naturalnie tego rodzaju informacje są wykorzystywane w naszych politycznych wojenkach. Jak wypadamy źle lub kiepsko to opozycja gromko obwieszcza, że miasto jest źle rządzone i że wiadomo kto za to odpowiada. Gdy zostaje odtrąbiony sukces, prezydent dziękuje mieszkańcom za to, że przyczynili się do niego swoją obywatelską postawą i zaangażowaniem. Wcale mnie takie manewry nie dziwią, tyle, że nic pozytywnego z nich nie wynika. Wszelkie te wiadomości większości mieszkańców ani ziębią, ani parzą, oni i tak wiedzą swoje. Zresztą w Gorzowie tak jakoś dziwnie mamy, że jak powiedział klasyk nieważne, kto wygrał, ważne żebyśmy byli o oczko wyżej od sąsiadów z południa. To dopiero dowartościowuje lokalnych polityków, czy sportowych działaczy.

Wszystkie te posążki, dyplomy i medale honorowe, które mają olśnić prezydenckich gości odwiedzających jego gabinet jakoś niewiele znaczą i chyba w niewielkim stopniu przyczyniają się do wytworzenia atrakcyjnego dla potencjalnych inwestorów image miasta.

Natomiast dla samych gorzowian ważniejsze od tych wszystkich zaszczytów jest rozczarowanie jakością warunków życia w mieście, bałaganem (delikatnie mówiąc) na ulicach i osiedlach. Niska ocena funkcjonowania gorzowskiego ZUSu utwierdza coraz powszechniejsze przekonanie o bylejakości i niskich standardach funkcjonowania instytucji publicznych w naszym mieście. Gdzie by nie spojrzeć tam przysłowiowa „kaszana”. Nasz szpital wygenerował największe zadłużenie w kraju, trzeba było więc sięgać po rozmaite kruczki prawne i pomysły z dziedziny inżynierii finansowej by jakoś wyprowadzić go z beznadziejnej pętli długów pozostawiając przy okazji wielu wierzycieli na przysłowiowym lodzie. Swoistym symbolem funkcjonowania gorzowskiego wymiaru sprawiedliwości stało się procedowanie w tzw. aferze budowlanej. Najpierw ślimaczące się śledztwo, potem dramatycznie ciągnący się w czasie proces, w końcu wyrok totalnie ośmieszony w szczecińskiej apelacji i konieczność rozpoczęcia całej (ciśnie się na usta określenie zabawa, ale sprawa jest zbyt poważna by tak to powiedzieć) afery od nowa. Ale co tu mówić o poważnych i skomplikowanych sprawach sądowych, skoro w gorzowskim sądzie jedna z najprostszych procedur, jaką jest uzyskanie klauzuli wykonalności trwa co najmniej trzy miesiące. A chodzi w niej o jedną pieczątkę, napisanie kilku zdań i podpis sędziego.

Renomowane gorzowskie ogólniaki w ogólnopolskich rankingach wyprzedzają już nie tylko zielonogórskie licea, ale nawet szkoły z prowincjonalnych wydawałoby się Żar. Już nawet nie nakręca ich działalności odwieczna rywalizacja liceum z Puszkina i Przemysłowej.

Olbrzymie nakłady na żużel jakoś nie przełożyły się wynik sportowy, wydane miliony ledwie starczyły na jeden srebrny i jeden brązowy medal. Na majstra czekamy już kilkanaście lat i nie zapowiada się by to oczekiwanie zostało rychło zaspokojone. Amerykańskie koszykarki z roku na rok jakby słabsze, o zawodniczkach klasy Leuczanki możemy tylko pomarzyć, na medale w lidze i występy na europejskich parkietach też się nie zanosi.

Sukcesy siatkarzy, szczypiornistów, tenisistów stołowych to już historia. Czy uda się ją chlubnie kontynuować? Sadzę, że wątpię.

Możną by tę wyliczankę ciągnąć i ciągnąć. Degrengolada w różnych dziedzinach życia w Gorzowie jest oczywista. Złożyło się na to wiele okoliczności, w tym, to prawda, także sporo czynników obiektywnych. Na pewno sposobem na rozwiązanie nękających nas problemów nie jest zaklinanie rzeczywistości i uprawiana zbyt często propaganda sukcesu.

Już wkrótce będzie okazja o tym pomyśleć. Idą wybory.

Wyszukaj w blogu: