W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Hanny, Klementyny, Łukasza , 18 października 2019

Polak głupi po szkodzie

2014-02-21 21:32:47, Autor: Jerzy Kułaczkowski | Kategorie: Miasto,

Wraca temat tzw. alejek na ulicy Marcinkowskiego. Grupa zapaleńców nie ufając naszym miejskim włodarzom podjęła działania wyprzedzające i postanowiła zaprotestować przeciwko ciągle żywym planom wycinki kilkudziesięcioletnich lip w związku z przewidywanym remontem tego fragmentu głównej ulicy osiedla Staszica. Co prawda w związku z ubóstwem miejskiego budżetu projekt ten spadł z planu miejskich inwestycji i remontów na rok bieżący, ale gdzieś tam w przyszłych magistrackich planach jest ciągle obecny. Wynika to choćby z wypowiedzi prezydenta Sejwy, który przekonuje, że bez wycinki 27 drzew nie da się przeprowadzić rzetelnej naprawy ulicy i przyległego skweru. Ta szczegółowa liczba, jak również cyfry wymalowane na drzewach wyznaczonych do egzekucji pokazuje, że w ratuszu mają za nic głosy sprzeciwu, jakie się pojawiły w mieście, kiedy tylko zostały ujawnione zamiary urzędników. Prezydent Sejwa z wrodzoną sobie dezynwolturą oznajmił, że nie ma się co przejmować wycinką pięknych, starych drzew, bo chore i powykrzywiane, a na ich miejsce posadzi się przecież jakieś nowe (pewnie znowu japońskie wiśnie, albo coś równie egzotycznego z nazwy i nieznanego z efektu) i będzie git. A przecież już to w mieście ćwiczyliśmy przed kilku laty na ulicy Chrobrego i wszyscy dobrze pamiętamy, czym się to skończyło.

Miał rację mistrz Kochanowski, kiedy dawno temu zauważył konieczność modyfikacji znanego przysłowia, że „Polak mądr po szkodzie”.

Jego stwierdzenie, że

„Nową przypowieść Polak sobie kupi

Że i przed szkodą i po szkodzie głupi”

nie straciło mimo upływu wieków nic ze swej aktualności.

A może miejskim urzędnikom chodzi o to by swymi działaniami przyczynić się do wykształcenia społeczeństwa obywatelskiego, na czym nam przecież wszystkim zależy. Wniosek, bowiem jest taki; my podejmujemy nieodpowiadające oczekiwaniom mieszkańców decyzje, oni to oprotestowują, piszą petycje, zbierają podpisy, prowadzą akcje protestacyjne i dzięki temu mamy społeczeństwo aktywne, zaangażowane w nasze wspólne sprawy. Jeżeli tak jest, to przepraszam, ale to dla mnie prostaczka jest zbyt wyrafinowane, żeby nie powiedzieć za bardzo przekombinowane. Ten sam efekt można osiągnąć prościej i normalniej.

Wyszukaj w blogu: