W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Edwarda, Marleny, Seweryna , 23 października 2019

Spiskowa teoria dziejów

2014-04-13 23:19:05, Autor: Jerzy Kułaczkowski | Kategorie: Miasto,

Wydawać by się mogło, że wszystko, co najgorsze jest już poza gorzowskim szpitalem. Niestety, co chwilę pojawiają się informacje o kolejnych nieszczęściach spadających na gorzowską lecznicę. A to marszałkini niezbyt przychylnym okiem spogląda na pomysły dotyczące budowy centrum radiologii niezbędnego dla skutecznego działania szpitala, a to jakaś nie do końca wyjaśniona działalność ordynatora oddziału hematologii (jak w starym dowcipie, nie wiadomo czy kradł, czy jego okradli, ale niewątpliwie jest wmieszany w złodziejską aferę), czy wreszcie najświeższy news, czyli doniesienia o legionelii w szpitalnych prysznicach.

To ostatnie wydarzenie przypomniało mi to, co działo się na Słowiance, która przed kilkoma laty została zaatakowana przez bakterię gronkowca złocistego. Sprawa ta ma tyle wspólnego z tym, co się wydarzyło, że tak wówczas, jak i teraz wielu z jej uczestników doszukuje się w nich politycznego kontekstu. Prezes – dyrektor szpitala próbował, bowiem tłumaczyć nieszczęście, jakie dotknęło szpital walką frakcyjną w gorzowskiej Platformie, jako iż dyrektor gorzowskiego Sanepidu jest przecież jednym z prominentnych działaczy PO i jako taki zainteresowany by „dowalić” kolegom z konkurencyjnej frakcji tej partii, której sprzyja pan Dębicki. Tłumaczenie tak samo dobre, jak i inne. Fakty, bowiem są takie, iż legionella niestety w szpitalnych instalacjach była, że rzeczywiście trudno jest ustalić przyczyny, które sprawiły, iż się tam znalazła. Natomiast prawdą jest i to, że można dyskutować czy działania Sanepidu były właściwe i pozbawione podtekstów personalnych i politycznych.

Podobnie było przecież na Słowiance. Nikt przy zdrowych zmysłach nie kwestionował obecności bakterii w wodzie basenu, nie byliśmy także w stanie wyjaśnić bezpośredniego powodu jej skażenia, natomiast nie mogliśmy się pogodzić z zakresem sankcji nałożonych na Słowiankę przez służby sanitarno-epidemiologiczne. Znane nam były bowiem przypadki z innych miejscowości w Polsce, gdzie w podobnych przypadkach Sanepid ograniczył się do wydania zaleceń, których realizacja powinna spowodować poprawę jakości wody bez konieczności zamykania basenu. Dziś w większości podobnych przypadków jest to powszechnie obowiązująca zasada. Natomiast z faktu zamknięcia basenów Słowianki uczyniono wówczas niemal aferę. Media oszalały, przedstawiając to, co nie jest czymś nadzwyczajnym na publicznych basenach, niemal jak katastrofę ekologiczną, miejscy rajcowie debatowali na ten temat na kilku sesjach, tak jakby nie mieli poważniejszych spraw na głowie. Sama Słowianka z pozycji dumy i chluby miasta spadła do roli obiektu przynoszącego wstyd i porutę, co ze szczególną satysfakcją podkreślali nasi sąsiedzi z południa, którzy o nowoczesnym basenie mogli w tamtym czasie tylko pomarzyć. Ja sam, chwilę wcześniej hołubiony i chwalonyw mediach za sprawne zarządzanie i niebanalne pomysły zostałem wrogiem publicznym numer 1, porównywany do Breżniewa ukrywającego katastrofę w Czarnobylu. Jednym słowem rzeczywiście nieszczęście Słowianki zostało wykorzystane w ostrej walce politycznej, jaka się wówczas, tak jak i dziś zresztą, w naszym mieście toczyła. Nie dziwi mnie to wcale. Teraz, kiedy patrzę na to z pewnego dystansu rozumiem, że każdy pretekst jest dobry by przywalić przeciwnikowi. Wtedy chodziło o to by pozbawić prezydenta Jędrzejczaka uzasadnionej satysfakcji płynącej z wybudowania nowoczesnego i pięknego basenu. Teraz na cel bierze się szpital wojewódzki, który po latach marazmu i pogrążania się w coraz większych długach zaczął wychodzić na prostą.

Pan prezes Dębicki mógłby wziąć do siebie słowa, które ja usłyszałem, gdy pojawił się gronkowiec: „za dobrze wam szło”.

Niestety w te działania wciągane są służby, które z natury rzeczy powinny być apolityczne. Patrząc na to co się dzieje myślę, że i tak miałem szczęście bo uniknąłem konieczności tłumaczenia się przed prokuratorem z czegoś, co wynika ze słabości tzw. czynnika ludzkiego. Nie sądzę, żeby dyrektorowi szpitala zostały postawione jakieś prokuratorskie zarzuty.

Oj nie lubimy cudzych sukcesów, nie lubimy. Nie dążymy do tego by dorównać ilością posiadanych krów sąsiadowi, tylko życzymy mu by zdechły te, które sprawiają, iż jego stado jest liczniejsze niż nasze.

Ale to już temat na inne opowiadanie.

Wyszukaj w blogu: