W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Hanny, Klementyny, Łukasza , 18 października 2019

Nowa świecka tradycja

2014-05-03 14:16:45, Autor: Jerzy Kułaczkowski | Kategorie: Miasto,

Kolejna wielka majówka w pełnym rozkwicie. Historia i aktualnie rządzący naszą ojczyzną przygotowali narodowi zestaw rocznic i świąt z gatunku dla każdego coś miłego. Każdy od prawa do lewa znajdzie coś dla siebie, bo to i święto pracy z ponad stuletnią tradycją, i rocznica konstytucji 3 Maja, i święto Józefa robotnika, dla wypełnienia wolnego terminu pomiędzy pierwszym i trzecim maja wymyślono Święto Flagi, a z okazji rocznicy wstąpienia do wspólnoty europejskiej doszedł nam jeszcze dzień Unii Europejskiej. Uff, dużo tego, na tyle dużo, iż naprawdę trudno się zdecydować, co właściwie czcić, co świętować, komu oddać cześć i pamięć.

Poza tym, co chyba w tym wszystkim jest najistotniejsze nie ma w III RP pomysłu na to jak właściwie powinny wyglądać obchody rocznic świąt państwowych i ważnych dla narodu rocznic historycznych. Niestety zostały one, jak wszystko w tym kraju, wmontowane w bieżącą walkę polityczną, co sprawia, że święta zamiast łączyć nas wszystkich w poczuciu dumy z narodowych dokonań, stają się powodem do gorszących waśni, a nawet do ulicznych burd i zamieszek. To smutne i żałosne. Odpowiedzialność za to spada na naszych pożal się Boże polityków, którzy w imię swoich małostkowych celów zniszczyli tradycje. Za przykład i dowód tego niech posłuży choćby pierwszomajowe święto. Czyż może być coś piękniejszego niż święto pracy, a więc tego, co stanowi sens i jedną z najwyższych wartości ludzkiego życia. To prawda, że to święto zawsze miało lewicowe konotacje, a z czasem nawet zostało na swój sposób zawłaszczone przez partie komunistyczne. Czy to jednak musi oznaczać konieczność przekreślenia wieloletniej tradycji socjalistycznego ruchu robotniczego, którego niewątpliwą zasługą jest wywalczenie godziwych, ludzkich warunków pracy? Czy brak godnych obchodów tego święta oznacza, że dziś już nie trzeba się domagać poprawy warunków życia i pracy dla wielu ludzi? Skąd więc tak liczny i rosnący w siłę, na bogatym Zachodzie, ruch oburzonych, pokazujący powagę współczesnych problemów społecznych i ekonomicznych.

Byłem w dniu 1 maja na Placu Grunwaldzkim, kiedyś w naszym mieście tradycyjnym miejscu obchodów święta ludzi pracy, miejscu gdzie w tym dniu gromadziły się setki, czy nawet tysiące mieszkańców Gorzowa. Czy wszyscy przychodzili tam przymuszani przez swoich przełożonych, przestraszeni groźbą utraty pracy w przypadku nieobecności na pierwszomajowym pochodzie? Pytani o to moi znajomi deklarują, że szli na pochód z własnej woli, że była to swoista przyjemność i okazja do towarzyskich spotkań i pogwarek.

Z żalem patrzyłem na pusty plac, pozbawiony choćby najdrobniejszego elementu dekoracji podkreślającego, że jest przecież święto. Było nas tam kilkoro starych dinozaurów, ktoś mógłby powiedzieć, nostalgicznie nastrojonych komuchów tęskniących za starym porządkiem. Złożyliśmy skromne wiązanki pod pomnikiem, powspominaliśmy, ale i pomilczeliśmy w zadumie. Przyszliśmy tam z własnej woli, z potrzeby serca, z wierności dla wyznawanych ideałów, które wcale nie muszą kłócić się z otaczającą nas rzeczywistością.

Przy całym zrozumieniu potrzeby świętowania polegającego na tym, iż organizuje się festyny, pikniki, te wszystko czysto ludyczne elementy różnych uroczystości odczuwam wyraźny brak akcentowania ich treści ideowych, czy historycznych. Niech więc potem nie dziwią efekty sond ulicznych z lubością prezentowanych przez rozmaite media, gdy indagowani przechodnie nie potrafią powiedzieć dlaczego właściwie świętujemy w dniu 3 maja, z czym kojarzy się takie lub inne święto. Trudno jednak dyskutować o aspektach trzeciomajowej konstytucji nad skwierczącą na grillu kaszanką i stygnącym piwkiem.

Na pewno krokiem w dobrą stronę jest inicjatywa szefów miejskiej organizacji SLD Marcina Kurczyny i Jana Kaczanowskiego prowadząca do tego by sympatycy i członkowie partii mogli się spotkać w niewymuszonej, towarzyskiej atmosferze na pierwszomajowym rodzinnym pikniku. Doceniając ten pomysł jednocześnie czułem brak jakiegoś symbolicznego gestu w postaci złożenia kwiatków pod pomnikiem.

Wyraźnie widać jednak, że obchody świąt państwowych dziś polegają na tym, że władza świętuje sobie, najczęściej na bogoojczyźnianych mszach i ceremoniach, a naród sobie, grillując zawzięcie w ogródkach i na działkach. Oficjalne obchody gromadzą niemal wyłącznie oficjeli przybywających tam z obowiązku, przy czym dla niektórych uczestnictwo w religijnej ceremonii stanowiącej nieodłączny element uroczystości stanowi spory problem i dyskomfort wynikający z konfliktu wynikającego z ich przekonań, bo przecież zdarzają się w naszym kraju agnostycy, a nawet o zgrozo ateiści, którym zdarza się sprawować ważne funkcje państwowe. Taka to już uroda naszego kraju, w którym wiadomość o tym, że lewa część Warszawy będzie miała biskupią dyspensę na spożywanie zgrillowanej karkówki w postny piątek, podczas gdy prawobrzeżna Praga niestety tego przywileju nie będzie posiadać (czy jakoś odwrotnie), stała się najważniejszym newsem dnia rozpoczynającego wielką majówkę.

A ja i tak z kilkoma przyjaciółmi pójdę w Dniu Zwycięstwa pod obelisk upamiętniający żołnierski czyn 2 Armii LWP. Wojewody, ani Prezydenta Miasta spotkać  tam się nie spodziewamy. 

Wyszukaj w blogu: