W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Arkadii, Krystyna, Stanisławy , 13 listopada 2019

Plemienne wojny w basenie

2015-03-24 09:29:08, Autor: Jerzy Kułaczkowski | Kategorie: Sport, Miasto,

Stara to prawda mówiąca o tym, że im mniejsze środowisko tym bardziej skłócone.

Z przykrością patrzę na to, co dzieje się w sportach rozgrywanych w basenie. Kiedyś mogłem to robić z bardzo bliska, więc ogląd miałem dokładny. Na tej podstawie mogę powiedzieć, że to co się teraz rozgrywa wśród gorzowskich pływaków to efekt wieloletnich konfliktów, sporów i kłótni, jakie toczyły się w tym mikro światku.

Nawet wówczas, gdy w Gorzowie działał jeden klub obejmujący pływaków i waterpolistów trudno było o porozumienie, trwały wieczne targi o tzw. powierzchnie basenowe. Basen Słowianki nie z gumy i nie mógł zapewnić tyle miejsca dla pływaków i piłkarzy wodnych ile by chcieli, tym bardziej, że w trosce o kasę miejskiej spółki trzeba było jeszcze zapewnić możliwość pluskania się w basenach dla klientów płacących za bilety. Działaczom i trenerom klubu trudno było przyjąć do wiadomości fakt, że nie są już, jak na basenie na Energetyków, głównym dysponentem pływalni, że na Słowiance jest inny gospodarz, który musi umiejętnie godzić potrzeby sportu wyczynowego z pływaniem komercyjnym. Pamiętam nawet taką anegdotyczną historię, że w początkach działania Słowianki nasi gorzowscy trenerzy poskarżyli się swym kolegom z klubu w Zielonej Górze na zarząd spółki, który rzekomo utrudnia im realizację planów szkoleniowych i ci podjęli się roli mediatora. Byłoby to nawet śmieszne, gdyby nie było takie głupie.

Potem było już trochę normalniej zwłaszcza, gdy powołano Zespół Szkół Sportowych, choć i przy tej okazji nie mogłem pojąć jak to się stało, że ze struktur tej placówki oświatowej lobby pływackie skutecznie wymiksowało piłkarzy wodnych, którzy musieli szukać przytuliska u dyrektora Wierzbickiego w szkole nr 13. Trwały nieustanne spory o sposób podziału kasy pomiędzy poszczególne klubu, (bo w tzw. międzyczasie piłkarze wodni poszli na swoje i utworzyli „własny” klub dumnie nawiązujący w nazwie do zaprzeszłych sukcesów – niestety to nawiązanie pozostało wyłącznie w nazwie, bo poziom sportowy jest żałosny) uzyskanych za sprzedany poznańskiemu biznesmenowi obiekt na Energetyków.

Kolejnym etapem gorzowskich wojenek było powołanie drugiego klubu piłki wodnej, bo trenerzy nie mogli się dogadać między sobą, jako że w GKPW 59 zaczęli rządzić rodzice, prezesi zmieniali się jak figury w kontredansie, bo gdy tylko dzieciak kończył karierę, albo tylko wyjeżdżał z Gorzowa na studia rodzic natychmiast tracił zainteresowanie działalnością w zarządzie klubu, a współautorzy sukcesów gorzowskiej piłki wodnej z czasów trenera Ryszarda Łuczaka, kiedyś wielcy zawodnicy, dziś trenerzy nie mogli się ze sobą dogadać.

Efekt tego jest taki, że kilkunastokrotny mistrz Polski w tej dyscyplinie w ubiegłorocznych rozgrywkach seniorskich zdobył 1 (słownie jeden) punkt kompromitując się kompletnie. Trener miał zwyczaj tłumaczyć swą nieudolność faktem, że zawodnicy gorzowscy byli o kilka lat młodsi od swych przeciwników, nie zastanawiając się jednak nad tym, dlaczego gorzowianie stanowią trzon odnoszących sukcesy drużyn z Poznania czy Szczecinie. W ostatni weekend i ten argument stracił swe znaczenie, bo młodzieńcy z Warszawy koncertowo zlali rówieśniczą drużynę trenera Diakonowa. Mamy, więc dwa kluby i nie mamy wyników.

Na basenie Słowianki treningi podjęli zawodnicy nowej w Gorzowie dyscypliny, mianowicie pływanie w monopłetwie. Sport, co prawda nie olimpijski, ale pojawiły się sukcesy nawet rangi medali mistrzostw świata i Europy. I co. No nic – gorzowski standard, klub się podzielił, co tam teraz się w tych klubach dzieje nie bardzo wiadomo, o sukcesach jakoś nie słychać.

Teraz na tę drogę weszli, a jakże, pływacy klasyczni. Najpierw odbyło się obalenie zarządu metodą znaną z historii zamachów stanu. W jakim stylu to się odbyło niech świadczy fakt, że poprzedni dyrektor klubu dowiedział się o tym, że już w nim nie pracuje po powrocie z urlopu, gdy zastał wymienione zamki w drzwiach do biura. Potem odbyło się znane skądinąd szukanie haków, wynajmowanie do tego celu firm audytorskich, obecnie sprawa trafiła do prokuratora i czekamy na postanowienie tego organu czy były przekręty w MKP. Odpowiedzią obalonych i pozbawionych władzy w klubie trenerów było oczywiście powołanie drugiego klubu, który naturalnie nawiązuje do tradycji i niedzisiejszych sukcesów, czyli Stilonu Gorzów.

Temu wszystkiemu przyglądają się bezradne władze gorzowskiego sportu, które swą działalność w tym względzie ograniczają do podziału kurczących się środków finansowych pomiędzy mnożące się jak króliki nowe „podmioty” sportowe, jak się określa w urzędniczej nowomowie kluby sportowe. I chyba właśnie o dostęp do miejskiej kasy tak naprawdę chodzi w tej radosnej twórczości.

Dochodzi do gorszących zachowań dorosłych polegających na przeciąganiu dzieci uprawiające pływanie z klubu do klubu. Ani to moralne, ani wychowawcze.

Moim zdaniem fakt powołania szkoły sportowej w naszym mieście stworzył nową jakość, która powinna doprowadzić do likwidacji wcześniejszych struktur klubowych i samego MKP Słowianka winna zostać zastąpiona Uczniowskim Klubem Sportowym, co byłoby i logiczniejsze i niewątpliwie tańsze w utrzymaniu. Tyle, że byłoby kilka posad mniej, możliwości dorabiania do cienkich nauczycielskich pensyjek także mocno zostałyby ograniczone.

Dzieje się to wszystko na kilka miesięcy przed utworzeniem nowego tworu organizacyjnego, jakim ma być Szkoła Mistrzostwa Sportowego (znowu bez piłki wodnej), nawiasem mówiąc działania na rzecz jej utworzenia urzędnicy miejscy i szefowie szkoły sportowej podjęli dopiero wówczas, gdy środowisko piłki koszykowej skupiające opozycyjnych wobec prezydenta Jędrzejczaka działaczy pokazało, że jest możliwe powołanie w naszych warunkach koszykarskiego SMSu.

Wybudowanie Słowianki w Gorzowie stworzyło nowe możliwości do prowadzenia szkolenia sportowego dla kilku dyscyplin sportu. Wielokrotnie słyszałem głosy zazdrości trenerów z innych miast mówiących o tym, jakie góry by przenieśli gdyby taki obiekt mieli u siebie. Paradoksalnie okazało się jednak, że nie miało to żadnego przełożenia na osiągane wyniki sportowe. O waterpolistach już wspominałem, pływacy również nie dorównują wynikom pokolenia pływaków podlegającym zimnemu (dosłownie, – bo przecież na otwartym basenie stilonowskim pływacy trenowali także w zimie) wychowowi.

Nie sądzę, że ilość klubów przejdzie w jakość procesu szkoleniowego i podniesie poziom osiąganych rezultatów sportowych. Kto tak mówi to zaklina rzeczywistość dla swych niekoniecznie etycznych celów.

Jedyne sukcesy, jakie przy tej okazji  możemy osiągnąć to zwycięstwa w typowo gorzowskiej dyscyplinie – okładanie się maczugami w basenie przez działaczy i trenerów. Już wkrótce kolejne rozgrywki.

Jak długo na to będzie pozwalać prezydent Wójcicki i jego służby? Obyśmy nie usłyszeli odpowiedzi w stylu: dobre pytanie, poproszę o następne. A zarząd Słowianki winien się zastanowić czy w tej sytuacji klub pływacki zasługuje na noszenie tej pięknej nazwy i czy nie jest raczej antyreklamą tego wspaniałego obiektu.

Wyszukaj w blogu: