W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Jagienki, Kamili, Korneliusza , 16 września 2019

Miasto źle położone

2015-04-12 12:24:22, Autor: Alfred Siatecki | Kategorie: Miasto, Kultura,

Chylę głowę przed dr Krystyną Kamińską. Powodów jest kilka, nie wszystkie w tym miejscu mam ochotę ujawnić. Teraz chodzi mi o echowe okienko „Czytaj ze mną”, czyli coś więcej niż informator o nowościach wydawniczych z Gorzowa i okolic. O książkach Krystyna opowiada też na antenie Polskiego Radia „Zachód”, ale to nie dla mnie. Jestem wzrokowcem, więc wolę zaglądać na stronę Echa Gorzowa, tym bardziej że mogę być tam do woli. Niedawno dowiedziałem się z tekstu Krystyny, że dr hab. Dariusz Rymar napisał rzecz pt. W 70. rocznicę przejęcia Gorzowa przez Polskę. Gorzów – stolica Ziemi Lubuskiej w latach 1945-1950. Z tytułu wnioskuję, że chciałbym mieć tę rzecz w swojej bibliotece. Ale po jedną książkę jechać 100 kilometrów w tamtą stronę i 100 z powrotem?

Za chwilę wrócę do książki. Teraz o wyżej przywołanym i innych tytułach wydawanych przez Archiwum Państwowe, bibliotekę Herberta, szkołę Jakuba z Paradyża, Sonar Literacki i pewnie dziesiątkę albo i więcej innych. Dziś taki czas, że łatwiej książkę wydać niż ją rozpowszechnić. Państwowy Dom Książki padł ćwierć wieku temu, prywatna hurtownia książek w Zielonej Górze splajtowała będzie więcej jak dziesięć lat. Nie ma więc kto zająć się rozpowszechnianiem, jak to się teraz nazywa, produktów wydawniczych powstających na Ziemi Lubuskiej. Pomyślałem, że mogłyby to robić biblioteki wojewódzkie. W obu, tzn. w Gorzowie i Zielonej Górze, zaraz za wejściem do budynków stoją gabloty z książkami. Można tam zobaczyć jedynie tytuły miejscowe. A ja chciałbym mieć i coś gorzowskiego. Zatem, dyrektorzy obu bibliotek, czy jest możliwe, żebyście się dogadali w tej sprawie? Chodzi o to, żeby dyrektor Jaworski wyznaczył w bibliotece Herberta miejsce na punkt, gdzie wydawcy gorzowscy będą składali książki, które przy najbliższej sposobności dyrektor lub ktoś przez niego upoważniony przewiezie do Zielonej Góry. Tam dyrektor biblioteki Norwida każe je wstawić do gabloty. Identycznie jak szef Herberta, dyrektor Buck w zarządzanej przez siebie bibliotece wyznaczy punkt na składnicę nowości oficyn zielonogórskich. Upoważniona osoba je dostarczy do Gorzowa, gdzie zainteresowani czytelnicy będą mieli szansę kupić to, co ich interesuje. Nie wiem, jak często samochody biblioteczne kursują między Gorzowem a Zieloną Górą. Wiem, że nie tylko z okazji Dnia Bibliotekarza. Na mój rozum sprawa załatwiona. I żaden czytelnik nie powie, że nie wiadomo, co autorzy lubuscy wydają. Przez czytelników rozumiem także bibliotekarzy, którzy mają obowiązek gromadzenia literatury regionalnej. Nie wszyscy to robią, a) z powodu ograniczonych funduszy, b) z niewiedzy, co się wydaje.

A teraz wracam do pracy dr. Rymara. Przyznaję się, że nie znam jej treści. Wiem tyle, ile przeczytałem u dr. Kamińskiej. I wiem, co dr Rymar wcześniej pisał na temat przeniesienia administracji z Gorzowa do Zielonej Góry w 1950 r. Odnoszę wrażenie, że dr Rymar posługuje się tymi samymi nutami, co regionaliści gorzowscy. Dziś, 70 lat po tym, jak Gorzów stracił rangę jedynej stolicy Ziemi Lubuskiej, ma to tylko znaczenie dla badaczy przeszłości. A stracił swoją rangę nie dlatego, że był siedzibą biskupa administratora największej prowincji kościelnej. I nie dlatego, że wicewojewoda Kroenke komuś podpadł w Poznaniu. Ani nie dlatego, że Gomułka jako minister ziem odzyskanych już był w odstawce. Gorzów stracił je dlatego, wyłącznie dlatego, że jest źle położony. Stało się to w 1257 r. Proszę zauważyć, że w przeciwieństwie do Myśliborza i Kostrzyna Gorzów jako duży Landsberg nie był stolicą Nowej Marchii. Prawda, był ważnym ośrodkiem miejskim. W czasach niemieckich pierwsze skrzypce w tej części Brandenburgii grał Frankfurt. Po wschodniej stronie Odry większe znaczenie miała Piła jako siedziba władz rejencji i administracji apostolskiej. W Pile urzędował konsul Rzeczypospolitej.

Zielona Góra 1950 r. została siedzibą władz województwa przypadkowo. Nie była na to przygotowana do tego stopnia, że gdy to się stało, wysiedlono z miasta trochę rzemieślników, żeby w ich mieszkaniach umieścić urzędy i ważniejszych notabli. Bezpieka zajęła część szpitala. Tam, gdzie dziś staje osiedle Polan, zbudowano baraki dla urzędników. Zresztą zanim padło na Zieloną Górę, brano pod uwagę Sulechów, rzadziej Świebodzin, i Międzyrzecz. Za Zieloną Górą przemawiało jedno: położenie mniej więcej w środku województwa.

Polski Gorzów przegrał z tego samego powodu co niemiecki Landsberg. Powtarzam: miasto jest źle położone. Leży na skraju regionu. Gdyby administracyjnie należało do Pomorza Zachodniego czy Wielkopolski też byłoby na skraju. To już lepiej niech będzie tak, jak jest. Zresztą Gorzów ciągle przegrywa. Przegrał nie tylko w czasach niemieckich i w 1950 r., ale i w 1992, kiedy papież zdecydował o przeniesieniu stolicę biskupiej z Gorzowa do Zielonej Góry. O to wnioskował ówczesny ordynariusz gorzowski abp Józef Michalik. Proszę sobie wyobrazić proboszcza z położonej za Żarami parafii w Łęknicy, który musi jechać prawie 200 kilometrów do kurii diecezjalnej.

A może dr Rymar przedstawia inne argumenty? Chciałbym je poznać. Liczę więc na to, że dyrektorzy obu wojewódzkich bibliotek przyjmą moją podpowiedź jak własny plan.

Wyszukaj w blogu: