W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Danieli, Bohdana, Julii , 10 grudnia 2019

Chopin też miałby obiekcje

2015-05-04 19:29:49, Autor: Alfred Siatecki | Kategorie: Kultura, Miasto,

Z bocznej (tej bez okien) ściany czteropiętrowego budynku przy Odrzańskiej w Sulechowie zadumany Fryderyk Chopin zerka na miasto. Pewnie zastanawia się, co tu robi? Tej wątpliwości nie ma spora część sulechowian. Ich zdaniem we wrześniu 1828 r. osiemnastoletni kandydat na najwybitniejszego polskiego kompozytora dał krótki koncert w Sulechowie, tzn. w Züllichau, jak mówili Niemcy, albo w Zulichowie, jak obwieścił Maurycy Krasowski w książce „Młodość Fryderyka Chopina”, wydanej w 1862 r. po polsku i 15 lat później po niemiecku.

Od kogo Krasowski dowiedział się, że dyliżans, którym Chopin wracał z Berlina do Warszawy, miał postój w Sulechowie? Historycy przypuszczają, że od siostry kompozytora, Izabelli Barcińskiej. Może od profesora Feliksa Jarockiego, który zabrał Fryderyka do Berlina na kongres biologów, żeby nabrał wyobrażenia, jak wygląda europejskie miasto. Dyliżans jechał z Warszawy przez Poznań, Pniewy, Międzyrzecz, Sulęcin, Frankfurt, czyli najkrótszą drogą. Tą samą drogą musiał wracać. W tamtym czasie niedopuszczalne było odstępstwo od umowy międzynarodowej, a trasę przejazdu zatwierdził car Rosji i król Prus. Dlaczego wracający z Berlina do Warszawy miał jechać przez położony na uboczu najkrótszego traktu Sulechów? Mało tego, Chopin miał dać koncert w Sulechowie. Wedle Krasowskiego stało się to 28 września 1828 r. w przerwie wywołanej oczekiwaniem na zmianę koni. Pasażerowie odbyli przechadzkę po miasteczku, „wróciwszy z niej, a widząc, że dyliżans jeszcze niegotowy, weszli do domu, który służył za pocztę i restaurację zarazem. Fryderyk spostrzegł natychmiast w drugim pokoju, niby salonie, fortepian; zbliża się do niego, otwiera, próbuje: O! wystrojony, powiada z pewnym rodzajem zadowolenia, siada i zaczyna grać”. Po zakończonym koncercie pocztmistrz wykrzyknął: „Teraz spokojny i szczęśliwy umrę, bom słyszał Chopina, polskiego wirtuoza”. Świadkiem tego wydarzenia był pasażer z fajką. „Młodzieńcze, ja sam jestem starym i doświadczonym metrem muzyki, ale oddałbym dziesięć lat życia mojego, żebym mógł tak grać jak ty.” W niemieckiej wersji książki pasażer z fajką rzekł: „Gdyby Mozart usłyszał pana, uścisnąłby pańską dłoń i powiedział: brawo! Człowiek tak mało znaczący jak ja, nie śmie tego uczynić”.

Im więcej lat upływało, tym bogatsze stawały się opowieści o tym koncercie. Przybywało świadków. Koncertu miał wysłuchać sulechowski kantor Kähler, pedagog i nauczyciel Teodora Kullacka. Wprawdzie w 1904 r. Ferdynand Hoesick, badacz twórczości Chopina, ogłosił swoje wątpliwości, czy Fryderyk koncertował w Sulechowie, ale nikt tym się nie przejął. W sulechowskim ratuszu ustawiono gablotę z opisem pobytu Fryderyka w mieście. Na domu pocztmistrza przy ul. Okrężnej 17/19, gdzie miał być ów koncert, do 1945 r. wisiała tablica. Na fali niszczenia wszystkiego, co miało niemiecką treść, jakiś niegramotny urzędnik kazał usunąć tę tablicę i dom rozebrać. A w 1958 r. na ratuszu zawisła tablica „dla uczczenia 130 rocznicy pobytu Fryderyka Chopina w Sulechowie we wrześniu 1828 r. mieszkańcy Sulechowa”. Fryderyk Chopin jest patronem Sulechowskiego Ośrodka Kultury. W mieście istnieje Sulechowskie Towarzystwo Kultury im. Fryderyka Chopina. W niedalekiej przeszłości przez wiele lat odbywały się młodzieżowe konkursy fortepianowe im. Fryderyka Chopina. Jako jurorki uczestniczyły w nich wybitne pianistki Halina Czerny-Stefańska i Lidia Grychtołówna. 2010 r. zainaugurował Festiwal Muzyki Fryderyka Chopina.

Nie ma żadnych dowodów i nic nie wskazuje na to, że Chopin kiedykolwiek był w Sulechowie. Na pewno podróżował przez Sulęcin, jak wtedy mówiono: Cielencin. I może to, co tak barwnie przedstawił Krasowski, wydarzyło się w Sulęcinie, gdzie odbywała się zmiana koni w dyliżansie.  Zulichów i Cielencin – można doszukiwać się podobieństwa fonetycznego. O ile wiem, w Sulęcinie nikt nie odwołuje się do koncertu Chopina. Na razie. A w Sulechowie sporo mieszkańców nie ma wątpliwości, że to, co opisał Krasowski, jest legendą.

Swoje zastrzeżenia przedstawiłem w książce „Trzeci klucz do bramy” w 2011 r. U mnie literacki Chopin zastanawia się, dlaczego jego pamięć nie przechowała tego wydarzenia. „− Dalibóg, nie pamiętam ani takiego miasteczka, ani fortepianu, na którym miałem grać w drodze powrotnej z Berlina do Poznania”. To zdanie i wiele innych, które mogły paść z ust Chopina, powtórzyłem podczas spotkania z czytelnikami w Sulechowie. Obawiałem się ataku. Że niszczę pamięć. Niczego takiego nie było. Czytelnicy, wychodząc z biblioteki, zerkali w moją stronę.

Chopin na ścianie bloku przy Odrzańskiej w Sulechowie nie jest mistyfikacją.

Wyszukaj w blogu: