W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Kryspiny, Norberta, Sabiny , 5 grudnia 2019

Pozostał między wierszami

2015-05-06 19:08:13, Autor: Alfred Siatecki | Kategorie: Miasto,

2 maja w Zielonej Górze zmarł Mieczysław Warszawski. Poeta. Pisał też opowiadania. Poetą był przede wszystkim. I to jakim! Jego wiersze drukowały te najbardziej cenione, najważniejsze czasopisma literackie. Ostatnio „Twórczość”. Kto nie poznał go osobiście, a spotykał Kazimierza Furmana, może uznać, że znał i Warszawskiego. Byli podobni: pod względem wieku, wykształcenia, rodziny, twórczości. Łączyła ich przyjaźń, o jaką nie jest łatwo między poetami.

Gdy zostałem mieszkańcem Zielonej Góry, a było to w połowie lat siedemdziesiątych, i pierwszy raz przeczytałem wiersze Warszawskiego, nie miałem wątpliwości, że wyszły one spod pióra i z głowy prawdziwego poety. Spytałem go wtedy albo kilka miesięcy później, na kim się wzoruje, miałem na myśli poezje. Nie wierzyłem, że te wiersze pisze mężczyzna, który nie skończył szkoły średniej, nie ma matury. Odpowiedział, że lubi poezje Tadeusza Różewicza. O tym, że są i inni autorzy wierszy, wie. To mu wystarcza. Na nikim się nie wzoruje. Niewiele obchodzą go recenzje, opinie, sądy, analizy krytyków. Pisze o tym, co jest wokół niego. Co go męczy i cieszy. Co widzi. Co słyszy. Co mu przychodzi do głowy wtedy, gdy wraca z Wodociągów do domu i gdy sięga po piwo. A że najczęściej przychodzą mu do głowy wiersze, to je zapisuje długopisem na kartkach. Potem przepisuje na maszynie i wysyła do „Poezji”, do „Odry”, do „Twórczości”. Jak się uzbiera na tomik, niesie do wydawnictwa.

Pisał o sobie. Tylko o sobie. Że jest mu ciężko, ale nie narzeka. Brakuje mu pieniędzy, ale sobie radzi. Odchodzą znajomi, ale nie jest sam. Choruje, ale omija lekarza. Nie zna uczonych, urzędników, polityków, księży. Nie umiał prosić o pomoc. Do nikogo nie wyciągał ręki. Był więźniem siebie samego. Pisał: „Jest mi wszystko jedno / do której ze stron świata jeszcze nie / przynależę. // Jeszcze niejedno przecież zakołysze się / nade mną”.

Ostatni raz spotkałem go jesienią. Śmiał się, że nie wie, co najpierw kupić: węgiel czy chleb. Jeśli kupi węgiel na zimę, to nie będzie miał na chleb. A jeśli kupi chleb, to nie będzie miał na węgiel. Nigdy się nie poddawał. Padał na kolana i się podnosił. Sam. Zawsze lub prawie zawsze o własnych siłach. Przychodził do mnie po pieniądze. Zresztą nie tylko do mnie. Znam zielonogórzan, od których też pożyczał. Na bilet do Lasek Odrzańskich, gdzie mieszkał. Na papierosy. Na piwo. Na początku każdego miesiąca zwracał dług. Mówił, że oddaje tyle i tyle, bo tyle mu pożyczyłem. Może zapisywał, ile od kogo pożyczył.

W moim pokoju na półce stoi 17 książek Warszawskiego. W jednej z ostatnich „Persona non grata” napisał dedykację: „Przyjacielowi Alfredowi Siateckiemu, z którym zawsze nie byliśmy sobie nigdy persona non grata, ściskając dłoń – Mieczysław J. Warszawski”. W tym zbiorze jest wiersz „Między wierszami”. Poeta pisze tak: „Cały jestem między wierszami aż po margines / Stamtąd jednak wychodzę czasami na drugą stronę tej / Czy tamtej kartki aby znów pobyć / Miedzy wierszami więc czytaj mnie / Mój czytelniku czytaj od a/ Do zet”.

PS.

W tomiku „Unicestwienie” wydanym w 2007 r. jest wiersz „Bezosobowość, czyli umajona mrzonka”. Zaczyna się on tak: „Dobrze byłoby umrzeć / W maju”.

Mieczysław Warszawski umarł 2 maja 2015 r.

Wyszukaj w blogu: