W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Klaudyny, Romana, Tomasza , 18 listopada 2019

Co z tego, że Stelmet jest mistrzem?

2015-06-10 15:27:21, Autor: Alfred Siatecki | Kategorie: Sport, Miasto,

Nie kibicuję zielonogórskim żużlowcom, tenisistom stołowym, koszykarzom. Nawet wtedy, kiedy Zastal dostał się do drugiej (po dzisiejszemu: pierwszej) ligi piłkarskiej, ani razu nie byłem na meczu. Nie oznacza to, że zwycięstwa zielonogórzan są mi obojętne. Sportem interesuję się tak, żeby podczas dyskusji na imieninach nie wypaść idiotycznie. Tzn. lubię oglądać zawody w telewizorze. Nie interesuję się widowiskami na stadionach. Te uważam za mające więcej wspólnego z interesami biznesowymi grupki łebskich facetów niż ze sportem. Ten problem poruszyłem w powieści, która niedługo powinna wyjść drukiem. Nie zdradzę tytułu ani nie pisnę słowa o fabule, a to z zasady. Zasadę wyjaśniłem w książeczce „Twórcy zielonogórskiej kultury”, wydanej w zeszłym roku przez  Muzeum Ziemi Lubuskiej. Wśród pytań zadanych przez Małgorzatę Masłowską jest i to nad czym pracuję. Odpowiedziałem, że „jestem zabobonny. Kiedyś na tak zadane pytanie przez dziennikarkę »Ziemi Gorzowskiej« pochwaliłem się, że skończyłem pisać powieść »Bagno« i czekam, kiedy się ukaże w księgarniach. Byłem przekonany, że stanie się to lada dzień, tym bardziej że dostałem sporą zaliczkę. Działo się to w 1989 roku. Po wyborach kraj się zmienił i niemal wszystko, co było państwowe, szlag trafił. Wydawnictwo upadło, gotowa do druku powieść nigdy się nie ukazała. Ta sytuacja się powtórzyła w Trzeciej Rzeczypospolitej, kiedy pochwaliłem się dziennikarce Polskiego Radia, że mam umowę z wydawnictwem Prószyński i S-ka na wydanie »Zmowy pułkowników«. Też dostałem zaliczkę. Czekałem, czekałem. Książka ukazała się po latach w innej oficynie, ale jej zasięg był maleńki”.

A teraz o koszykówce. Zastal, to znaczy Stelmet, we wtorek został mistrzem kraju. Piszę Zastal, ponieważ mam w pamięci tamtą nazwę. Stelmet jest dziś, bo daje pieniądze. Jutro może go zastąpić Intermarche, Coca cola, PKP. Kto da więcej, ten będzie w nazwie. Zastal to była drużyna w większości złożona z wychowanków klubu, którzy od grzdyla uczyli się koszykówki w Zielonej Górze. Czy w Stelmecie (który do niedawna był Zastalem) gra chociaż jeden koszykarz urodzony, wykształcony w Zielonej Górze? Wiem, rozumiem, że inne czasy. W żużlowym Falubazie jest podobnie. I w tenisowym ZKS Drzonkowie. Nawet w piłce ręcznej, mimo że zielonogórski AZS nie ma tej rangi co chociażby Chrobry z Głogowa. Zresztą podobnie sprawa wygląda w innych działach, np. w teatrach, filharmoniach, szkołach wyższych. Także w polityce (mieszkający w Łodzi Stefan Niesiołowski jest posłem PO z regionu lubuskiego; żyjący w Warszawie Dariusz Rosati dostał się do Parlamentu Europejskiego w okręgu lubusko-zachodniopomorskim).

We wtorek Zastal, czyli Stelmet został mistrzem Polski w koszykówce mężczyzn. W finale najpierw dwa razy przegrał z PGE Turowem w Zgorzelcu (77:85, 73:75), potem dwa razy wygrał z nim w Zielonej Górze (80:77, 67:53), znowu wygrał w Zgorzelcu (77:69) i we wtorek w Zielonej Górze (75:69) odniósł czwarte zwycięstwo. Różnice punktowe były niewielkie. Te mecze mógł wygrać PGE Turów. Ale zielonogórzanie na to nie zwracają uwagi. Liczy się sukces.

Dzisiejszy sport niewiele ma wspólnego z zasadą: szybciej, dalej, wyżej. I nie jest taka formą wychowania, jaka obowiązywała, kiedy Edward Czernik zdobywał medale w skoku wzwyż. Odnoszę wrażenie, że w dzisiejszym sporcie nie najważniejsi są zawodnicy. Najważniejsi są właściciele klubów, prezesi, rzecznicy prasowi. Oraz pieniądze. Zawodnicy dostają dużo, ale jeszcze więcej właściciele klubów. Zawodników rozumiem. Być sportowcem oznacza wykonywać ten zawód. Zarabiać na dom, samochód, utrzymanie rodziny. Być właścicielem klubu to nie dokładać. To zarabiać. Na reklamach. Na tych kibicach, którzy płacą za zielone koszulki i inne gadżety klubowe. Którzy uważają, że są patriotami lokalnymi, bo kupili bilety na mecz rozgrywany przez zawodników klubu mającego adres w Zielonej Górze.

Poza adresem klubu nic nie łączy z miastem.

Wyszukaj w blogu: