W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Leoncjusza, Michała, Renaty , 23 maja 2019

Wojenka gorzowsko-zielonogórska trwa od 3 tys. lat

2015-07-27 18:01:10, Autor: Alfred Siatecki | Kategorie: historia, Miasto,

Lubuska wojenka północno-południowa, a może lepiej powiedzieć gorzowsko-zielonogórska, nie zaczęła się ani w 1950 r., kiedy Gorzów znalazł się w województwie zielonogórskim, ani w 1992, kiedy papież przeniósł stolicę biskupią z Gorzowa do Zielonej Góry, ani w 1998, kiedy Sejm RP zdecydował o powołaniu województwa lubuskiego z siedzibą samorządu regionu w Zielonej Górze. Proszę zauważyć, że nie napisałem wojenka zielonogórsko-gorzowska, tylko gorzowsko-zielonogórska. Zielonogórzanie obserwują ten seans z pozycji Kargula. Pewnie bierze się to z tego, że żyją w zagłębiu kabaretowym. Inaczej rzecz ma się w Gorzowie. W mieście nad Wartą wygląda to na tragedię. Co rusz słyszę głosy, że skoro oni mają lotnisko pasażerskie, to i my musimy mieć. Oni mają uniwersytet, to i u nas musi być przynajmniej akademię. Oni będą mieli szpital kliniczny, to i my musimy mieć choćby oddziały kliniczne. Oni mają Winobranie, a my co, sroce spod ogona wypadliśmy?

W Zielonej Górze chyba tylko raz było coś z wojenki. Posłanka lewicy Jolanta D. Domagałą się ulokowania siedziby lubuskiej policji w Zielonej Górze przy Partyzantów, gdzie stoi potężne gmaszysko, skąd niedaleko do Gwardii, Polikliniki i jeszcze paru miejsc przydatnych policjantom, a co w Gorzowie jest skromniejsze. O, jeszcze raz było coś podobnego. Chodziło wtedy o siedzibę oddziału telewizji publicznej. Politycy to urządzali ją w Zielonej Górze, to w Gorzowie. I pewnie zostałaby w Zielonej Górze, gdzie uniwersytet kształci dziennikarzy, gdyby poseł Edward D. z Nowej Soli nie zaczął gadać niedorzecznych dyrdymałów pod adresem gorzowian.

Wojenne odgłosy odzywają się także w „Echu”. Ostatnio w sprawie pociągu z Torunia przez Gorzów do Berlina. Autor komentarza twierdzi, że gorzowianie chcą jeździć po świecie, ale nie mogą. Nie mogą, bo marszałek województwa, która urzęduje w Zielonej Górze, zwleka z odpowiedzią, czy dopłaci do pociągów. Jako syn ziemi gorzowskiej jestem za tym, żeby mieszkańcy rządowej stolicy województwa i gmin po północnej stronie Warty wyjeżdżali w świat przez Berlin. Jak i jestem za tym, żeby w Gorzowie powstała baza pogotowia lotniczego, co sprawi, że zielonogórscy lotnicy-ratownicy nie będą musieli latać po całym regionie.

Wojenka gorzowsko-zielonogórska nie zaczęła się ani 65 lat temu, ani 33, ani nawet 17. Ta wojenka trwa od mniej więcej 3 tysięcy lat. Od epoki brązu. A może zaczęła się wcześniej. Nie jestem archeologiem z wykształcenia. Nawet nie mam dyplomu nauczyciela historii. Obie dziedziny wiedzy i nauki jednak zajmują mnie bardziej niż ta, którą wpisuję do rubryki wykształcenie. W 2011 r. ukazała się moja książka „Tajemnice naszej ziemi”. Jest to wywiad-rzeka z doktorem Andrzejem Marcinkianem, ostatnim spośród pierwszych lubuskich archeologów. Dr Marcinkian zmarł w grudniu 2012 r. Najogólniej mówiąc, w tej ilustrowanej książce dr Marcinkian odpowiada na moje pytanie: Co się działo nad środkową Odrą i dolną Wartą 3 tys. lat temu. Archeolog szczegółowo więc wyjaśnia, co ówcześni mieszkańcy tej ziemi jedli, w co wierzyli, jak mieszkali, na co chorowali, ile mieli dzieci, gdzie chowali zmarłych itp. Wyjaśnia też, że między Nysą a Bobrem żyły plemiona nazwane przez badaczy Białowiczanami, a tam gdzie dziś są powiaty gorzowski i sulęciński bytowali Górzyczanie. Białowiczanie, czyli ci z południowej części dzisiejszego województwa lubuskiego, wznosili grody. Górzyczanie zaś, czyli mieszkańcy północnej części regionu, nie budowali grodów. Dlaczego? Zdaniem dr. Marcinkiana „lubuscy Górzyczanie byli ludźmi wyjątkowo praktycznymi, robiącymi jedynie tyle, ile trzeba, aby przeżyć (...) Białowiczanie byli odnogą wysoko postawionej kultury halsztackiej, stanowili pas transmisyjny między ludami południowymi i północnymi oraz bardziej wschodnimi. Zapewne zakładali grody przede wszystkim dlatego, że na drabinie gospodarczego i społecznego rozwoju stali wyżej niż Górzyczanie”. Spytałem archeologa, czy dobrze zrozumiałem, „że Górzyczanie nie budowali grodów, ponieważ najbliżsi sąsiedzi, czyli ludność należąca do grupy białowickiej na nich nie napadała”. Dr Marcinkian: „A nie napadała, bo Gorzyczan nie było z czego ograbić. Mieszkańcy osad górzyckich byli ubożsi niż mieszkańcy siedlisk przynależnych do grupy białowickiej”.

Wyszukaj w blogu: