W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Apolinarego, Miły, Róży , 23 sierpnia 2017

Siedziałem na tronie

2015-12-15 17:28:33, Autor: Bogusław Dziekański | Kategorie: Kultura, Miasto,

Doznałem zaszczytu siedzenia, nic nierobienia na benefisie, jaki mi sprawiła w dniu 12 grudnia z okazji 35-lecia jazzowych Filarów filarowa i około filarowa ekipa.

W totalnej tajemnicy, za moimi plecami wykreowali imprezę, spektakl, który mnie powalił dramaturgią i głównymi postaciami scenariusza. Posadzili mnie  na specjalnie na tę okoliczność przygotowanym tronie i… i szczęka mi drżała ze wzruszenia… oczy parą zachodziły. Wywoływani  z garderoby na scenę goście wprawiali mnie we wzruszenie. Leszek Dranicki z Gdańska, znamy się od 30 lat, czyli, tyle ile ma Mała Akademia Jazzu, jest obok Piotra Lemańskiego najstarszym jej wykładowcą. Piotr nie mógł przyjechać z powodu zobowiązań na uczelni. Marek Kazana ze Szczecina, z którym poznaliśmy się 36 lat temu, we wrześniu 1979 roku po koncercie jego zespołu w dawnym Domu Kultury „Kolejarz”, zorganizowanym przez Klub Jazzowy Gorzowskiego Towarzystwa Muzycznego, klub który doprowadził do pozyskania w 1980 roku dla jazzu klubu „Pod Filarami”. Krzysztof Puma Piasecki z Opola,  znamy się od 1983 roku, od pierwszych koncertów Zbigniewa Lewandowskiego w klubie. Levandek Old Stras zagra 18 grudnia. Szczegóły na www.jazzfilary.pl

Był kwartet Filharmonii Gorzowskiej Straordinario. Były siostry Krajnik w tańcu cygańskim. Byli moi chłopcy w jazzie. Marek Konarski, gorzowianin, który zaprosił swoich kolegów z Poznania Damiana Kostkę i Adama Zagórskiego oraz Michał Wróblewski i Adam Bałdych. Adam…, który z powodu tego wydarzenia przełożył plany koncertowe, żeby zagrać dla mnie „Pod Filarami”. Miałem zamiar, aby doprowadzić do muzycznego spotkania Marka z Adamem i Michałem. No i wyszło pięknie.

Architektami tego zamieszania byli Rysio Matlęgiewicz i Marcin Ciężki z Groty Sztuki przy wsparciu Wojtka Karnata, Huberta Zbiorczyka. Hubert pojawił się w klubie, kiedy miał 16 lat; w roli akustyka 28 lat temu i tak pozostał. No i Dorota Frątczak, która wszystko o Filarach wie i jest od 1980 roku kronikarką życia klubowego. To ona przeprowadziła ze mną pierwszy duży wywiad na temat klubu w 1983 roku do nieistniejącej już „Ziemi Gorzowskiej”. Ważny wywiad, bo w nim mówiłem o mojej wizji klubu jazzowego, która z dekady na dekadę się rozwijała.

A na widowni ludzie, przyjaciele Filarów wśród nich ci, którzy mieli odwagę stanąć w obronie klubu przed połączeniem, docelowo wchłonięciem przez filharmonię. Wśród nich radny miasta, pan Jan Kaczanowski, który był autorem wniosku sprzeciwiającego się połączeniu. Rada Miasta w lutym 2013 roku ten wniosek przez aklamację przyjęła. Pamiętam ten dzień. Zadzwonił do nie Andrzej Bytniewski z pytaniem czy jestem na sesji. Nie byłem, bo nic o tym pomyśle pana Jana nie wiedziałem. Byłem ogromnie zaskoczony, że sprawa obrała taki obrót, że radni się sprzeciwili. Ciekawe, jak się wtedy czuli pomysłodawcy tego połączenia. A parli z tą ideą do przodu, jak walec  drogowy i gdyby nie ta uchwała, to w 2014 te jazzowe Filary by zwalcowano. Jak ktoś ciekaw, to nich odszuka wywiady radiowe na ten temat w Radiu Gorzów i Radiu Zachód.

Kiedy emocje sceniczne opadły, a oczy wróciły do normalności, spojrzałem na widownię i zobaczyłem ludzi życzliwych dla tego, co udało się przez te 35 lat dla Gorzowa i polskiego jazzu zrobić. Marcin Ciężki w trakcie imprezy zadał mi pytanie czy  mam marzenia związane z klubem. Trudne pytanie, bo co jeszcze? Mam swoich chłopaków w jazzie i to jakich! Mam satysfakcję z dokonań Małej Akademii Jazzu. Spędzam czas wspólnie z gorzowianami u boku ikon światowego jazzu w ramach Gorzów Jazz Celebrations. Widzę z jakim szacunkiem środowisko jazzowe w Polsce patrzy na nasze dokonania, a w tym środowisku mam przyjaciół wśród muzyków i wśród tych, którzy wykonują taką robotę jak ja. To jest jak piękny sen, który trwa w realu, choć były też koszmary.

Ja, który z muzyki w szkole podstawowej miałem totalną tróję, który przez wiele lat się jąkał i odczuwał związane z tym problemy… Na pytanie dlaczego nie gram na żadnym instrumencie, mawiam, ktoś musi grać, a ktoś wypełniać kwity i to organizować. Jestem jazzfanem, ale czy jazzmanem? Tak, jestem, za sprawą mich chłopaków w jazzie. To oni spełniają moje marzenie bycia jazzmanem. To oni za moją sprawą grają ukochaną przeze mnie muzykę, będącą czymś  wyjątkowym w obszarze kultury. Muzyka to najbardziej abstrakcyjna forma sztuki, a muzyka jazzowa ze swoją improwizacją to królowa tej sztuki. To tak naprawdę drgające powietrze pomiędzy muzykiem, muzykami a słuchaczami.

Tego dnia w klubie pięknie wibrowało powietrze i  ludzkie emocje. Dziękuję wam za to.

P.S. Panu Prezydentowi Miasta Jackowi Wójcickiemu dziękuję za piękny plakat z podziękowaniami i oryginalnym napisem:

DZIEKAŃSKIKRAFT THE MAN-MACHINE IN THE  ,,POD FILARAMI” JAZZ CANTINE.

Okazało się, że autorem plakatu nie jest filarowy team fotografów, ale Bartłomiej Nowosielski z Biura Prasowego Urzędu Miasta. Bartku, świetna robota. 

Wyszukaj w blogu: