W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Eustachego, Faustyny, Renaty , 20 września 2019

Prędzej Oscar niż Nobel

2016-02-13 19:44:48, Autor: Alfred Siatecki | Kategorie: Kultura, Miasto,

Na mnie niezadowoleni autorzy powinni skupić wszystkie swoje joby. Na moją głowę ich kibice mogą wylewać pomyje. Jestem winny! Bo wymyśliłem Wawrzyny. Nie wszystkie. Wymyśliłem ten najstarszy. Lubuski Wawrzyn Literacki. 22 lata temu, kiedy zostałem prezesem lubuskiego/zielonogórskiego oddziału Związku Literatów Polskich. Już wtedy czułem, że Polacy będą mniej czytali. Zresztą nie zawsze ze swojej winy. I nie dlatego, że książki są drogie. Dziś wiem, że nie czytają, ponieważ ubywa księgarń. Ponieważ w bibliotekach brakuje nowości. I ponieważ w gąszczu wydawanych książek czytelnicy się gubią. Nie ma kto im podpowiedzieć, co jest warte przeczytania, a co można sobie odpuścić. Wawrzyn miał pomóc przede wszystkim czytelnikom, bibliotekarzom, nauczycielom.

Wtedy, w 1994 r. nie chodziło mi o to, żeby osoby piszące nagradzać za to, że piszą. Chodziło mi o to, żeby nagradzać za konkretną książkę. To znaczy za najlepszą rzecz wydaną w roku poprzedzającym przyznanie nagrody. Co roku jeden Wawrzyn za tomik poetycki, drugi za powieść, dramat, zbiór opowiadań lub esejów. Tak było mniej więcej do pierwszych lat XXI wieku. Jury przyznawało listek wykonany ze szczerego złota za naprawdę dobrą, wartościową, ciekawą, polecaną do przeczytania książkę.

W 1994 r., kiedy powstała nagroda, złoty listek dostała opowieść „Kamień z serca” zielonogórzanina Janusza Koniusza i wiersze Krzysztofa Fedorowicza zebrane w tomiku „Apokryfy i fragmenty”. W 1998 r. jury nagrodziło złotym listkiem „Odmienne stany obecności” gorzowianina Kazimierza Furmana i „Igraszki ze świętym spokojem” mieszkającego w Zielonej Górze Jana Kurowickiego. Rok później nagroda przypadła „Dziennikowi snajpera” autora ukrywającego się pod pseudonimem Władysław Wilk. „Sodoma, czyli apokryfy Starego Testamentu” pióra gorzowianina Witolda Niedźwieckiego jury nagrodziło w 2001 r. Zbiorek wierszy „Ocalone w słowie” mieszkającego w Żarach Janusza Werstlera otrzymał Wawrzyn w kolejnym roku. Wśród nagrodzonych są wspaniałe książki gorzowian Marka Lobo Wojciechowskiego, Karola Graczyka, Ludwika Lipnickiego, Beaty Klary, Ireneusza Szmidta, mieszkającego w Drezdenku Ludwika Lipnickiego. Nigdy nazwisko i nie miejsce zamieszkania ani wiek, ani funkcja, ani znajomości nie były podstawą przyznania nagrody. Wawrzyn otrzymywała najlepsza książka, a nagrodę odbierał jej twórca. Był jeden warunek: autor musi mieszkać na Środkowym Nadodrzu. Dlatego najwięcej laureatów jest z Gorzowa i Zielonej Góry.

Od tamtego czasu sporo się zmieniło. Miejsce dwóch osobnych nagród − za prozę i poezję − zajęła jedna. Organizatorzy zachowali nazwę Lubuski Wawrzyn Literacki, ale laureat nie dostaje listka ze szczerego złota. Dostaje statuetkę/gadżet zwany srebrnym piórem. Dostaje też pieniądze. Na kilka lat wypadło z regulaminu to, że do nagrody mogą kandydować wyłącznie książki autorów tworzących w regionie lubuskim, a pojawiło się określenie: powinni być związani z naszym regionem. (Dlatego w 2010 r. jury przyznało laur zbiorowi wierszy „Może boże” absolwentowi Uniwersytetu Zielonogórskiego mieszkającemu w Szczecinie Konradowi Wojtyle. Pojawiło się zastrzeżenie, że autor, „który został już uhonorowany Wawrzynem Literackim, może wziąć udział w kolejnej edycji konkursu nie wcześniej niż po trzech latach”. To całkowicie zmienia sens nagrody, która na początku była za najlepszą książkę wydaną w roku kalendarzowym.

Ale najsmutniejsze jest to, że sporo osób kibicujących Wawrzynom uważa, iż jury nagradza nie te osoby, które powinno. Kibice nie zwracają uwagi na to, co było u podstaw nagrody − nagroda za książkę roku. Ma się rozumieć: najlepszą. Szczególnie gorzowscy kibice uważają, że skoro w jednym roku Wawrzyn dostał np. zielonogórzanin, to w następnym laureatem powinien być gorzowianin.

Znam dziennikarzy, którzy Wawrzyn nazywają Lubuskim Noblem. Jako ojciec nagrody nie protestuję, jednak uważam, że Wawrzynowi bliżej do Oscara niż do Nobla. Najważniejszy Oscar jest za konkretny film. Nobel w zasadzie jest za całokształt twórczości, przy czym miejsce zamieszkania pisarza i jego poglądy polityczne odgrywają dużą rolę.

I na koniec jeszcze jedna uwaga. 11 lat rodzina regionalnych nagród powiększyła się o Lubuski Wawrzyn Naukowy. Od trzech lat jury przyznaje Lubuski Wawrzyn Dziennikarski. Wręczenie nagród odbywa się podczas tej samej gali pod koniec lutego. Rzucam myśl, aby tę rodzinę powiększyć o Lubuski Wawrzyn Plastyczny, Lubuski Wawrzyn Fotograficzny, Lubuski Wawrzyn Muzyczny, Lubuski Wawrzyn Architektoniczny itd. 

Wyszukaj w blogu: