W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Arkadii, Krystyna, Stanisławy , 13 listopada 2019

Pogrzeb czy strajk?

2016-03-30 09:50:03, Autor: Leszek Sokołowski | Kategorie: Sport, Miasto,

Święta minęły i wracamy do pracy. Wszyscy. Wraca również do pracy Międzyszkolny Ośrodek Sportowy choć do końca nie wiadomo jak długo ta instytucja cieszyć będzie się istnieniem. Przymiarki do jego likwidacji wciąż trwają, a usunięcie z obrad RM było jedynie zasłoną dymną.

Na dziś jest pytanie kto będzie dekapitacji MOS-u dokonywał.  Czy będzie to obecny Wydział Kultury i Sportu czy Wydział Edukacji, gdzie ma być przerzucony jak gorący kartofel. Głowią się w magistracie jak jeszcze można poobcinać fundusze, aby już MOS uległ samodzielnemu rozkładowi.

Wpadł mi ręce przed świętami (dziwne, że w ostatni dzień pracy szkoły, ale to pewnie zupełny przypadek) pewien okólnik, w którym napisano o przydziale dodatkowych godzin w szkołach w ramach zajęć pozalekcyjnych. Wspominałem już o tym kilkukrotnie, że nauczycielom należy dać możliwość pracy i płacy, a staną na głowie, aby dzieciakom pomóc rozwijać się. Takie środowisko. Nauczyciel nie pójdzie na wydarzenie rodzinne, bo ma trening, lekcje, fakultety, zebranie, zbiórkę, etc... z uczniami. Nie dziwię się, sam taki jestem. I w wspomnianym piśmie nadrukowane jest jakie to przewiduje się środki i ile tychże godzin ma być. W szkole podstawowej w klasach od czwartej do szóstej – trzy godziny, w gimnazjum – trzy godziny i w średniej (ponadgimnazjalnej) też trzy godziny. Wysilmy nasze tęgie umysły i spróbujmy podejść do zagadnienia analitycznie. Szkoła na każdym poziomie edukacyjnym ma trzy klasy w pionie i trzy klasy w poziomie. Daje to dziewięć trzydziestoosobowych klas w każdej placówce. To jest minimum, bo w trzynastce czy dwudziestce klas jest trzykrotnie więcej. Wziąłem średnią zaniżoną. W każdej szkole jest więc od 250 do 300 dzieci. I teraz proponuje się zajęcia sportowe, pozalekcyjne w ilości trzech godzin tygodniowo. Nie muszę mówić, że to powoduje nie tylko niezrozumienie problemu, ale wręcz grozi konfliktem w samej placówce. Na jakiej podstawie dyrektor szkoły będzie przydzielał dodatkowe godziny? Czy będzie to czynił autorytatywnie, uznaniowo, na podstawie deklaracji czy ad hoc? Te pytania są zasadne, bo okaże się, że w szkole jest zainteresowanie unihokejem, siatkówką, futbolem, szczypiorniakiem, zbijakiem, gimnastyką, a może i turystyką. Mamy dziewczynki i chłopców i na końcu mamy czterech nauczycieli. To jeszcze nie wszystko. Zajęcia te nie mogą być przeznaczone na szkolenie, czyli popularne SKS, bo udział w nich mają brać udział wszyscy. Idea skądinąd słuszna, że wszyscy powinni sport uprawiać, ale gdzie czas dla treningów celowanych? W tym względzie cisza. Najciekawiej robi się na końcu, gdy jest otwartym tekstem napisane, że „projekt zakłada likwidację MOS-u, a ewentualne rozgrywki sportowe, JEŻELI BĘDZIE TAKA POTRZEBA (sic!) organizowałby Ośrodek Sportu i Rekreacji. Zdanie to powoduje, że mam nieodparte wrażenie jakoby twórca: kompletnie nie wie, co to jest rywalizacja sportowa*, nigdy nie rywalizował będąc dzieckiem*, miał zwolnienie lekarskie na WF*, szkolenie sportowe w szkołach zniknąć ma całkowicie* (niepotrzebne skreślić). Dodane do tego jakby niechcący zdanie, że będą zawody zrealizowane, jeśli będzie wola nauczycieli. Przypomnę tylko, że nauczyciel nie jest wolontariuszem i wykonuje swoje obowiązki, za które oczekuje płacy jak każdy inny pracownik. Co ma do tego wola? Wracamy do czasów czynów społecznych? Gramy na emocjach, bo prawdziwy belfer nie zostawi uczniów bez możliwości rywalizacji. Podsumujmy w takim razie. Nie ma w szkole SKS, bo nie ma środków; pieniądze z miasta na TRZY godziny dla całej szkoły idą na zajęcia rekreacyjne; następnie organizuje się (o ile będzie wola nauczycieli - wolontraiuszy czyt. ideowców) rozgrywki, z których mają rodzić się talenty sportowe, a z nich w następstwie Gorzów ma być dumny. Czy tylko ja widzę jakiś totalny nieład w tym wszystkim? Na końcu przewiduje się likwidację placówki, która zajmowała się tym wszystkim przez lata i przez lata niedofinansowana radziła sobie z ciągłymi brakami niezgorzej. Czy ktoś potrafi mi to wytłumaczyć, bo kompletnie tego nie rozumiem...

Likwidacja MOS-u pociąga za sobą kolejny element, który nijak nie będzie miał kontynuacji. Rokrocznie organizowane są kolonie dla dzieci w Łukęcinie. Malownicza, nadmorska miejscowość, w której dzieci z Gorzowa spędzają wakacje uprawiając sport ciesząc się z morskiego przeżywania przygody. Gdy już nie będzie Ośrodka to, kto zamierza zabrać te dzieciaki nad polskie morze? Przypomnę tylko zamożnym, żyjącym w dostatku rodzicom, że w Gorzowie mieszkają również ci, którzy wyjazd nad morską plażę traktują jak wyprawę po „złote runo”. To są ci, którzy Bałtyk zobaczą raz w życiu właśnie dzięki takim koloniom. Nie zastąpi ich wyjazd nad Nierzym, Karnin czy snobistyczne Długie. To jest morze, a jako dziecko każdy marzył o takim wyjeździe. Czy świadomość odebrania maluchowi dwóch tygodni nad morzem w towarzystwie kolegów i możliwość wysłania kartki z plaży do zapracowanej matki czy ojca ( drugiego z rodziców pewnie nie ma) nie przemawia do wyobraźni? Nie wyolbrzymiam, bo tak właśnie jest. Sam marzyłem o morzu będąc dzieckiem, ale nie wszystkie pociechy robotników miały szansę na wyjazd, choć mama z ojcem pracowali w fabryce. Dobrze, że ciocia mieszkała w Koszalinie. To są właśnie te kluczowe sprawy, których zdaje się nie zauważać likwidator.

Z tego miejsca stawiam kategoryczne veto, bo sprawa MOS-u z punktu widzenia mieszkańca i rodzica przyszłych – mam nadzieję –  mistrzyń sportu jest nie do zaakceptowania. Świadomie piszę, że rodzica, bo gdy we wrześniu dzieci przyjdą do szkoły i na pytanie o zajęcia sportowe dostaną propozycję wyjścia do parku lub gry w warcaby w ramach zajęć świetlicowych to podniosą najzwyczajniej bunt. I nie będzie się czemu dziwić, bo brak wizji rozwoju sportu szkolnego, brak Międzyszkolnego Ośrodka Sportowego i scedowanie wszystkiego na kluby zainteresowane tylko szkoleniem we własnym zakresie to droga donikąd. W klubie natomiast są pieniądze, które płyną ze składek, a rodzic ponosi koszty dowozu, strojów sportowych, wyposażenia, etc...jednym zdaniem: sport dla bogatych. Renesans przeżyją koszykarki, piłkarze i żużlowcy, (choć ci ostatni to pewnie nie, bo od lat szkolenie nie ma przełożenia na wyniki wychowanków z jednym owszem wyjątkiem). Reszta uczniów niech usiądzie do „fify” na PS4 albo zajmie się wystawaniem pod blokiem, bo ojca nie stać na konsolę.

Wizja to przerażająca, ale niestety realna. Co pozostaje, jeśli nie strajk? I nie będzie nikt miał prawa mówić, że nauczyciele nie chcą, bo jest dokładnie odwrotnie. To ludzie pełni pasji i chęci do działania. Cieszą ich postępy podopiecznych i kształtowanie charakterów sportowców przez duże „S” w rywalizacji z rówieśnikami. Sam pamiętam, że gdy przychodziłem do mojej kochanej „jedynki” z fantastycznej „siedemnastki” to czekaliśmy na mecze międzyklasowe, a potem międzyszkolne w jedyną, słuszną grę. To był moment, gdy świat przestawał mieć znaczenie, bo był czysty sport i tylko to liczyło się. Myli się ten, kto dziś uważa, że w dzieciakach nie ma potrzeby zmierzenia się z przeciwnikiem. Jeśli ktoś odważy się tak powiedzieć to z pełną świadomością odpowiem, że nigdy nie był dzieckiem.

Dla pewności tylko zaznaczę, że raz zniszczone dzieło, budowane od lat trudno będzie ponownie restytuować. Nauczyciele, całe środowisko powoli zaczyna szukać sobie miejsca realizacji swoich pasji. Nie odchodzą od sportu, bo zajmują się nim pracując w klubie, prowadząc działalność gospodarczą, jeśli mają czas i partnerów w biznesie. Szkoła i trening SKS przestaje być powoli dla młodych belfrów wyzwaniem, spełnieniem, realizacją siebie. Za dwie dychy na godzinę raz w tygodniu, bo jest ich czterech w szkole nie będzie sportu szkolnego. Im szybciej władza to dostrzeże i zrozumie tym lepiej dla nas wszystkich. Dzieci, rodziców, nauczycieli...

Wyszukaj w blogu: