W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Darii, Mateusza, Wawrzyńca , 21 września 2019

Czy to ma sens?

2016-06-02 15:23:30, Autor: Jerzy Kułaczkowski | Kategorie: Sport, Miasto,

Dziś pogrzeb Krystiana Rempały. W takich sytuacjach ludzie zwykli zadawać sobie fundamentalne pytania; o sens ludzkiej egzystencji, o niesprawiedliwość życia, o to czy jest życie po życiu. W przypadku młodego chłopca, który większość ze swoich przeżytych osiemnastu lat poświęcił najważniejszej pasji - żużlowi, tych pytań pojawia się więcej. Można bez większego ryzyka powiedzieć, że przeznaczeniem Krystiana był żużel. Od dzieciństwa przecież kręcił się po parkingach, gdzie jego ojciec, czy wujowie przygotowywali się do kolejnych biegów na czarnym torze. Wielu kibiców zapamiętało małego szkraba nie sięgającego jeszcze ziemi z wysokości minimotocykla popisującego się swoimi umiejętnościami na polskich stadionach.

Jego tragicznie zakończony wypadek w czasie meczu z Rybnikiem nie tylko okrył żałobą cały polski sport i światowy speedway, ale znowu na porządku dziennym stawia pytanie, czy dla sukcesu sportowego należy ryzykować zdrowiem, a nawet życiem. Krystian stał się przecież kolejną ofiarą żużla, wydłużył i tak okropnie liczną listę tych, którzy zginęli uprawiając ten sport. Ale czy na pewno sport? Żużel stał się tę dziedziną sportu, która jak w soczewce skupia wiele problemów tej sfery życia społecznego. Odgrywa ona całkiem niemałą rolę we współczesnym świecie; dla przywódców i polityków stał się sposobem na budowanie tożsamości i dumy narodowej, a dla biznesu metodą na generowanie ogromnych pieniędzy, których tylko niewielki ułamek trafia do zawodników.

Dzisiejsza sportowa rywalizacja coraz bardziej przypomina zmagania walczących o życie rzymskich gladiatorów, a żużlowe tory to współczesne Koloseum. Nie oszukujmy się, przecież wśród licznie przybywających na stadiony kibiców są i tacy, którzy wybierają się tam dla adrenaliny wywoływanej widokiem żużlowych upadków i wypadków, obserwacją wyczynów na krawędzi największego ryzyka. Ktoś kiedyś powiedział, że żużlowcy to ludzie, którym amputowano poczucie bezpieczeństwa i chyba wiedział, co mówi. Sport w takim wydaniu staje się przede wszystkim widowiskiem, w którym na daleki plan schodzi piękno sportowej rywalizacji, szlachetność wysiłku, którego celem jest pokonanie nie tylko konkurenta, ale i własnych słabości. Gdzieś po drodze umknęły nam wszystkim olimpijskie ideały sformułowane jeszcze w starożytności, że liczy się udział, a nie zwycięstwo, że pięknu i potędze ciała ma towarzyszyć piękno i szlachetność ducha. Dziś liczy się tylko zwycięstwo w rywalizacji, bo przekłada się potem na  sukces materialny, na olbrzymie pieniądze. Nie bez powodu, kiedy mówi się o wielkich sportowcach podaje się nie tylko ich wartość transferową, ale i ich cenę na rynku reklamowym.

Cóż, takie mamy czasy, można te wszystkie negatywne zjawiska i problemy zrozumieć, ale naprawdę trudno zaakceptować.

Tragedia Krystiana Rempały pokazuje, że mimo wszystkich wysiłków mających na celu minimalizację ryzyka i niebezpieczeństw, żużel pozostaje nadal meganiebezpieczną dyscypliną sportu, a dmuchane bandy, nowoczesne kombinezony, superkaski, nie wystarczają w zderzeniu z brakiem wyobraźni, nadmiernym ryzykiem, a czasem ze zwykłym przypadkiem,

Dopóki jednak ludzie będą chcieli oglądać wyczyny żużlowych bohaterów te widowiska będą trwały, bo nadal obowiązuje hasło „chleba i igrzysk”, które zdecydowanie zastąpiło popularny kiedyś slogan, że „sport to zdrowie”.

Niech jednak tragiczna śmierć Krystiana Rempały wywoła przynajmniej u niektórych autorefleksję, a dla jeźdźców bez głowy stanie się przestrogą.

Cześć Jego pamięci.

Wyszukaj w blogu: