W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Kryspiny, Norberta, Sabiny , 5 grudnia 2019

Inwazja Jaszczurów

2016-06-20 22:15:12, Autor: Christophe Jędrzejczak | Kategorie: Miasto,

Czasami śmierć zaoszczędza człowiekowi cierpienia i bólu, jaki może być mu zadany przez innych ludzi. Tak było w przypadku siedmiokrotnego kandydata do literackiej nagrody Nobla, czeskiego pisarza, którego śmierć w 1938 roku uniemożliwiła jego aresztowanie przez Gestapo i osadzenie w obozie Bergen Belsen, w którym to jego brat zginie w 1945 roku. Czescy bracia urodzili się w malutkiej miejscowości, zaledwie około 1400 mieszkańców, ale horyzont ich zainteresowań sięgał daleko poza granice tego, położonego zaledwie kilka kilometrów od dzisiejszej granicy Polski, miasteczka. Wiedzieli, że nie wielkość miejsca zamieszkania, ale ludzie, poprzez swoje poglądy, marzenia, działania, tworzą społeczność, która może oddziaływać swoją jakością na cały kraj a nawet i dalej.

Ale wróćmy do września 2011 roku i miasta Gorzowa na Ziemi Lubuskiej. Wtedy to rozgorzała niesamowita, jak na lokalne warunki, walka pomiędzy zwolennikami zmiany nazwy brzegu Warty z Bulwar Warty, na Deklaracja Praw Człowieka. Propozycja zmiany nazwy, zaakceptowana przez część radnych, miała nadać temu miejscu szczególnego charakteru.

W lokalnych mediach zaczęły pojawiać się wypowiedzi „światłych obywateli” odnoszące się do pomysłu stworzenia w mieście miejsca rozpoznawalnego, jako neutralne politycznie i łączące wszystkich mieszkańców. Charakter tego konfliktu najlepiej ukazują wypowiedzi gorzowskiej „elity” zamieszczane na łamach lokalnej prasy:

Niektóre pomysły są po prostu głupie, Pomysł nietrafiony, kompletnie dla mnie niezrozumiały. Nie to miejsce, nie ten klimat, …to dalej pomysł grupki radnych uważałbym za głupi . Tak więc elity myśli twórczejzadecydowały, że to głupi pomysł, aby nadać symboliczny charakter miejscu, na co dzień przeznaczonemu na zabawę i odpoczynek, Miejscu, które poprzez symboliczne znaczenie, w momentach zagrożenia podstaw demokratycznego państwa, mogłoby służyć do zgromadzeń i manifestacji, bez konieczności wyjazdów do innych miast (ze strachu bycia rozpoznanym we własnym mieście jako osoba mająca inne poglądy niż prawdziwi Polacy). W tym symbolicznym miejscu, spontanicznie zorganizowany koncert dla poparcia marszu kobiet „Prawa człowieka prawem kobiet” na pewno stałby się okazją do spotkania się mieszkańców, dla których kobiety to nie tylko „gary i wyro”. Istnienie takich symbolicznych miejsc, politycznie neutralnych, jednoczących ludzi w momentach zagrożenia jak i radości, jest czymś oczywistym. Paryż ma plac Bastylii, New York Central Park, Londyn Hyde Park. No tak, powiedzą „elity” Gorzowa, wielki świat wielki idee. W Gorzowie mały świat małe idee, a może żadnych idei, tylko zaściankowe kompleksy ludzi, dla których hasła uważane w miastach europejskich za normalne, dla nich są górnolotne i niezrozumiałe.

Dzisiaj, dygresja z 2011 roku …nie ten klimat ma już inną wymowę. Czasy się zmieniły i „elity”, jak to często bywa w tym nowym klimacie nie pamiętają walki, jaką stoczyły, aby pogrzebać idee, być może dla wiele gorzowian w 2011 roku nie do końca zrozumiałą, stworzenia miejsca symbolicznego, w którym mogliby porozmawiać o zabójstwie pani Cox i jej mordercy, który powiedział do sędziego te słowa: Moje imię jest śmierć zdrajcom, wolność dla Wielkiej Brytanii. Deklaracja brzmiąca tak swojsko, jakby już gdzieś zasłyszana na polskim podwórku.

Widmo strachu rozpościerane od miesięcy przez ideologicznych fanatyków w Europie znalazło się także w wypowiedzi jednego z gorzowskich radnych, kiedy to stwierdził: „Ludzie boją się wychylać…….. Taki strach widać nawet w Radzie Miasta” A więc jesteśmy już na poziomie strachu i lęku porównywalnego ze stolicami Europy, tylko, że tutaj świadomość, że straci się pracę z powodu innego myślenia niż Król Ubu, przywołuje czasy, o których już byśmy chcieli zapomnieć. Ale niestety w Gorzowie „elity” są tak wpatrzone w zachowanie własnego status quo, że trudno im jest zrozumieć, że od Praw Człowieka zaczyna się edukacja o demokracji, a nie na nich kończy. Na pewno bardziej bezpiecznym zajęciem jest sadzenie kwiatków na klombach i dyskutowanie o kolorze parkanów w mieście niż przekonywać o konieczności wychowywania młodych pokoleń w duchu tolerancji, gwarantowanej przestrzeganiem praw, a w szczególności Praw Człowieka. Nikt już nie będzie walczył z Jaszczurami, pomimo że ich inwazja dopiero się zaczęła. Nikt już nie wystąpi z pomysłem popularyzowania Deklaracji Praw Człowieka, bo przecież Jaszczury mają swoje, inne wartości. Polecam, więc na letnie wieczory książkę, urodzonego w małej mieścinie wielkiego Czecha, w której opisał inwazję Jaszczurów, niszczącą to, co najbardziej humanistyczne w dorobku człowieka. Čapek miał świadomość zagrożeń mogących zniszczyć dorobek demokratycznych społeczeństw i z odwagą o nich pisał. Ludzie-roboty pomiatane przez autorytarną władzę Jaszczurów, systematycznie zatapiane podstawy państwa prawa, oto cele nowej generacji Jaszczurów. A wy obywatele, gdzie będziecie mieli miejsce w którym się zbierzecie, aby się rozpoznać?

Wyszukaj w blogu: