W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Darii, Mateusza, Wawrzyńca , 21 września 2019

Czekając umrę

2016-06-22 09:44:44, Autor: Leszek Sokołowski | Kategorie: Sport, Miasto,

Najpierw była szumnie zapowiadana, jako remedium na wszystkie sportowe bolączki w naszym mieście. Ogłoszono konkurs, w którym za opracowanie strategii miasto wyłożyło okrągłą sumę pięćdziesięciu patyków. Dostaliśmy do ręki coś, co przypominało biznesplan dla poszczególnych podmiotów prowadzących działalność sportową w określonych dyscyplinach, a o sporcie było akurat najmniej. Ponadto została ona zaopiniowana przez mieszkańców, środowisko niezwiązane z zapisanymi w niej z nazwy klubami krytycznie. Swój sceptycyzm wyrażali opiniotwórczy dziennikarze oraz radni, którzy na sporcie przysłowiowe zęby zjedli (nie mówię tu o zasiadających w radzie wuefistach, bo akurat oni nie zająknęli się na temat dokumentu w ogóle lub byli nim oczarowani). I nadszedł w końcu upragniony 16-ty luty, gdy podejmowana miała być uchwałą przyjmująca ową „strategię”. W przeddzień miałem jeszcze okazję zabrać głos na temat ewentualnych poprawek, ale gdy rozpocząłem swoją tyradę na temat ówczesna dyrektor wydziału grzecznie wysłuchała argumentów, choć wiedziała, że dyrektorskie stanowisko dzierżyć będzie za chwilę ktoś zupełnie inny. Następczyni na sali nie było, więc o strategii dowiedziała się (lub nie) pewnie od urzędników swojego podwórka. Podczas sesji wytknięto „dziełu” jej upośledzenie. Głos zabrali także radni, którzy – odniosłem wrażenie – nie do końca znali treść. Mogliśmy usłyszeć, że „strategia jest drogowskazem” albo „uchwalamy ją po to, aby móc w razie potrzeby modyfikować”, a najlepsze: „nie otrzymamy żadnych pieniędzy z, zewnątrz jeśli nie będziemy mieli strategii rozwoju sportu”.

I mija dziś od tamtej sesji pięć miesięcy. Nie ma dziś po słynnej strategii żadnego śladu, bo stała się nieaktualna i przestała mieć jakiekolwiek znaczenie. Nie przydała się do pozyskiwania środków zewnętrznych, bo i tak miasto ma tylko marzenia, a nie realny plan. Nie przydała się do dzielenia środków przeznaczonych na sport, bo nie ma uchwały (tytuł) i pewnie jej nie będzie. Nie doczekamy się nowej uchwały, bo nikomu dziś nie jest ona potrzebna, a jest wręcz gorącym kartoflem, którego nikt z ogniska wyjąć nie chce.

Nie jest potrzebna klubom, bo wypadli piłkarze spadając do niższej ligi, a dzielenie środków wciąż jest w gestii uznaniowości prezydenta. Dokładnie w gestii komisji powołanej przez prezydenta. Nie trzeba zmieniać, bo chciałoby się dopisać ręcznych, ale nie do końca będzie zgoda wśród radnych, więc ręczna dostaje pieniądze bezpośrednio poprzez podniesienie rąk. Swoją drogą nie widziałem jeszcze w historii dzielenia miejskiej kasy na sport, aby jakikolwiek klub otrzymał aż 50% budżetu. Gdy wniosek skierowany do prezydenta opisywał sytuację, w której klub na roczne funkcjonowanie potrzebuje 800k to, gdy prosi w połowie roku to siłą rzeczy jest to kwota pomniejszona o połowę. W tej sytuacji, gdy połową jest czterysta tysięcy, a klub wnioskuje o DWIEŚCIE to jakkolwiek nie obrócimy się to jest to 50%. Oczywiście zawsze możemy uzasadnić ten gest nagrodą, podziękowaniem, gratyfikacją, etc... Może narodził się jakiś obyczaj, o którym prawo zapomniało wspomnieć?

Nie jest uchwała potrzebna prezydentowi. Jeśli byłaby takowa i bazowała na strategii to nie będzie w niej ręcznych i nie będzie w niej futbolu. To jakieś piętnaście do dwudziestu punktów procentowych. Niby niewiele, ale, po co ryzykować? Wszak oprócz Stilonu i Stali w naszym mieście niewiele więcej dzieje się. Odważniejsi dziennikarze są gotowi odkryć rąbka tajemnicy jak wielki skok oglądalności stron internetowych mają newsy z nazwą w tytule jednego z tych dwóch klubów. W Gorzowie tak już jest. Z drugiej strony jakby to wyglądało wobec mieszkańców, że oto zamierzamy zainwestować ogromne środki w budowę stadionu piłkarskiego, a jednocześnie wyrzucamy piłkarzy z budżetu miasta. I tak ich wyrzucą, tylko bez szumu i po cichu. W ramach istniejącego prawa.

I w końcu uchwała nie jest potrzebna radnym miasta. Ci poważni, znający się na swojej pracy i mający już dawno określony kręgosłup moralny poradzą sobie. Byli od początku za lub od początku przeciw. Najgorzej będą mieli ci, którzy pojęcie o sporcie mają średnie, a kapitał zebrać będą na tym chcieli. To niezwykle delikatny temat dla mądrych radnych, a jeśli któryś z nich zechce się nad nim pochylić to czapki z głów i mój szacunek przez resztę dni. Z chirurgiczną precyzją przeprowadzenie operacji pod tytułem „gorzowski sport z piłką nożna na piątym poziomie rozgrywkowym” będzie wyzwaniem jak transplantacje w Polsce lat 80-tych. Tylko dla odważnych.

Wyszukaj w blogu: