W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Donata, Herminy, Rufina , 7 kwietnia 2020

Obrona konieczna?

2016-08-29 09:42:26, Autor: Alfred Siatecki | Kategorie: Kultura, Miasto,

Przeraziła mnie swoimi poglądami (związkowymi) Grażyna Wojciechowska. Nie dlatego, że jest chyba najdłużej w Radzie Miasta Gorzowa. Akurat w tej kwestii nie mam nic przeciw niej. Niech będzie tam do emerytury lub nawet dzień dłużej. Przeraziła mnie tym, co powiedziała na temat kilku filharmoników gorzowskich. Tych, z którymi dyrektorka nie podpisała umowy o dalszą pracę. I do czego ustosunkowała się komisja rewizyjna Rady Miasta. Krótko mówiąc wyszło na to, że szefowa FG to nie szefowa rządu RP. Czyli ma na uwadze przede wszystkim prawo i instytucję, za którą odpowiada głową, rozumem i sumieniem. Przed prawem i gorzowianami. Dyrektorka chce, żeby w Gorzowie muzyka była muzyką, ci zaś, którzy co miesiąc biorą pieniądze z kasy filharmonii, utrzymywanej w głównej mierze przez miasto, brali je nie za przychodzenie do gmachu przy ul. Dziewięciu Muz, a za pracę na najwyższym poziomie.

Innego zdania jest radna Wojciechowska. Twierdzi, że ludzie wzięli kredyty, kupili mieszkania, posyłają dzieci do gorzowskich szkół. Słowem: wybrali Gorzów jako miejsce swego zamieszkania, pracy i odpoczynku. Może nawet wiecznego. Swoją wypowiedź Wojciechowska zakończyła stwierdzeniem, że zawsze będzie broniła ludzi. (Wierzę, że to była setka radiowa. Że dziennikarz regionalnej stacji Polskiego Radia, który pozwolił Wojciechowskiej powiedzieć to, co i jak myśli, niczego nie wyciął.)

Swoją wypowiedzią przeraziła mnie Wojciechowska. Nie bronię dyrektorki FG. Nie znam muzyków, z którymi nie przedłużyła umowy. Zresztą i słabo znam się na muzyce. Lepiej znam się na książkach i ruchu wydawniczym. To, na czym się znam, również należy do sfery kultury. W kulturze chodzi przede wszystkim o to, żeby nie wyrzucać pieniędzy podatników w coś, z czego nie ma korzyści. Głównie duchowych, umysłowych, patriotycznych, artystycznych itp. Idąc tokiem rozumowania Wojciechowskiej, w kulturze liczy się zupełnie coś innego. W kulturze liczy się człowiek. Nie tylko artysta, odtwórca. Nie jest ważne, ile on potrafi i czy to, co potrafi pasuje do koncepcji osoby, która wie, co chce osiągnąć.

Proszę sobie wyobrazić taką sytuację. Absolwent uniwersyteckiej polonistyki, oczytany, nie robiący błędów ortograficznych i stylistycznych, napisał powieść obyczajową. Maszynopis wysłał do jednego wydawnictwa. Odrzuciło. Wysłał do następnego. Także odrzuciło. Do trzeciego… czwartego… Ostatni właściciel wydawnictwa bardzo grzecznie wyjaśnił, że powieść jest poprawnie napisana, ale nudna. Wtórna. Niczego nie wnosi do literatury i czytelnictwa. Zainteresowanie czytelników i bibliotekarzy będzie minimalne. Żaden krytyk nie napisze o tej książce pochlebnego zdania. On więc, jako wydawca nie zarobi, a dołoży do interesu. Autor zwróci się po pomoc do Wojciechowskiej. Ma wyższe wykształcenie, przez dwa lata całymi popołudniami pisał, wykosztował się na maszynistkę, na listy polecone. I to wszystko na nic? Przecież on ma rodzinę. Wziął kredyt. Na zawsze związał się z Gorzowem. Dzieci chodzą do miejscowych szkół.

Filharmonia to kultura wyższa. Zniżę się więc do poziomu piekarni. Czy właściciel piekarni piecze chleb dlatego, żeby nakarmić głodnych ludzi? Może i dlatego. Uważam, że piecze przede wszystkim dlatego, żeby go sprzedać. Prowadzi firmę. Piekarz, zazwyczaj po zawodówce, wie, że musi piec smaczny chleb, bo kiepskiego pieczywa gorzowianie nie kupią. Nawet gdyby Wojciechowska za pośrednictwem Polskiego Radia wyjaśniła, że piekarz wziął kredyt, dzieci posłał do gorzowskich szkół itp.

PS.

Związkowcy nauczycielscy prorokują zwolnienia ich członków z pracy na wskutek kolejnej reformy oświaty. Ludzie stracą robotę. Nie pochwalam tego. Ale i nie bronię przyszłych zwolnionych. Robotę stracą ci, którzy nie nadają się do tego zawodu. Którzy są kiepscy. Którzy nie powinni uczyć. Nie wierzę, żeby dyrektorzy szkół zwalniali najlepszych nauczycieli. Zwolnienie kiepskich będzie z korzyścią dla dzieci i ich rodziców. Kiepscy nauczyciele mogą się siedzieć na kasie, jak mówi moja znajoma, w biedronkach, żabkach, tescach. Tam jest sporo absolwentów szkół wyższych.

Wyszukaj w blogu: