W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Belii, Ludwika, Luizy , 25 sierpnia 2019

Przed sezonem

2016-08-30 23:07:34, Autor: Bogusław Dziekański | Kategorie: Kultura, Miasto,

Spotkał mnie Pan Jan i mówi: napisz coś, na przykład o planach, bo jak nie... to zdejmuję ze strony. No i już wiem dlaczego jest mianowany nadredaktorem. Jego to portal, więc z roweru zsiadłem, rezygnując chwilowo z mojego ulubionego zajęcia latem i do pisania.

Najpierw o filarowej walce z ponadnormatywnymi opadami. Od słynnej powodzi z roku 1997 i ze zmianami klimatycznymi, z roku na rok zagrożenie zalania, a nie podtopienia klubu, rosło. Wielokrotnie naszą czujnością ochroniliśmy klub przed dużą wodą. Rok temu we wrześniu doszło do poważnego przesilenia na linii woda a jazz. Wody było tyle, że gorzowskie Filary zostały flagowym okrętem polskiego jazzu. Ale żarty na bok. Wokół była duża woda, zmrok i błyskające błyskawice, jęzory fal, czynione przez przejeżdżające samochody, atakowały wejście do klubu i napierały na okna. Było to maksymalne zagrożenie. Dotychczasowe zabezpieczenia w oknach od strony ul. Jagiełły okazały się niewystarczające. Deszcz doprowadził do zrównania się poziomu wody z wysokością osłon. Był to ostatni sygnał, żeby tym sytuacjom zaradzić. Tak zwana tama, stawiana w momencie dużych opadów na wysokości zejścia do klubu, nawet tych przewidywanych przez synoptyków pogody, swoją rolę nadal świetnie spełnia. W sierpniu dzięki pomocy gorzowskich firm podnieśliśmy zabezpieczenie w oknach o jeszcze jedną warstwę cegieł, zrazem maksymalnie zbliżyliśmy je do okien aby zabezpieczyć się przed tworzeniem się „akwarium” między nimi a  oknami.  Do zainstalowania jeszcze zostały blaszane parapety, które od góry zamocujemy na cegłach, aby załamywać fale tworzone przez samochody. Jak to zadziała, natura pokaże. W środku klubu własnymi siłami malowania odświeżające drzwi, no i generalny remont stołów, które mają 35 lat, tyle co jazzowe Filary.

Czerwcowe koncerty z okazji 30-lecia Małej Akademii Jazzu były wyjątkowymi wydarzeniami w jej historii, ale i dziejach polskiego jazzu. Jeżeli przyłożymy miarę, że w przyszłym roku będziemy obchodzić 100-lecie jazzu, to 30 lat gorzowskiej MAJ w historii rozwoju tej muzyki jest spektakularnym dokonaniem edukacyjnym, nie tylko na skalę europejską.  Kiedy dziś patrzę na fotografie z wręczenia w trakcie koncertu Honorowych Odznak Miasta Gorzowa, przyznanych przez Radę Miasta wieloletnim wykładowcom MAJ, to na twarzach muzyków jeszcze widzę  autentyczną radość. Odbyły się dwa koncerty - do południa dla młodzieży szkolnej i wieczorny dla absolwentów akademii i nauczycieli ze szkół, biorących udział w tym edukacyjnym działaniu. Ja w organizacyjnym amoku między zapowiadaniem poszczególnych składów na scenie, a doglądaniem życia poza sceną. Wieczorny koncert trwał ponad  trzy godziny, publiczności wydawało się że godzinę… ja pamiętam tylko pourywane sceny,  wspaniałą energię wśród muzyków i na scenie. Koncerty mamy zgrane na DVD. To był prawdziwy czad.

Koncert ten był też wyjątkowy dla mnie. Udało się zebrać wszystkich wykładowców akademii po trzydziestu latach i ich uhonorować w naszym nieście. Część z nich ma swoje lata. Ze Stanów przyleciał 79-letni Brad Terry. Brad to trwający dekadę piękny rozdział w historii akademii.  Z niektórymi  muzykami spędziłem 30, 15, 10 lat na szlakach akademii i nigdy nie wiadomo kiedy natura życia zacznie prąd wyłączać. To była wielka przyjemność widzieć jak odbierali odznaczenia z rąk Prezydenta Miasta i radnych. To oni zbudowali gorzowski jazz, akceptację społeczną dla tej muzyki, wprowadzili na drogę jazzu gorzowian, którzy są dzisiaj muzycznymi ambasadorami naszego miasta. A dlaczego teraz o tym piszę? Ładunek emocji był tak duży, pozytywnych wibracji i wrażeń moc… wypruty byłem. Kiedy przeglądam materiały na DVD z koncertów, za głowę się łapię i wracają tamte emocje. Działo się.

Jako że było to wielkie święto, to musiało kosztować, więc koncerty te szarpnęły dość poważnie finansami instytucji, co było zaplanowane. Jesienią będziemy ostrożnie stąpać po drodze życia koncertowego, co też było brane pod uwagę, gdyby nasze starania o dofinansowanie z innych źródeł poniosły fiasko. Odnotować należy, że Urząd Marszałkowski Województwa Lubuskiego wsparł koncerty akademii kwotą 30 tys. złotych.  Już dzisiaj myślę o roku 2017 i co najmniej o dwóch koncertach Gorzów Jazz Celebrations w dużych salach, tym bardziej,  że w przyszłym roku odbędzie się dziesiąta edycja gorzowskiej celebracji jazzu. A na razie w klubie składamy program koncertów na jesień. Będzie soul, blues, jazz akustyczny, jazz rock i 42. edycja konkursu o „Klucz do Kariery”.

Od października ruszy nowy, kolejny dwuletni cykl Małej Akademii Jazzu w Gorzowie i gminach z nami sąsiadującymi. W planach - jesienią wejście gorzowskiej akademii jazzu na warszawską Wolę, a  w przygotowaniu projekt na pięć ośrodków w Polsce, ale o tym innym razem.

Od niedzieli do środy (28 – 31 sierpnia) w klubie próby ma najnowszy projekt z udziałem Adama Bałdycha w składzie: Jan Lundgren – fortepian (Szwecja), Dima Orsho – wokal (Syria), Kinan Azmeh – klarnet (Syria). Jan Lundgren to potęga skandynawskiego jazzu. Nad wszystkim czuwa Rene Hess (Szwajcaria), europejski agent Adama i pomysłodawca tej muzycznej konstelacji. Tworzy się wielokulturowy projekt bardzo kameralny w swoim brzmieniu. Muzycznie to połączenie jazzu europejskiego, muzyki orientalnej z piękną mgiełką  muzyki skandynawskiej i polskiej.

PS.

W ostatni piątek otrzymałem telefon z Urzędu Miasta, który pozytywnie ustosunkował się do naszej prośby i jeszcze w tym roku wzmocni nas finansowo. Będziemy jednak odważniej stąpać po ścieżkach życia koncertowego i zrealizujemy klubową edycję Gorzów Jazz Celebrations.

Wyszukaj w blogu: