W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Anety, Leokadii, Wiesława , 9 grudnia 2019

Żelazne tablice

2016-09-15 10:18:35, Autor: Christophe Jędrzejczak | Kategorie: Miasto,

Jest taki skwer w 13. dzielnicy Paryża, na wschód od Biblioteki Narodowej, do którego zawsze z największą przyjemnością wracam, a w szczególności w letnie upały. Można tam usiąść i w spokoju przyglądać się rzeźbie Aleksandra Slima oddającej pamięć zmarłego na obczyźnie poety, który pisał:, „Bo piękno na to jest, by zachwycało. Do pracy, praca, by się zmartwychwstało”.

Rzeźba swoją formą wywołuje skojarzenia z ptakiem, którego rozpostarte skrzydła przypominają strony księgi, na których wygrawerowano w języku polskim oraz francuskim fragment jego poezji. Dzieło harmonijnie wkomponowane w architekturę ogrodową jest zaprzeczeniem tych tworów, które od dziesięcioleci zalewają przestrzeń publiczną europejskich miast, stając się, jak to nazwał angielski krytyk sztuki Jonathan Jones, obrazą dla przestrzeni publicznej oraz wyrazem arogancji artystów tworzących pod zamówienie. Artystów nieliczących się z gustem milczącej większości mieszkańców, którzy już dawno wyrośli z tradycji realizmu socjalistycznego. Jones w swoim artykule w “The Guardian” zwraca uwagę na dwa twory, o których mówi, że są przykładami złego gustu lansowanego w formie kiczu, który zaśmieca przestrzeń publiczną. Pierwsze dzieło to statua aktora Petera Falka w Budapeszcie, a drugie to rzeźba pary zakochanych wystawiona na dworcu londyńskim St Pancras. Londyn, jak przystało na miasto o wysokim stopniu tolerancji dla różnych opinii, w tym często sprzecznych ze sobą, nie obraził się na pana Jonesa, że pozwolił sobie na przypomnienie, czym jest kicz, a czym dzieło sztuki.

No, ale gród nad Wartą to nie Londyn. Tak, więc w Gorzowie nikt nie reaguje na zaśmiecanie miasta tworami, które w myśli ich mecenasów miałyby przysparzać splendoru miastu oraz je upiększać. Czyżby brakowało w mieście odważnych, o wyrobionym guście estetycznym malarzy, architektów, polityków, mieszkańców et cetera, którzy wyraziliby swoją krytyczną opinię na temat tych popisów upiększania przestrzeni miejskiej? A może paraliż dobrego gustu został spowodowany nie samymi tworami, ale żeliwnymi tablicami ułożonymi u stóp rzeźb, na których wypisane zostały nazwiska, które miałyby przejść, jak w starożytnym Egipcie, do wieczności. Kiczowaty twór, a pod nim odlana na wieczność tablica upamiętniająca nazwiska mecenasów sztuki już za życia gwarantowałaby im wieczny hołd i cześć ludu pracy. Lud zapomni, kim był Szymon Gięty, Korcz czy przewoźnik w łódce na bulwarze, ale żelazne płyty dalej będą pełnić swoją rolę nośnika pamięci gwarantującego nieśmiertelną pamięć o tych, co upiększali Gorzów dla ich własnej chwały.   

Twory pozostaną w pamięci u gołębi pozostawiających na nich swoje ślady oraz będą świadkami epoki, kiedy to zastępowano brak kreatywnego myślenia nieudolnym kopiowaniem pomysłów innych miast. Na co kolejnym dowodem, jakże charakterystycznym dla lansowania swoich osobistych problemów, które niewiele mają wspólnego z rzeczywistą pracą na rzecz wspólnoty, jest pomył gorzowskiego Hayde Parku, którego najważniejszym elementem dekoracyjnym był namiot z logo ruchu politycznego.

Grecy potrafili mieć wyobrażenie, czym jest harmonia i piękno. Posiadali poczucie harmonii nie tylko w sztukach plastycznych, ale także w życiu społecznym. Potrafili w sposób harmonijny łączyć pracę dla dobra polis z własnym osobistym życiem. Pomimo ich archaicznej formy polis potrafili włączyć demos do wspólnego korzystania z kratos i stworzyć demos-kratos, wzór dla przyszłych demokracji. A na dodatek ci leniwi Grecy w wolnych chwilach, dzięki swojemu poczucie harmonii, stworzyli dzieła sztuki plastycznej, które wywarły tak duże wrażenie na Michale Aniele, że wyrzeźbił Dawida, aby oddać im hołd. W Gorzowie kiczowate twory stały się elementem pejzażu miejskiego, wypierając nadzieję na pokazanie mieszkańcom, czym może być w dzisiejszych czasach sztuka miejska, a smutna wersja londyńskiego Hayde Parku pokazuje, na czym polega  debata demokratyczna w mieście i do czego służy.

Wyszukaj w blogu: