W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Apolinarego, Miły, Róży , 23 sierpnia 2017

Powrót red. Sokoła

2016-12-17 12:12:19, Autor: Alfred Siatecki | Kategorie: Miasto,

Jedenastą książkę Krzysztofa Koziołka (jest także autorem opowieści historycznych i dla turystów) przeczytałem jeszcze w listopadzie. Cztery tygodnie zbierałem się do napisania tego, co dopiero teraz napisałem o książce autora rodem z Zielonej Góry z nowosolskim adresem. Nie mam wątpliwości, że K. Koziołek jest najpracowitszym współczesnym prozaikiem w środkowo-zachodniej Polsce. Jesienią wydawnictwo Manufaktura Tekstów wypuściło jego powieść „Operacja Aksamit”, u progu wiosny – „Będę cię szukał aż cię odnajdę”, a zeszłego lata – nominowaną do Kryminalnej Piły i Lubuskiego Wawrzynu Literackiego powieść retro „Furia rodzi się w Sławie”. K. Koziołek, absolwent Uniwersytetu Zielonogórskiego, ma dopiero 38 lat. Jako powieściopisarz pokazał się w 2007 r. I już jego nazwisko zdobi jedenaście książek literackich.

W „Operacji Aksamit” K. Koziołek wraca do bohatera ze swoich wcześniejszych powieści. Odnoszę wrażenie, że robi to troszkę ignorując czytelników. Przypomina bowiem zdawkowo niektóre zdarzenia z życia Andrzeja Sokoła, a czytelnicy chcieliby coś więcej o nich się dowiedzieć. Mam na myśli nowych czytelników. Ale pewnie tak już jest, gdy pisarz żyje wśród tych samych bohaterów i razem z nimi próbuje naprawiać świat. Zresztą nie tylko nowosolski/zielonogórski redaktor Sokół wraca na stronach „Operacji Aksamit”. Wraca także Sara Bednarz, nie w ciemię bita agentka instytucji mającej dbać o bezpieczeństwo państwa i obywateli, która ostatnio nazywa się ABW. Agentka mieszka we Wrocławiu, dziennikarz żyje w Zielonej Górze. Dzieli ich geograficzna odległość. Łączy coś, co da się nazwać miłością i nadzieją na wspólne życie. Łączą także bardzo ważne sprawy dotyczące państwa. Nie zdradzę za wiele, jeśli napiszę, że akcja powieści zaczyna się w zrujnowanej fabryce w Nowej Soli (wypisz wymaluj niedawno rozebrana Odra, ale to mój domysł), gdzie dziennikarz odwiedza kanciapę pewnego biedaczyny Może lepiej powiedzieć, że interesuje się mężczyzną, który zmarł z powodu przepicia. To staje się podejrzane, bo ów mężczyzna przestał pić. Czyżby potwierdziła się teza, że alkoholik zawsze będzie alkoholikiem? Akcja powieści przenosi się do innych miast, także do Warszawy, gdzie politycy z rządzącej ekstraligi, przy ośmiorniczkach popijanych wykwintną brandy, w pewnej restauracji rozmawiają o ciemnych interesach. Ma się rozumieć że z korzyścią nie dla państwa. Co ciekawe i ważne w tej storry: agentka i dziennikarz są niemal osamotnieni. Ktoś tam bierze ich stronę, stara się, ale oni liczyli na więcej w walce z mafią na najwyższym szczeblu.

Coś podobnego wydarzyło się w polskiej rzeczywistości latem 2015 r. Wygląda na to, że K. Koziołek dokładnie przeanalizował rozmowy gości warszawskiej restauracji Sowa i Przyjaciele. A może nie? Może nos dziennikarski dużo wcześniej podpowiedział mu, do czego są zdolni politycy za długo zajmujący ministerialne gabinety? Autor przecież jest magistrem politologii. Jeśli tak było, to K. Koziołek powinien awansować na głównego szefa ABW lub CBŚP. Śmieję się i źle mu życzę? W pierwszej sprawie – nie zaprzeczam, w drugiej − życzę mu tylko dobrze.

K. Koziołek nieźle opanował żargon urzędniczy, jakim posługują się organizatorzy operacji Aksamit. Momentami ma on coś, tzn. żargon, z prześmiewczego języka kabaretu. Momentami jest groźny, ale tylko momentami, bo dość szybko czytelnik nabiera wstrętu do polityków i zaczyna ich mieć dość. Szczególnie ministrów.

K. Koziołek napisał powieść sensacyjną. Polityczną. Niemal zbeletryzowany reportaż. „Operację Aksamit” dałoby się zakwalifikować i do groteski, gdyby nie to, że przedstawione w powieści zdarzenia fikcyjne mogły być prawdziwe. Ale to już inna sprawa. Zadanie do odrobienia przez aktualnie rządzących i rozliczających swoich poprzedników.

Wyszukaj w blogu: