W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Celiny, Hilarego, Janusza , 21 października 2017

Weekendowy bezrobotny

2017-04-03 18:57:00, Autor: Alfred Siatecki | Kategorie: Miasto,

Tytuł „O tym, jak prezydent Zielonej Góry przechytrzył CBA” byłby lepszy.

Poszło o to, że Centralne Biuro Antykorupcyjne dopatrzyło się w tym, co robił pierwszy wiceprezydent Zielonej Góry złamania prawa. Krzysztof Kaliszuk, bo o niego chodziło, był członkiem prezydium Aeroklubu Ziemi Lubuskiej, który ma status stowarzyszenia. Na swoją działalność i utrzymanie musi zarabiać, czyli prowadzić działalność gospodarczą. Tym na co dzień nie zajmuje się prezes, wiceprezes ani członkowie zarządu. Oni pełnią swoje funkcje społecznie bardziej jako doradcy, miłośnicy latania, przyjaciele szybowników, baloniarzy, motolotniarzy. Prowadzenie działalności gospodarczej to zadanie dyrektora biura stowarzyszenia. CBA uznało jednak, że społecznicy także maczali palce w zdobywaniu pieniędzy. Jak? Kiedy? Ile zdobyli? Odpowiedzi brak. Zdaniem kontrolera z ramienia CBA mogą to robić wszyscy, ale nie zastępca prezydenta miasta. A K. Kaliszuk był pierwszym zastępcą prezydenta Zielonej Góry. CBA przywołało paragrafy i zażądało od prezydenta Janusza Kubickiego, żeby pozbył się K. Kaliszuka bez wypowiedzenia.

K. Kaliszuk bronił się, przywołując opinie prawników, których się radził. Ich zdaniem nie złamał ustawy antykorupcyjnej, bo nie prowadził działalności gospodarczej na własny rachunek. Że z innymi osobami w prezydium AZL? Na to pytanie K. Kaliszuk odpowiedział wyjaśnieniem znawców przepisów, iż „samo zasiadanie w zarządzie stowarzyszenia prowadzącego działalność gospodarczą nie jest wystarczające do stwierdzenia naruszenia prawa”. CBA nie dało się przekonać i kazało prezydentowi, żeby zwolnił z funkcji i pracy w urzędzie swego pierwszego zastępcę.

Piątek, ostatni dzień marca, był ostatnim dniem pracy K. Kaliszuka jako pierwszego wiceprezydenta Zielonej Góry i urzędnika w wieżowcu przy Podgórnej 22. Tego dnia dostał czarno na białym od swego pracodawcy i zwierzchnika J. Kubickiego, że został zwolniony. Mimo takiej decyzji K. Kaliszuk nie wyniósł swoich maneli z gabinetu na pierwszym piętrze. Jakby uważał, że w prima aprilis i niedzielę coś wymyśli. A może prezydent zmieni swoją decyzję?

W poniedziałek, gdy zastanawiał się, czy najpierw iść do urzędu  pracy i zarejestrować się jako bezrobotny, czy może zacząć od opróżnienia gabinetu w Urzędzie Miasta, prezydent Kubicki dał mu do ręki nowy angaż. Było w nim Czarnio na białym, że od 3 kwietnia K. Kaliszuk znowu jest pierwszym zastępcą prezydenta Zielonej Góry. Bezrobotny był więc tylko dwa dni.

Prezydent zrobił to, czego domagało się od niego CBA. Zwolnił. I przyjął.

Ale jaja!

Wyszukaj w blogu: