W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Cypriana, Emanueli, Władysława , 27 czerwca 2017

Nazwisko to świętość

2017-04-08 17:13:00, Autor: Alfred Siatecki | Kategorie: Miasto,

Moją wychowawczynią w pierwszej klasie podstawówki była Janina Dalmata. W Kostrzynie tamtych lat, mieście wojskowych, wszystko kojarzyło się nam, dzieciakom, z wojskiem. W tajemnicy przed wychowawczynią przezywaliśmy ją Armatą. Kiedyś to usłyszała. Podczas lekcji wychowawczej powiedziała (nie skrzyczała nas, a wyraźnie powiedziała), żeby nie kpić z nazwiska. Nazwisko jest jak fotografia. Każdy chciałby być ładniejszy niż jest. Nazwisko to świętość. Minęło tyle lat, a ja widzę wychowawczynię i słyszę, jak mówi, że nazwisko do świętość. I pamiętam, żeby nie śmiać się z niczyjego nazwiska. Nazwisko to świętość. Wychowawczyni powiedziała również, żeby nie śmiać się z imienia, kalectwa, choroby i wyglądu. To są rzeczy niezależne od człowieka. Od kogo są zależne, tego nie wyjaśniła. Powiedziała także, że nie śmiejemy się z rodziców, bo nikt sobie rodziców nie wybiera. I nie śmiejemy się z nauczycieli.

W tamtym czasie nauczyciel to był autorytet. Jak lekarz. Jak ksiądz. Pomimo tego że czas był polityczny, polityk nie był autorytetem. W tej kwestii w Polsce nic się nie zmieniło. Może nawet jest gorzej. Ostatnim polskim politykiem, który miał autorytet, chyba był Józef Piłsudski. Albo Karol Wojtyła jako Jan Paweł II. Króciutko Lech Wałęsa. I jeszcze krócej Tadeusz Mazowiecki. Ostatnim światowym autorytetem był Charles de Gaulle, twórca V Republiki Francuskiej.

Premier Beacie Szydło, kiedy chodziła do podstawówki, pewnie nikt nie powiedział tego, co mnie powiedziała Janina Dalmata podczas lekcji wychowawczej. Do takiego wniosku doszedłem po piątkowej pyskówce w Sejmie. Z mównicy przy Wiejskiej B. Szydło nazwała Grzegorza Schetynę − Grzegorzem Dyndałą. „Sam tego chciałeś, Grzegorzu Dyndało”, tak do niego powiedziała. Kiedy to usłyszałem, pomyślałem, czy ten, kto napisał tezy mowy B. Szydło, wytłumaczył jej, co to znaczy i skąd się wzięło. A wzięło się z komedii czy może bardziej dramatu Moliera „Grzegorz Dyndała”. Rzecz dotyczy osób chciwych i cynicznych, których dosięgnie ręka sprawiedliwości. To wtedy, gdy sztukę potraktuje się jako komedię. Gdy uzna się ją za dramat, dotyczy ludzi walczących o prawdę, wolność, bezpieczeństwo. Przypuszczam, że B. Szydło miała na myśli to pierwsze, łatwiejsze znaczenie, dlatego starała się ośmieszyć przewodniczącego PO.

Jeszcze na studiach związałem się z dziennikarstwem. Z niedługimi przerwami zajmuje mnie ono do dziś. Nigdy nie wyśmiewałem się z nazwiska bohatera mojego tekstu dziennikarskiego, chociaż niekiedy byłoby to uzasadnione i przydatne. Nie tylko ja się nie wyśmiewałem. W dziennikarstwie moich czasów obowiązywała zasada: nie śmiejemy się z nazwiska, imienia, wyglądu, choroby, nieszczęścia. Co innego, gdy facet na przykład pochlał i narozrabiał. Co innego, gdy walił głupoty z mównicy. Ale wtedy relacjonujący spotkanie dziennikarz nie śmiał się z jego nazwiska. Śmiał się z głupot. Pod warunkiem, że były to naprawdę głupoty, a nie odmienne stanowisko i do dyskusji. Bywało, że niektóre nazwiska, szczególnie wśród wojskowych, układały się w ciągi wywołujące kpinę. Np. w centrali służyli ważni generałowie Oliwa, Żyto, Kufel, Baryła, o których się mówiło, że nie piją, chociaż ich nazwiska na co innego wskazywały.

Są nazwiska, których nie trzeba wypowiadać w całości i ich nosiciele raczej się nie obrażają. Zwolennicy Aleksandra Kwaśniewskiego na ogół mówili – Kwach. Zwolennicy, a częściej przeciwnicy Jarosława Kaczyńskiego mówią – Kaczor. Co ciekawe, kiedy żył jego brat Lech, mało kto nazywał go Kaczorem. (Niemcy nazwali obu – kartoflami, co ich i przede wszystkim ich otoczenie cholernie wkurzyło.) Cyborg to Waldemar Pawlak, Bufetowa lub Gronkowiec − Hanna Gronkiewicz-Waltz, Belmondo − Sławomir Nowak, Drzewko – Mirosław Drzewiecki, Młynarz – Leszek Miller, Jojo – Joachim Brudziński, Suseł – Marek Suski, Zizol – Zbigniew Ziobro. Lewy to Robert Lewandowski, Grosik − Kamil Grosicki, Kuba – Jakub Błaszczykowski w mowie sprawozdawców z meczów i samych piłkarzy. Kibice żużla nie mówią Andrzej Huszcza, tylko Tomek. W ich języku Kasper to Krzysztof Kasprzak, Bolo – Piotr Paluch, Protas – Piotr Protasiewicz, Piszczałka – Bartosz Zmarzlik.

Są osoby, które swoim zachowaniem same się proszą, żeby mówić o nich z użyciem słów niepochlebnych. Np. Andrzej Duda – notariusz, Marek Kuchciński – wierny żołnierz, Beata Szydło – marionetka.

Ps.

Bohaterem opowiadania historycznego „Strażnik skarbów” w moim zbiorze „Piąty klucz do bramy” (2014) jest Alf Kowalski, twórca muzeum w Międzyrzeczu. Mówiono Alf, chociaż w dowodzie osobistym miał Alfons. Sprawcą ukrycia prawdziwego imienia był Klem Felchnerowski, lubuski konserwator zabytków. – Na każdej naradzie w Zielonej Górze przedstawiał mnie tak: Alfons Kowalski, ale to imię, nie zawód. Gdy otwierałem usta, żeby zaprotestować, Klem dodawał ze śmiechem: Człowieku, to dla twojego dobra.

Wyszukaj w blogu: