W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Sławy, Sławosza, Żelisławy , 23 lipca 2017

Nacjonalizm nie przejdzie

2017-05-01 16:26:52, Autor: Leszek Sokołowski | Kategorie: Miasto,

W dzisiejszej Europie coraz wyżej zaczynają podnosić głowy rewizjoniści, którzy za wszelką cenę pragną zniszczyć dorobek kilku dekad wspólnej pracy Europy i Europejczyków. Ten swoisty relatywizm historyczny oparty na „dumnym” podnoszeniu kwestii tożsamości narodów zaczyna przynosić zgniłe owoce w postaci niebezpieczeństwa wyborczego w świeckiej Francji czy jesienią podczas elekcji w Niemczech. W Polsce sentyment za silnym i władczym narodem Sarmatów, tak skrzętnie podsycany do tej pory przez skrajnie prawicowych publicystów, nieodpowiedzialnych polityków partii katolicko-narodowych oraz przez kościół przybrał na sile i budzi demony przeszłości. Gdyby wczytać się w biblię nacjonalistów polskich czyli „Myśli nowoczesnego Polaka” autorstwa Romana Dmowskiego (rusofila, nacjonalisty i posła do rosyjskiej dumy państwowej w czasach zaborów, zwolennika ścisłej współpracy Polaków i Rosjan) to dostrzeżemy to czego współcześnie unikać powinniśmy za wszelką cenę. Egoizm, szowinizm, dyskryminacja ze względu na pochodzenie i narcyzm. To tyko niektóre z elementów tak mocno zakorzenionych w umysłach rodzimych narodowców. Podczas gdy Europa potrzebuje jedności, wspólnoty i solidarności z uwagi  na zagrożenia wywołane nową zimnowojenną narracją wprowadzoną przez Donalda Trumpa wespół z Władimirem Putinem. Gdy monopolistyczne zapędy Chin zagrażają całej europejskiej gospodarce, a na Bliskim Wschodzie terroryzuje społeczność międzynarodową – mały i radykalny – kalifat islamski to w Europie, a także w Polsce - jakby wbrew zdrowemu rozsądkowi i w sukurs autodestrukcji - hołduje się ruchom nacjonalistycznym. Demolującym demokrację i wprost zmierzającym do wojny: rasowej, religijnej, ideologicznej, etc.

Przez lata polska prawica katolicka kształtowała charaktery i zatruwała umysły rodaków wpajając im w świadomość, że jesteśmy (jako naród) predestynowani do bycia lepszymi od innych. W czasach słusznie minionych pokutowały twierdzenia o „przedmurzu chrześcijaństwa” już nie tylko w odniesieniu do Sobieskiego, ale także zwycięskiej kampanii w wojnie polsko-bolszewickiej. Potem na tajnych kompletach wkładano wiedzę na temat heroicznego boju jaki toczył naród polski ze światowym spiskiem żydo-komuny. W wolnej Polsce dołożono kult „żołnierzy wyklętych”, który urósł do rangi etosu, którego krytyka historyczna (niejednokrotnie odbrązowywianie) naraża autorów na gniew i ostracyzm. W tym – jakże nieprawdziwym i zafałszowanym – obrazie narodu świetnie odnajdywał się kościół katolicki. Przez lata stał się ostoją polskości i walki z najeźdźcą, okupantem, dyktaturą proletariacką. Gdy obecnie ojczyzna nie wymaga ofiary krwi, a ciężkiej pracy okupionej wysokimi kosztami transformacji ustrojowej kościół zwraca się do tej samej grupy z apelem o porzucenie wyznaczonego celu jakim jest nacjonalizm perorując, że jest on zły i z miłością do ojczyzny ma niewiele wspólnego. Mogą dziś polscy narodowcy czuć się oszukani, rozgoryczeni, a być może wściekli. W podobnej sytuacji stanęli wtedy, gdy papież Franciszek ostentacyjnie i bez cienia wątpliwości nawoływał do wypełnienia chrześcijańskiej powinności jaką jest solidarność i otwartość wobec potrzebujących (w tym konkretnym przypadku uchodźców). Publicyści nazywali następcę św. Piotra „lewakiem”, a na forach internetowych czy Facebooku co bardziej krewcy „brunatni” odsądzali go od czci i wiary. Innymi słowy wyhodował sobie kościół armię wiernych i głęboko przekonanych o swojej wyjatkowości wyznawców spod znaku rodła, którzy Boga i ojczyznę uważają za elementy niemalże tożsame. W mijającym tygodniu jednak oficjalnym dokumentem Konferencja Episkopatu Polski „wygumkowała” fundamentalne przesłanie całego obozu narodowego.

Zupełnie nie jestem zdziwiony postawą kościoła, bo jego doktrynalność nawet na moment nie zbliża się do postaw nacjonalistycznych, a dogmaty są nader sprzeczne. To mariaż sacrum z profanum doprowadza do pojawiania się ambitnych politycznie duchownych czujących powołanie już nie tylko związane z głoszeniem prawd wiary. Także dziennikarze mający do tej pory ciche przyzwolenie na „wycieranie sobie gęby religią” będą mieli ogromny problem, aby rzeszy wyznawców wytłumaczyć faszystom działania kościoła katolickiego w Polsce.

 

Wyszukaj w blogu: