W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Cypriana, Justyny, Łucji , 26 września 2017

Analfabetami łatwiej rządzić?

2017-05-07 12:41:58, Autor: Alfred Siatecki | Kategorie: Miasto,

Pisanie i czytanie jest moim hobby, zawodem, pasją, urlopem, pracą, poniedziałkiem, niedzielą, chorobą, zdrowiem, kłótnią. Żeby nie wyliczać detalicznie: wszystkim. A przede wszystkim źródełkiem radości i irytacji. Szczególnie teraz, kiedy w telewizji dominuje jeśli nie bleblanie z pyskówką, to kłamstwo w żywe oczy albo powtórka. Mass media traktują mnie tak, jakbym był idiotą w najwyższym stopniu demencji.

Gdyby urzędnik ministerstwa zdrowia albo rolnictwa życzył powodzenia „maturzystą” 2017, pewnie nie zwróciłbym na to uwagi. Taki zapis znalazł się na urzędowej stronie Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. To kolejny dowód na to, że aktualnie rządzący mają nieoduczone kadry. Zresztą rządzący poprzednio byli tacy sami. W 2011 r. ten, który wtedy był głową polskiego państwa, pojechał do ambasady Japonii w Warszawie, gdzie w księdze kondolencyjnej napisał, że łączy się z narodem japońskim „w bulu i w nadzieji”. Wstyd! W tej sprawie jego następca nie jest lepszy. Nowy gospodarz Pałacu Prezydenckiego na swojej stronie tak pisał: „żądów i bochatersko”. Wstyd!

Pewnie do tego by nie doszło, gdyby wybrańcy narodu częściej zaglądali do książek. Nie tylko podczas tzw. narodowego czytania „Quo vadis”, „Pana Tadeusza”, „Lalki”, fragmencików Konstytucji 1997. Przy okazji: nigdy nie usłyszałem, co przeczytała ostatnio marszałek Polak, co wojewoda Dajczak, co prezydent Wójcicki, co prezydent Kubicki. Przypuszczam, że nie tylko podpisują pisma urzędowe, lecz i je czytają. I że czytają jeszcze coś. Że mówią, i to dużo na niemal każdy temat, wiem, bo czasem słucham Radia Zachód i oglądam TVP 3 Gorzów Wielkopolski. Czytanie – tę informację adresuję do urzędników − częściej pomaga niż szkodzi. Przede wszystkim kształtuje wyobraźnię, uczy nie tylko poprawnego posługiwania się językiem, ale i logicznego myślenia. Mówię o czytaniu książek, a nie zarządzeń, projektów ustaw czy uchwał i podobnych nakazów, których sensu bez słownika wyrazów trudnych nie da się zrozumieć.

Nie od jesieni 2015 r., kiedy nowi przejęli władzę w kraju, karleje czytelnictwo, mimo że na maturze pozostał egzamin z języka polskiego. Mam na myśli nie tylko czytelnictwo lektur i nowych książek. W zeszłym roku tylko 46 procent Polaków przyznało się do tego, że przeczytało tekst dłuższy niż trzy strony. Reszta wcale albo ogłoszenie przed marketem o promocji. A jeśli idzie o literaturę współczesną to największe zainteresowanie czytelników było nie kryminałami, nie książkami historycznymi, nawet nie religijnymi i nie z patriotyzmem. Największe zainteresowanie czytelników było powieścią erotyczną Angielki „Pięćdziesiąt twarzy Greya”. Jej autorka Erika Mittchell do tego stopnia wstydzi się swego dzieła, że ukryła się pod E. L. James. Badacze rynku czytelniczego podają, że w 2016 r. zaledwie 1 proc. Polaków, do których ja się zaliczam, kupiło więcej niż 12 książek. 66 procent nie kupiło żadnej.

Ta ostatnia informacja mnie nie zaskakuje. Ludzie nie kupują, ponieważ w miastach i gminach jest kilka razy więcej aptek, oddziałów banków i biur nieruchomości niż księgarni. Tak w gazetach codziennych, jak i pozostałych mass mediach, łącznie z utrzymującymi się obowiązkowego abonamentu, częściej się rozmawia o proszku do prania, cieniu do oczu, pastylce na potencję. Proszę nie sądzić, że jestem aż tak naiwny i wierzę w to, o czym mówią dziennikarze. Że gdyby dziennikarze zachęcali do czytania, to ludzie by czytali. Kiedyś nawet napisałem, że dziennikarze także nie czytają. Czekałem, kto się odezwie. Cisza.

Bibliotekarze też są na bakier z nowościami. Ci, z którymi rozmawiałem o książkach, bronią się brakiem pieniędzy na zakup nowości. Ci, których słuchałem, uważają, że skończyła się era bibliotek jako wypożyczalni. Ich zdaniem w ogóle koniec słów na papierze jest bliski. Teraz mają się liczyć słowa, jak starała się mnie przekonać bibliotekarka, na nowoczesnych nośnikach treści. Obecnie biblioteka musi być magazynem wiedzy, orzekł jej zwierzchnik. Musi, ale nie jest.

W sprawie rozwoju czytelnictwa największe zasługi mają ci, którzy od września 2017 r. nie mogą być patronami ulic, placów, szkół, bibliotek. Czyli – ci, którzy nauczyli Polaków pisać i czytać w latach powojennych. Zarządzający od 1989 r. nie chwalą się, bo nie mają czym. Nie chwalą się ci, którzy teraz rządzą, ani nie chwalili się ci, którzy byli przed nimi. Może ich następcy.

Ps.

8 maja zaczyna się czternasty Tydzień Bibliotek. W tym roku pod hasłem Biblioteka. Oczywiście. Będą akademie. Bibliotekarze dostaną odznaczenia, nagrody, listy pochwalne. Czy to oznacza, że więcej osób sięgnie po książki. Wątpię między innymi dlatego, że rządzący nie robią za wiele, aby ludzie chcieli czytać. W Polsce. Bo w Niemczech, Czechach, Francji, Rosji wcale nie jest tak źle z czytelnictwem jak w Polsce. U nas wszystko odbywa się wedle tego, co jest w tytule. Analfabetami łatwiej rządzić.

Wyszukaj w blogu: