W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Bogusława, Bronisława, Ilony , 18 sierpnia 2017

Gorzowianie najczęściej się rozwodzą

2017-07-28 14:52:27, Autor: Alfred Siatecki | Kategorie: Miasto,

W ponad 90-procentowej katolickiej, prawosławnej i ewangelickiej Rzeczypospolitej rozpada się co trzecie małżeństwo. W zeszłym roku rozwód otrzymało blisko 65 tys. par, wśród nich Isabel i Kazimierz Marcinkiewiczowie. To dużo więcej niż w 2015 roku. W 2015 było dużo więcej rozwodów niż w 2014. W 2014 więcej niż w 2013. I więcej niż w 2009, kiedy sąd po raz pierwszy rozwiódł premiera z Gorzowa. W 2000 r. – 42 tys. Dlaczego Polacy coraz częściej się rozwodzą? I czy tylko młodzi? Rodzimi badacze wymieniają co najmniej dziesięć przyczyn tego narastającego zjawiska. Jest wśród nich niezgodność charakterów, zdrada, problemy finansowe, konflikty w rodzinie, nadużywanie alkoholu, dłuższa nieobecność, problemy seksualne, malejąca dzietność. Wcale nie jest prawdą, że rzadziej rozpadają się związki sakramentalne, zawarte w kościele przed księdzem. Tak może było dawniej. Teraz to, gdzie został zawarty ślub, czy młodzi powtarzali „i ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże wszechmogący w Trójcy Jedyny i wszyscy święci”, nie ma większego wpływu na trwałość małżeństwa. John Gottman, badacz pracujący na Uniwersytecie Waszyngtońskim, twierdzi, że nie zdrada ani problemy finansowe są główną przyczyną rozwodów. Główną przyczyną rozwodów w Stanach Zjednoczonych jest brak zainteresowania problemami partnera i nieumiejętność opanowania się.

Ze statystyk wynika, że najczęściej rozwodzą się gorzowianie. Chodzi o mieszkańców miast powyżej 100 tys. W kraju wskaźnik rozwodów, czyli liczba rozwodów na 10 tys. mieszkańców, wynosi 21,2. W Gorzowie Wielkopolskim ten wskaźnik to 28,1. Pierwsze miejsce w kraju! Leżąca po sąsiedzku Zielona Góra jest w połowie stawki ze wskaźnikiem 22,3. W Szczecinie wskaźnik rozwodów wynosi 21,9, w Poznaniu – 21,4, we Wrocławiu – 20,8. Dlaczego Gorzów przoduje? Nigdzie nie znalazłem odpowiedzi. Może nikt nie badał tego zjawiska? Jeśli nikt nie zajął rozwodami po gorzowsku, to zadanie do odrobienia mają badacze z Akademii im. Jakuba z Paradyża. Ewentualnie w ramach pomocy sąsiedzkiej uczeni z Uniwersytetu Zielonogórskiego.

Moim zdaniem, obserwatora tego, co się dzieje na kuli ziemskiej, kończy się tradycyjny model małżeństwa. Dowodem na to jest coraz więcej związków bez kościelnego czy tylko urzędowego poświadczenia. Młodzi publicznie nie ślubują sobie miłości i wierności. Może robią to wtedy, kiedy są we dwoje. Może nie muszą wypowiadać tych słów. Może wystarczy zaufanie. Co dalej? Nie wiem.

Grupa moich bliskich znajomych i przyjaciół, z którymi najczęściej się spotykam, rozmawiam, plotkuję, narzekam, politykuję, to 18 osób. Wszyscy mniej więcej w moim wieku, czyli wykształceni w Polsce Ludowej, tam ożenieni i tam doświadczywszy ojcostwa/macierzyństwa. Wśród nich jedynie dwie pary trzymają się od pierwszego ślubu. Są dwie wdowy. Pozostali w większości mają za sobą rozwody albo żyją w związkach uważanych za nieformalne, które w latach mojej młodości określano jako życie na kartą rowerową.

Z moich obserwacji wynika, że Kościół katolicki też jest mniej rygorystyczny wobec nieudanych związków. Wprawdzie Kościół nie uznaje rozwodów, ale dopuszcza stwierdzenie nieważności małżeństwa. Musi to potwierdzić sąd kościelny, wskazując na przeszkody. Przeszkodą może być na przykład niemoc płciowa, przyjętych święceń, uprowadzenia, pokrewieństwa, brak minimalnej wiedzy o małżeństwie. Od niedawna rozwodnik ma szansę przystąpić do komunii świętej. Ma szansę, bo to zależy od decyzji księdza.

A tak przy okazji: zastanawia mnie, dlaczego osoby ze świecznika, mam na myśli aktorów i aktorki, piosenkarzy, poetów, dziennikarzy, malarzy, coraz częściej polityków rozstają się ze swoimi ślubnymi połówkami? I dlaczego, skoro złamali dane podczas ślubu słowa, się nie wstydzą? Dlaczego są usprawiedliwiane? Tylko pomyłka?

Ps. Jeszcze wczoraj miałem ochotę napisać o tym, jak odebrałem to, co się ostatnio stało w Rzeczypospolitej. I pewnie zrobiłbym to, gdyby nie wypowiedzi członków partii rządzącej, że nic się nie stało. Że i tak doprowadzą do tego, co sobie zaplanowali. Pomyślałem, że mój głos jest bez znaczenia, skoro oni i tak zrobią to, co sobie zaplanowali. Najbardziej zaciekawiła mnie wypowiedź lidera partii o dekoncentracji mediów. Nie rozumiem, co to oznacza.

Wyszukaj w blogu: