W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Arety, Marty, Marcina , 24 października 2017

Kolejna bolesna rocznica

2017-08-01 09:43:32, Autor: Leszek Sokołowski | Kategorie: Miasto,

Dziś mijają siedemdziesiąt trzy lata od najokrutniejszej zbrodni jaką zadali sobie Polacy. 1-go sierpnia 1944 r. wybuchło najtragiczniejsze dla mojego narodu w skutkach powstanie. Pochłonęło wg ostrożnych szacunków ok. 180 tysięcy ludzi z czego blisko 90 procent to ludność cywilna. Zginęli, bo decyzja o wybuchu podjęta została w ścisłym gronie kierownictwa Armii Krajowej. Nie oglądano się na zwierzchników cywilnych czyli prezydenta i rząd. Nie wzięto pod uwagę krytycznej, negatywnej i rozsądnej oceny wodza naczelnego. Los tysięcy Polaków zależał od przeświadczenia kilku osób, którymi kierowały emocje, a na wojnie nie one decydują o zwycięstwie. O wygranej decyduje chłodna kalkulacja zysków i strat. Triumf na wojnie odniesie nie ten co poległ, ale ten który doprowadzi do śmierci swojego wroga.

Wtedy życie Polaków zawierzono losowi, a wywołanie zbrojnego oporu podparto niepewnymi informacjami własnego wywiadu, mrzonkami o świetnym przygotowaniu żołnierzy. W większości młodych chłopców i dziewcząt wsłuchujących się z rumieńcem na twarzy w romantyczne opowieści o odwadze i bohaterstwie przodków. Życzeniowo potraktowano walkę z czołgami, gdyż będzie ona zadośćuczynieniem wobec pięciu lat straszliwej okupacji niemiecko - radzieckiej. Wreszcie próżność z jaką decydowano o losie tysięcy, a w konsekwencji milionów Polaków, którzy przecież po wojnie powinni żyć nie pozwala mi dziś obojętnie przechodzić do porządku dziennego. Gdy moi rówieśnicy z taką wewnętrzną dumą i przekonaniem o słuszności swoich racji wskazują na bohaterstwo tamtych dowódców i narzucają narrację o powstaniu, że nie można było inaczej to ja nie mogę zgodzić się na taką deliberację. Ilu Polska straciła swoich przyszłych inżynierów, matematyków, humanistów, lekarzy, literatów, poetów? Czy też ilu Polska straciła przyszłych rodziców, a co za tym idzie o ile naród zubożał przez jedną decyzję, która nawet nie broni się z punktu widzenia wojskowego? Nigdy nie poznamy odpowiedzi na te pytania.

Gdy rokrocznie jestem o 17-tej pod pomnikiem upamiętniającym Powstanie Warszawskie i patrzę na wyryte w kamieniu cztery nazwiska myślę sobie; z jakim bagażem odpowiedzialności odchodzili z tego świata ci, których nazwiskami chrzci się ulice w polskich miastach. Czy kiedykolwiek czuli jak wiele krzywdy, cierpienia i bólu przysporzyli Polakom ?

Odwoływanie się dziś do historii, którą tak boleśnie przeżywamy każdego 1-go sierpnia jest dziś niezwykle ważne i nabiera zupełnie nowego znaczenia. Otóż kolejna hekatomba w postaci wojny spowoduje, że MY, Polacy jej nie przeżyjemy jako naród. Biologiczna eksterminacja całej nacji stanie się faktem. W dwudziestym pierwszym wieku, gdy tylko nieliczni chcą patrzyć na wojnę jako na najgorsze z możliwych rozwiązanie zapominamy o tym, że najstraszniejszy z konfliktów zbrojnych jeśli potrwałby dwa, trzy lata dłużej wymazałby z map nie tylko Polskę, ale i Polaków. Niespotykane na skalę światową wynaradawianie było codziennością, a czynienie z faktu masowej egzekucji narodu polskiego jaka miała miejsce w 1944 r. czynu bohaterskiego mogę porównać jedynie ze świadomą konfabulacją.

Pochylam się o oddaję hołd żołnierzom Armii Krajowej i innych formacji, harcerzom i cywilom. Nie przebaczę jednak nigdy zbrodni dokonanej na własnym narodzie dowódcom. To oni ponoszą pełną odpowiedzialność za to co spotkało ich rodaków w Warszawie i w całym kraju. Dowódca zawsze musi wiedzieć więcej i lepiej. Przewidywać i działać – przede wszystkim – pragmatycznie. 

Ci, którzy przeżyli gehennę kanałów, bombardowanych szpitali, podpalanych i niszczonych domów mogą odpowiedzieć współczesnemu pokoleniu jakie towarzyszyły im emocje i czego życzyli tym, którzy do tego doprowadzili. Próżno jednak szukać dziś w konserwatywnych, ale także liberalnych mediach przepełnionych goryczą i bólem relacji zwykłych warszawiaków.

Żyjemy w niepodległej Polsce, możemy cieszyć się wolnością i czerpać radość z pięknej i tętniącej życiem ojczyzny. To od nas – współczesnych dorosłych – zależy z jaką dozą odpowiedzialności przekażemy swoim dzieciom wiedzę na temat historii własnego państwa i narodu. Będzie ona romantyczną, osadzoną na reducie i wypełnioną frazesami gębą posyłającą na pewną śmierć młodych Polaków czy zgoła inna. Bez emocji i rozdętych policzków od pięknych oratoryjnych ballad o niezwyciężonych „chłopcach z butelkami z benzyną rzucających się na czołgi”. Musi być prawdziwa.

Bohaterem nie jest ten, który umiera, ale ten który żyje i walczy... każdego dnia.

Wyszukaj w blogu: