W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Arety, Marty, Marcina , 24 października 2017

Duzi chłopcy w krótkich majtkach

2017-08-09 23:32:01, Autor: Leszek Sokołowski | Kategorie: Miasto,

Sezon urlopowy sprzyja poznawaniu nowych miejsc, a jeśli do tego jest się szczęściarzem i poznaje się świat w towarzystwie swoich dzieci, to oglądanie otaczającej rzeczywistości przynosi zdumiewające refleksje. W Drezdenku poczułem klimat lat dziecięcych, gdy wylądowaliśmy w ogrodzie jordanowskim stworzonym na potrzeby tamtejszej dziatwy. Przebudowany, wzbogacony i co najważniejsze urozmaicony atrakcjami dla dzieci w każdym wieku zrobił na mnie niesamowite wrażenie. Podzieliłem się swoim przeżyciem na portalu społecznościowym i ze zdumieniem jedną z odpowiedzi była ta, która wprawiła mnie w konsternację. Przytoczę w oryginale i pozostawię komentarz w domyśle: Pamiętam jak proponowałem żeby powstał plac zabaw dla dzieci na placu Górczyńskim obok fontanny. Ile hejtu się na mnie wylało. Dzisiaj choć malutki jest najbardziej obleganym placem w mieście. W poniedziałek odwiedziłem Nową Sól. Urocze miasteczko będące niegdyś polską stolicą producentów krasnali dziś zdaje się zadawać kłam „dobrej zmianie” udowadniając na każdej ulicy, że wykorzystanie szansy jaką daje UE jest niemalże wzorcowe. Czysto, schludnie i atrakcyjnie powoduje, że odważni i dalekowzroczni rajcy z prezydentem pomyśleli o następnych pokoleniach. I nie chodzi tylko o rozwój gospodarczy, ale dbałość o najmłodsze pokolenie. Powstał park z wszelkiej maści atrakcjami dla dzieci, młodzieży, rodziców i dziadków. Mini zoo ze sztucznym jeziorem i ścieżka edukacyjna z postaciami z bajek, zwierzętami i prehistorycznymi gadami. Wszystko w przystępnych cenach jak na polskie warunki, a samo zwiedzanie i korzystanie jest za darmo. Pojechałem, żeby zobaczyć, że na południu lubuskiego można pomyśleć o dzieciach. I dziś byłem w naszym Central Parku czyli Parku „Wiosny Ludów”. Oprócz najbardziej atrakcyjnych ze wszystkich lokalizacji nie miał nasz park do zaoferowania dzieciom kompletnie nic. Jeszcze dawniej był plac zabaw z rzędem huśtawek i piaskownica, w której strach było dziecko puścić, bo nieogrodzone groziło gronkowcem. Była zjeżdżalnia – całkiem fajna i kilka ławek. Teraz zostały tylko ławki.

I tak te trzy miejsca odwiedzone w ciągu tygodnia doprowadzają mnie do prostej konkluzji. Ci, którzy za to odpowiadają to nie wiedzą/nie pamiętają/jest im wszystko jedno lub po prostu brakuje im empatii. Nie wiedzieć czemu tak ważna dla każdej rewitalizacji miasta odbudowa relacji mieszkaniec – miejsce zamieszkania została wprost zaniechana. Nie dostrzega się tego, że od co najmniej kilku lat znów mamy wyższy wzrost urodzeń. W Gorzowie ta tendencja jest jeszcze bardziej optymistyczna, bo mamy do czynienia z krajową imigracją. Za chwilę baby boom „dotknie” także młodych gorzowian. My mamy nieistniejący plac zabaw w Parku Róż, kilka huśtawek w parku Kopernika i „malutki” plac zabaw w Parku Górczyńskim. Jeśli przeoczyłem jakieś atrakcje dla najmłodszych to nieświadomie.

Zaraz odezwą głosy, że jest plan, w którym te place zabaw i parki zostaną przebudowane wzorem koncepcji „kwadratu”, ale biorąc pod uwagę tempo realizacji inwestycji w moim Gorzowie, to mogę śmiało zaryzykować tezę, że mogą one nie powstać w ogóle.

Dlatego nie zaryzykuję i postawię tezę, że Gorzów przypomina trochę aglomerację z filmu „Poszukiwany/Poszukiwana”, gdzie „wieczny Dyrektor” ciągle coś planuje, przestawia, „a w ogóle to z zawodu jest...dyrektorem (nieodżałowany w tej roli Jerzy Dobrowolski). W Gorzowie mamy co dwa tygodnie wielką konferencję, gdzie makiety, prezentacje i projekty zastępują syntetyczną pracę, która ma przynosić mieszkańcom (w tym mnie i mojej rodzinie) ulgę m.in. w sezonie urlopowym. W kontekście remontu placu zabaw w Parku Róż to należałoby zaproponować jakąś specjalną nagrodę pomysłodawcy prowadzenia inwestycji w wakacje, gdzie właśnie w lipcu i sierpniu dzieci jest na dworze najwięcej. Młodzi taką sytuację określiliby face palm, a ja po prostu pokiwałem głową. Drugim jakże jaskrawym przykładem niezrozumienia, bo o złą wolę nie posądzam jest budowa boisk treningowych przy Olimpijskiej. W czasie wielkiego rżnięcia w całej Polsce przeprowadzono również wycinkę drzew przy stadionie. W słusznej i potrzebnej sprawie, bo boiska będą służyć dzieciakom przez cały rok. Inwestycja przygotowana wiosną nie ruszyła. Minął lipiec i mija powoli sierpień, czyli miesiące w których koparki miały pracować pełną mocą, bo to okres wakacyjny i dzieciaki na obozach sportowych trenują poza Gorzowem. Żadne znaki nie wskazują na to, że obiekty powstaną przed zimą podczas której trenująca młodzież będzie jeździć do Międzyrzecza i Barlinka lub korzystać z „orlików” choć te obiekty do profesjonalnego treningu nie nadają się w ogóle.

To jedynie ułamek tego co można napisać o „krótkich spodenkach” w kontekście odpowiedzialności. Wkrótce odbędzie się plebiscyt, a to zdeterminuje do oddawania czegokolwiek, żeby pokazać album dokonań w „Wiadomościach Samorządowych”, ale dzieci rosną i pozostaje tylko rodzicom tłumaczyć się, że w Parku Róż to tylko kaczki w stawie mają się dobrze, bo z chlebem przychodzi ojciec ze swoimi córkami.

 

Wyszukaj w blogu: