W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Bogusława, Bronisława, Ilony , 18 sierpnia 2017

Rządzący udają Greka

2017-08-11 18:27:22, Autor: Alfred Siatecki | Kategorie: Miasto,

Jeszcze jako student mogłem zostać w Niemczech Zachodnich. Miałem być potrzebny na uniwersytecie w Stuttgarcie, pewnie więc nie miałbym źle. Nie zostałem. Było tak. Któregoś dnia mój opiekun pokazał zaproszenie na konferencję, napisane nie po niemiecku i nie po angielsku. Profesor, który dał mu to zaproszenie, uważał, że jest ono po rosyjsku, ale nie miał pewności. Opiekun pokazał mi to zaproszenie z pytaniem, czy to może po rosyjsku i skoro po rosyjsku, to czego dotyczy. Stwierdziłem, że zaproszenie przyszło z uniwersytetu w Kijowie i po ukraińsku cyrylicą. Bez zgadywania nawet powiedziałem, gdzie i kiedy będzie ta konferencja. Zaskoczony tym mój opiekun natychmiast poszedł do profesora. Kilkanaście minut później i ja byłem w gabinecie profesora i już bardziej szczegółowo mówiłem, czego dotyczy konferencja, kto wygłosi referaty i że Ukraińcy byliby zadowoleni, gdyby w niej uczestniczyli uczeni z Niemiec. Zaskoczony tym profesor zapytał, czy znam ukraiński. Wyjaśniłem, że na maturze jako język obcy miałem rosyjski, a ukraiński i rosyjski to jak brat i siostra. Opiekun zażartował, że pewnie nie miałbym problemu z czeskim. Przytaknąłem i dodałem, że nie miałbym problemu także z białoruskim i słowackim, chorwackim, serbskim, chociaż nigdy nie uczyłem się tych języków. Sądziłem, że na tym się skończy moja przygoda jako poligloty, a moja przygoda dopiero się zaczęła. Był to czas, kiedy najpierw ówczesny Związek Radziecki, po nim Gomułkowa Polska nawiązała stosunki z Niemcami Zachodnimi na szczeblu ambasadorów. Zaczęła się pierwsza odwilż, oznaczająca normalizację stosunków z radzieckimi i Polakami. Najczęściej przekładałem z rosyjskiego na niemiecki. Ukraiński czy czeski rzadko się zdarzał. Robiłem to za darmo. Kiedy szykowałem się do powrotu do Polski mój opiekun zapytał, czy na pewno chcę wracać. Mogę zostać na uniwersytecie jako ten, który będzie do spraw kontaktów z językami słowiańskimi. Nic z tego, Jürgen. Za żadne pieniądze. Wracam do ojca, do brata, do siostry. I wróciłem. A kolega, który dostał stypendium w Szwajcarii, nie wrócił. Nie z powodu znajomości języków słowiańskich. Nie wrócił, ponieważ poznał dziewczynę i się z nią ożenił.

Wspominam o tym dlatego, że rządzący Rzeczpospolitą tu i teraz nie mają ochoty przyjąć uchodźców, mimo że ich poprzednicy takie zobowiązanie podjęli. Nie sądzę, żeby to było zgodne z prawem międzynarodowym. Chodzi mi o to, że przyjęcie kilku tysięcy obcych, uciekających przed wojną ludzi i danie im schronienia to żaden problem. Tym bardziej że właściciele firm załamują ręce. Mimo bezrobocia w Polsce brakuje ludzi chętnych do pracy. Nawet te tysiące Ukraińców, które od rana do nocy harują u niemal każdego ogrodnika, są na każdej budowie, w każdej rzeźni, w restauracjach, kuchniach, sklepach, filharmoniach, uczą angielskiego, pracują jako pielęgniarki i salowe, nie są w stanie zająć wszystkich wolnych stanowisk. Być może braki mogliby uzupełnić uchodźcy.

Poprzednie Rzeczypospolite były przyjazne dla uchodźców, głównie pochodzenia żydowskiego. Po drugiej wojnie światowej, kiedy bardziej przyjazny dla Żydów okazał się Izrael, ubożuchna Polska przyjęła uchodźców z greckiej Macedonii. Tam trwała wojna domowa. Po przegranej 14 tys. Greków znalazło schronienie w Polsce. Niemal wszyscy tu zostali, ucząc się naszego języka i pracując. Kilku poznałem osobiście. Znakomity pisarz Nikos Chadzinikolau, absolwent poznańskiej polonistyki, był moim związkowym kolegą, autorem blisko setki powieści i tomików poezji. Przełożył na polski „Greka Zorbę”, „Aforyzmy Greków”, „Mity greckie”, „Antygonę”, „Elektrę”, „Iliadę”. Na grecki tłumaczył utwory Szymborskiej i Miłosza. Większość naszych Greków osiągnęła znaczące sukcesy, zaznaczając się w polskiej kulturze, medycynie, nauce. Poza wspomnianym Chadzinikolauem korzenie greckie mają m.in. popularna piosenkarka Eleni, tenor operowy Paulos Raptis, artyści plastycy Telemach Pilitsidis, Michał Hrisulidis i Christos Mandzios, kardiolog Nikos Tavlas.

Mój kolega, wtedy nauczyciel w liceum w Lubsku, później wykładowca akademicki w Zielonej Górze, Mieczysław Wojecki najpierw napisał pracę doktorską na temat Greków w Polsce, a potem stał się najlepszym znawcą spraw greckich w Polsce.

Sporo uchodźców osiedliło się w Zielonej Górze i okolicznych miejscowościach. Kilkunastu pracowało w Zastalu. Oni to utworzyli stowarzyszenie społeczno-kulturalne, które 1983 r. dało początek Towarzystwu Przyjaźni Polsko-Greckiej. Zarząd główny stowarzyszenia znajdował się w Zielonej Górze, a oddziały w Łodzi, Wrocławiu, Szczecinie, Warszawie.

Przyjęcie uchodźców niewiele kosztuje. Jeżeli nie wszyscy zostaną w Polsce, to przecież nic się nie stanie. A może jednak zostaną?

Wyszukaj w blogu: