W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Filipa, Halki, Melanii , 22 października 2017

Jakoś mnie to nie dziwi

2017-10-04 20:50:52, Autor: Jerzy Kułaczkowski | Kategorie: Miasto,

Odbyła się sesja Rady Miasta, nadzwyczajna, co oznacza, że zwołana na wniosek grupy radnych w związku z tym, że dzieje się coś, co nie było wcześniej przewidziane w planach pracy Rady. Można domniemywać, że tym razem radnych zainteresowała, a może nawet zaniepokoiła sprawa budowy, tak potrzebnej w naszym mieście hali sportowej, która ma wypełniać także funkcje widowiskowe.

Temat ten interesuje wielu gorzowian, którzy zaczynają powoli mieć dosyć pustych obietnic polityków, z których nie wynikają żadne konkretne działania. O hali w Gorzowie się wiele mówi, ale póki co, tylko mówi. Sam dobrze pamiętam jak rozentuzjazmowany (bo działo się to w przerwie meczu gorzowskich koszykarek o tytuł mistrza Polski) prezydent Jędrzejczak deklarował natychmiastową budową hali, w której mogłyby się odbywać europejskie rozgrywki. Tylko, że poza wykonaniem ulubionych przez ówczesnego prezydenta makietek hali, niewiele się wydarzyło. Było to o tyle dziwne, iż prezydent Jędrzejczak niejednokrotnie pokazał swą skuteczność w działaniu, żeby wymienić tylko Słowiankę, nadwarciańskie bulwary, czy nowy układ dróg w mieście. Niestety hala dołączyła do całkiem sporej listy niezrealizowanych przez Tadeusza Jędrzejczaka projektów, które mogłyby stanowić poważny impuls prorozwojowy dla Gorzowa.

Kiedy więc gorzowska hala znalazła się na poczesnym miejscu w planie inwestycyjnym ogłoszonym przez prezydenta Jacka Wójcickiego wydawało się, że wreszcie zacznie się ona materializować. Odniosłem wrażenie, iż dla nowego prezydenta stanowi ona absolutny priorytet, bo wybudowanie hali stanowić będzie jego osobisty sukces, dzięki któremu na zawsze zapisze się złotymi zgłoskami w historii miasta, tak jak to się stało z Tadeuszem Jędrzejczakiem dzięki Słowiance.

Tym razem sesja nie była transmitowana w Internecie, a więc gorzowianie nie mogli śledzić jej przebiegu na żywo. Relacje prasowe, czy opinie i informacje zbierane od uczestników sesji na pewno nie oddają w pełni tego co działo się w gorzowskiej przystani wioślarskiej. Dla mnie dosyć jednoznaczną oceną dorobku tej sesji była odpowiedź jednego z radnych, który zapytany „co tam na sesji” powiedział że „się odbyła”. Próbowałem więc coś wyczytać z uchwalonego przez radnych stanowiska w tej sprawie. Niestety, poza apelami i oczywistymi stwierdzeniami niewiele można się z niego dowiedzieć. Na FB znalazła się wypowiedź jednego z radnych, który nie ukrywa swego zdegustowania przebiegiem dyskusji na ostatniej sesji oraz wzywa do ”jednogłośnej walki o wybudowanie hali w naszym Gorzowie” jednocześnie podając przykład nieodległej Zielonej Góry, która jak wiadomo już od dawna ma swoją piękną halę, a teraz zabiera się za budowę kolejnych.

Wszystko to budzi niepokój o losy tej sztandarowej dla naszego miasta inwestycji.

Jak wiadomo rolę realizatora tego projektu powierzono miejskiej spółce Słowianka. Być może wynika to z chęci powtórzenia sukcesu, jakim było wybudowanie znakomitego kompleksu sportowego i wykorzystania zdobytych przy tej inwestycji doświadczeń. Tyle tylko, że twórców tego sukcesu przy realizacji projektu hali trudno się doszukać.  Z oczywistych i zrozumiałych powodów nie ma „ojca” słowiankowego sukcesu, czyli prezydenta Jędrzejczaka, który po prostu przegrał wybory. W pracach projektowo-studyjnych nie ma znakomitej firmy architektonicznej z Wrocławia, autora funkcjonalnego projektu, dzięki któremu możemy podziwiać piękno słowiankowych obiektów. Nie ma głównego wykonawcy Słowianki, bo firma pana Ryszarda Marciniaka znikła z rynku wykonawczego. Nie ma też inżynierów z Invest – Budu, którzy skrupulatnie i skutecznie nadzorowali proces wykonawczy, dzięki czemu Słowianka została wybudowana bezusterkowo, a po kilkunastu latach działa bez większych awarii. Nie ma nawet Marka Sancewicza, który towarzyszył budowie Słowianki od położenia kamienia węgielnego jako specjalny pełnomocnik prezydenta zdobywając dzięki temu nieocenione doświadczenie, a który musiał ze Słowianki odejść bo uznano go za człowieka Jędrzejczaka.

Czy więc zarząd Słowianki temu trudnemu, nie ma co ukrywać, zadaniu jest w stanie podołać. Pewnie tak, bo przecież nie święci garnki lepią.  Wszystko zależy od tego czy do realizacji tego projektu zostaną wybrani odpowiedni ludzie, kompetentni, sprawni, doświadczeni. Wyżej przeze mnie wymienieni nie są na pewno jedynymi fachowcami w sprawach inwestycyjnych, ale trzeba ich wyszukać, sformułować oczekiwania i zadania, pilnować realizacji. To tak wiele i tak niewiele.

Jednak zasadniczym warunkiem dla powodzenia zamiarów inwestycyjnych zawsze są pieniądze. To  już nie jest zadanie dla Słowianki, ale dla władz miasta. Pomysł na dziś oparty jest na tym, że budowa hali zostanie w poważnej części sfinansowana ze środków zewnętrznych, a konkretnie z budżetu ministerstwa sportu. Pierwszy krok w tym względzie został zrobiony, bo gorzowską halę udało się wpisać na listę obiektów sportowych o strategicznym znaczeniu dla sportu w naszym kraju.  Takim inwestycjom przysługuje prawo do ubiegania się o dofinansowanie z budżetu państwa w wysokości 50 procent wartości inwestycji. Ale to jeszcze nie oznacza, że te środki zostały już przyznane dla gorzowskiego samorządu, choć niektórzy skłoni są traktować swoje nadzieje i oczekiwania traktować jako coś już zdecydowanego i dokonanego.  A ostatnie decyzje rządowe odrzucające gorzowskie aplikacje o środki na willę Jaehnego i szkoły muzyczne pokazują jak kruche i wątpliwe są tego rodzaju nadzieje i kalkulacje, tym bardziej że w grę będą wchodzić także kwestie polityczne, bo przecież czeka nas rok wyborczy.

Pani prezes Słowianki poinformowała radnych, że z jej wiedzy wynika, że hala nie będzie w stanie zarobić na siebie. Ta wiedza nie została poparta rzetelnym biznesplanem uwzględniającym wszystkie koszty funkcjonowania oraz potencjalne przychody, co pozwoliłoby określić poziom straty, jaką będzie generować gorzowska hala. To poważny mankament całego projektu pod kryptonimem „Hala w Gorzowie”, od sporządzenia biznesplanu należałoby zacząć wszystkie działania, choćby po to, by radni przed podjęciem decyzji mieli pełną świadomość za czym będą w niedalekiej przyszłości głosować.

Nie jest jasne, z jakich środków miasto zamierza sfinansować tę drugą połowę wartości inwestycji, bo jeżeli z kredytu to oznacza kolejne obciążenie dla miejskiego budżetu, który będzie także musiał pokryć deficyt generowany przez halę.

Fakt ten rodzi także zasadniczą wątpliwość dotyczącą zamiaru powierzenia Słowiance nie tylko zadania wybudowania hali, ale także jej przyszłego użytkowania. Dla miejskiej spółki, która jeszcze nigdy nie osiągnęła pozytywnego wyniku bilansowego będzie to dodatkowe obciążenie pogłębiające coroczną stratę. Warto przemyśleć sens tego pomysłu.

Jest też wiele wątpliwości zgłaszanych wobec programu funkcjonalno - użytkowego hali, tutaj konieczne byłyby opinie i wnioski zainteresowanych, czyli reprezentantów sportów halowych, którzy najlepiej wiedzą czego im trzeba, a którzy się żalą, że nikt ich dotąd nie zapytał o zdanie.

Z tego wszystkiego wynika, że im dalej w las tym więcej wątpliwości, nadal jesteśmy z budową hali w polu. Sesja rady zamiast te wątpliwości rozwiać, raczej je pogłębiła. Wszystko to sprawia, że trudno o optymizm i nadzieję na szybkie spełnienie marzeń gorzowian o hali na miarę XXI wieku. 

Wyszukaj w blogu: