W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Filipa, Halki, Melanii , 22 października 2017

Przenieśli nam stolicę

2017-10-08 18:46:39, Autor: Robert Gorbat | Kategorie: Sport, Miasto,

Od sobotniego popołudnia stolicą lubuskiej siatkówki jest… Sulęcin. Nie Gorzów, szczycący się w niezbyt odległej przeszłości Pucharem Polski, srebrnym i brązowym medalami mistrzostw kraju oraz występami w europejskich pucharach. Nie Międzyrzecz, dysponujący znaczącym potencjałem gospodarczym. A właśnie malutki, zagubiony wśród lasów i jezior Sulęcin. Miasto, w którym siatkówka stała się sportem numer jeden. Prawie religią.

Po 12 latach od spadku z serii B pierwszej ligi Olimpia wróciła na zaplecze ekstraklasy. Zrobiła to z przytupem, przechodząc jak burza najpierw przez rozgrywki drugiego frontu, a potem przez kilkustopniowe baraże. Władze miasta i klubu – mimo początkowych obaw o budżet na nowe rozgrywki – stanęły na palcach, by nie zmarnować sportowego sukcesu. Siatkarzom powiedzieli ,,tak’’ najpierw sulęcińscy radni, a potem zacne grono sponsorów. I cud stał się faktem.

W sobotę, na inaugurację ligowych zmagań we własnej hali, sulęcinianie przegrali gładko 0:3 z bardzo mocnym KPS Siedlce. Mecz pokazał, że żółto-niebieskich czeka bardzo trudna walka o pozostanie w pierwszej lidze. Że przeskok do wyższej klasy rozgrywkowej będzie się wiązał z wieloma bolesnymi porażkami. Ale też udowodnił, iż drużyna może do końca sezonu liczyć na wsparcie całego miasta. Dlaczego? Już wyjaśniam.

Szefowie Olimpii wiedzą doskonale, że siłą ich zespołu są chłopcy stąd, z Sulęcina. Dlatego – mimo kilku niezbędnych wzmocnień przed rozpoczęciem rozgrywek – osią drużyny wciąż są wychowankowie: Damian Sławiak, Grzegorz Turek, Arkadiusz Romańczuk czy Patryk Zarębski. To głównie dla nich hala LO przy ul. Emilii Plater wypełniła się w sobotni wieczór nadkompletem publiczności. Ludzie przyszli zobaczyć, jak chłopcy, których znają od maleńkości z własnych ulic i podwórek radzą sobie w poważnej lidze. Przy okazji kupili masę klubowych gadżetów, sprzedawanych razem z biletami, a przed pierwszym gwizdkiem sędziego odśpiewali nowy hymn żółto-niebieskich. Było uroczyście, ale też głośno i radośnie. Widziałem wycierane ukradkiem łzy wzruszenia oraz uśmiechy na twarzach mimo porażki. Taka jest magia sportu i kibicowskiej miłości.

Na sulęcińskie święto z zazdrością patrzyły z trybun legendy gorzowskiego volleyballu: trener Jan Łojewski czy też pamiętający występy w ekstraklasie Andrzej Dworczanin i Krzysztof Kocik. Patrzyli i pewno nie mogli zrozumieć, dlaczego w północnej stolicy regionu siatkówka stała się sportem niechcianym. Dyscypliną, która całkowicie zniknęła ze sportowej mapy miasta i o której nikt nawet nie wspomina w kontekście budowy nowej hali sportowej. W kraju aktualnych mistrzów świata Gorzów stał się ewenementem: dysponując wciąż ogromnym potencjałem sportowym robi wszystko, by najpopularniejsza w kraju – po piłce nożnej – gra zespołowa została całkowicie zapomniana i wyrzucona poza margines społecznego życia.

Ktoś mi potrafi wyjaśnić, dlaczego?!

Robert Gorbat

Wyszukaj w blogu: