W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Filipa, Halki, Melanii , 22 października 2017

Dzień (nie)nauczyciela

2017-10-11 23:41:59, Autor: Leszek Sokołowski | Kategorie: Miasto,

Pracuję w zawodzie już kilkanaście lat i każdego dnia otrzymuję potwierdzenie, że moja grupa zawodowa pozwoli sobie wejść na głowę wszystkim bez żadnego wyjątku. Nie ma w niej heroizmu, odwagi, konsekwencji, determinacji i ostatnio nawet solidarności. Gdy absolwent studiów nauczycielskich trafiał niegdyś do szkoły (tak było ze mną) jego wyobrażenie o zawodzie konfrontowane z rzeczywistością nigdy nie przegrywało. Pomimo niskich zarobków, wytężonej – często ponad siły – pracy, ciągłego doskonalenia się i nieustających zmian, które tylko szkołę psuły, a nie ją reformowały to człowiek wstawał o szóstej (znacznie wcześniej), aby znaleźć się w miejscu, które było dla niego wyidealizowanym światem. Uczniowie ambitni (choć nie wszyscy), grzeczni (większość ancymonów), kulturalni (słowo na k skutecznie wypiera przecinek), a grono pedagogiczne uczynne i pomocne. I z taką właśnie głową w chmurach młody nauczyciel szedł do pracy, aby realizować misję niemożliwą.

Dziś belfer stracił tę swoją cechę wyjątkowości. Nieszanowany, biedny, bez prestiżu i perspektyw prekariusz. Stawiany do pionu przez rządzących, którzy w sposób bezwzględny nastawiają społeczeństwo przeciw niemu choć w Sejmie zasiada wielu absolwentów studiów pedagogicznych (zadziwiający jest ten oportunizm i nielojalność). Wykorzystywane są najniższe pobudki, aby wywołać zbiorową histerię narodu, gdy manipuluje się godzinami pracy, urlopem i zarobkami. Największa hipokryzja kryje się wtedy, gdy rzuca się w mediach liczbami o podwyżkach. Piętnaście procent w skali 3 lat. To dla nauczyciela z 10-letnim stażem mniej niż trzysta złotych na rękę. Po osiągnięciu wieku emerytalnego będzie taki mistrz dostawał 1540 PLN/netto. Rzeczywistość wyprzedza wyobraźnię.

Nowych w zawodzie nie ma. Dziś dla młodych misja czy powołanie to mit, który istnieje tylko w rodzinach tzw. nauczycielskich i wśród „świrów”, którzy jeszcze coś chcieliby, ale system zabija w nich to co przywiodło ich do szkoły – pasję. Nie łudźmy się, że nasze dzieci będą pracowały z młodymi marzycielami, bo ich nie ma i nie będzie (jeden na tysiąc?). Studia pedagogiczne kończy wielu, ale do szkoły nie trafia nikt lub prawie nikt. Stażysta ma tyle co jego kolega z podwórka w tydzień pracując w Berlinie czy trochę dalej na zachód. Kolejny stopień awansu to przynajmniej trzy lata płacy głodowej jeśli jeszcze ktokolwiek został w zawodzie. Mianowanie daje poczucie stabilizacji, ale w portfelu ciągle echo, więc trzeba pracować na dwie/trzy szkoły. Cieszy tylko jedno – sukces uczniów, bo to liczy się ciągle najbardziej.

Kodeks etyczny nauczyciela pełny jest zwrotów jakby wyciągniętych z jakiejś powieści science-fiction. Uczciwość, prawdomówność, cnota, sprawiedliwość i jeszcze kilka innych pięknych wartości, które konfrontując ze światem realnym nabierają zupełnie nowego znaczenia. I ten kodeks jest - mimo wszystko - naszą (nauczycieli) tarczą przed ciągłym traktowaniem grupy jak meble. Ochłapy rzucane przy okazji wyborów mają zamknąć gębę dziesiątkom tysięcy i spowodować, że wrzucą kartkę z zaznaczonym krzyżykiem przy nazwisku plującego przed chwilą w twarz decydenta. To nas obraża, ale nic z tym nikt nie robi. Nie ma nauczyciel obrońców, adwokatów wśród innych grup zawodowych, bo w dzienniku telewizyjnym trąbią na okrągło, że jesteśmy darmozjadami. I tak zostaliśmy jako grupa, ale przede wszystkim jako naród podzieleni.

Każda grupa społeczna (uczniowie, studenci, pracownicy, emeryci) i zawodowa (nauczyciele, lekarze, policjanci, etc...) zostali zantagonizowani. Wszyscy patrzą na siebie wilkiem z poczuciem krzywdy i rewanżyzmem. Lekcja przez władzę (nie tylko obecną, ale wszystkie inne) odrobiona wzorowo. Machiavelli byłby dumny wiedząc, że jego dzieło życia materializuje się w czystej postaci. Thomas Hobbes byłby wszak przerażony, że instynkty pierwotne obecne są w społeczeństwie ponowoczesnym. Dziś nawet przybierają na sile, bo polaryzacja społeczeństwa doprowadziła już do tak wielkich różnic, że próba odwrócenia tendencji wydaje się niemożliwa.

Wszystko to sprowadza nas do smutnego wniosku, którego możemy się jako Polacy wstydzić. Wznosimy mur podziału, który trudno będzie rozebrać. Tworzymy społeczeństwo konsumpcyjne pozbawione wrażliwości, a w konsekwencji nihilistyczne. Ludzie odpowiedzialni za kształt przyszłych pokoleń będą coraz bardziej spychani na margines (a na końcu sami wypchną się poza nawias społeczny) aż w końcu ziści się hiobowa przepowiednia Otto von Bismarcka: „Dajcie Polakom wolność i władzę, a sami się wykończą”. Ciągle mam jednak tę nadzieję, że „takie będą Rzeczypospolite jakie ich młodzieży chowanie”. Z poczuciem misji życiowej wstanę jutro o szóstej, a życzenia w dzień nauczyciela ciągle przyjmuję z niezmiennym marzeniem, że jutro będzie lepiej. Będzie?        

Wyszukaj w blogu: