W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Emilii, Julinana, Konstancji , 19 sierpnia 2019

Chrupanie słonecznika

2017-10-22 13:54:56, Autor: Robert Gorbat | Kategorie: Miasto,

Zobaczyłem już w swoim życiu setki meczów piłkarskich. Na setkach stadionów. W sobotnie popołudnie po raz pierwszy obserwowałem jednak spotkanie, podczas którego najgłośniejsze było… chrupanie słonecznika.

Taką atrakcję zafundował mnie i garstce funkcyjnych osób prowadzący rozgrywki trzeciej grupy III ligi LZPN w Zielonej Górze. Postanowił być pryncypialny i zamknął dla publiczności na trzy pojedynki stadion przy ul. Olimpijskiej w Gorzowie. Dlaczego? Bo podczas derbowego meczu z Falubazem fani niebiesko-białych odpalili kolorowe race i wznosili niecenzuralne okrzyki.

OK., złamali regulamin. Może nawet zasłużyli na karę. Ale tylko oni. Zamykając cały obiekt, LZPN postąpił zgodnie z zasadą: ,,Kowal zawinił, Cygana powiesili’’. Działacze z ,,Zielonki’’ ukarali Bogu ducha winnych, normalnych kibiców, trwających przy swojej drużynie na każdym szczeblu rozgrywek. Po prostu wyrzucili ich ze stadionu, a klubowi zabrali kilka ładnych tysięcy złotych przychodów ze sprzedaży biletów. Po co?! Nie wystarczyło zamknięcie jednego sektora, niech będzie nawet całej trybuny na przeciwległej prostej, gdzie zwykle lokuje się ,,młyn’’ stilonowców?! Swego czasu rodzima Ekstraklasa SA i UEFA właśnie w taki sposób przywoływały do porządku krewkich szalikowców w naszym kraju. Legia Warszawa nie mogła wpuszczać kiboli na osławioną ,,żyletę’’, a Lech Poznań na sektor za zachodnią bramką. I co? Wystarczyło! Prowadzące rozgrywki organy wyszły z zadymy z twarzą, winni zostali ukarani, normalni kibice mogli ponownie usiąść na swoich miejscach, a kluby nie były rujnowane finansowo. Tam się dało, tutaj nie…

Inna sprawa, że fani Stilonu i tak zobaczyli sobotni mecz z Ruchem Zdzieszowice, stojąc za siatką od północnej strony stadionu. Tym razem już nikomu nie przeszkadzało ich skandowanie: ,,H… z zakazami, Stilonku jesteśmy z wami’’. Delegat LZPN skwitował sprawę krótko: - Stoją poza terenem stadionu, nic mi do ich okrzyków. Jak złamią prawo, to niech interweniuje policja.

A sam mecz? Przejdzie do historii gorzowskiego futbolu. Po powrocie do domu zadałem żonie pytanie: ,,Jaki był wynik spotkania, w którym gospodarze zdobyli tylko jedną bramką, a goście cztery?’’. Małżonka odpowiedziała logicznie: ,,Oczywiście 4:1 dla przyjezdnych’’. Moja riposta ją zaskoczyła: ,,Wynik podałaś prawidłowo, tylko że 4:1 wygrał Stilon. Bo Ruch strzelił sobie trzy samobóje’’.

Cóż, takie historie się zdarzają. I nie tylko na lokalnym podwórku. W skali międzynarodowej największym pechowcem jest w ostatnich latach reprezentacja Szwajcarii. To jedyny zespół w historii piłkarskich mistrzostw świata, który podczas jednego turnieju nie przegrał żadnego meczu, ba – nie stracił żadnego gola! – a mimo to musiał przedwcześnie pojechać do domu. W 2006 r., podczas mundialu w Niemczech, Helweci bez żadnych strat przebrnęli fazę eliminacyjną, a w 1/8 finału przegrali po bezbramkowym pojedynku i serii rzutów karnych z Ukrainą. Zły los dopadł ich także we wciąż trwających kwalifikacjach do mistrzostw w Rosji. Wygrali dziewięć pierwszych spotkań w swojej grupie eliminacyjnej, by po porażce w ostatnim meczu z Portugalią zostać zepchniętymi do baraży. W tych przyjdzie się im zmierzyć z nieobliczalną Irlandią Północną. I wcale nie mają gwarancji, że pojadą na przyszłoroczne finały…

Wyszukaj w blogu: