W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Elżbiety, Katarzyny, Klemensa , 25 listopada 2017

Święto, które dzieli

2017-11-13 15:10:44, Autor: Jerzy Kułaczkowski | Kategorie: Miasto,

Tegoroczne obchody Święta Niepodległości za nami. O tyle ważne, że to 99 rocznica odzyskania przez Polaków niepodległości i przez to zapowiadające sposób uczczenia stu lat odrodzonego po zaborach państwa. Gdzie indziej (chciałoby się napisać w normalnych krajach, ale to by sugerowało, że Polska nie jest tak naprawdę normalnym krajem, choć jestem niedaleki od takiego przekonania) święta narodowe są okazją do wspólnych (podkreślam wspólnych) obchodów ważnych dla poszczególnych wspólnot narodowych rocznic, czy też innych okazji. U nas oczywiście wygląda to inaczej. W samej Warszawie w dniu 11 listopada zorganizowano bodaj dwanaście różnych pochodów i manifestacji. Pochody, kontrpochody, utarczki nie tylko słowne pomału stają się nową , niekoniecznie chlubną tradycją polskich świąt narodowych. Towarzyszą temu hasła i transparenty wyrażające treści na podstawie których uzasadnione stają się oskarżenia Polaków o faszyzm, nacjonalizm i obskurantyzm. Oczywiście natychmiast pojawia spór o ocenę przebiegu obchodów, jedni twierdzą, że przez Warszawę przemaszerowało 60 tysięcy nazistów, inni mówią o pięknej manifestacji prawdziwych patriotów i tak oto rodzą się nowe spory i tworzą się nowe podziały.

To właściwie nic dziwnego; bowiem od dłuższego już czasu na naszych oczach, za sprawą polityków rozpada się polska wspólnota narodowa. My Polacy, jesteśmy skrajnie podzieleni różnicą poglądów, stosunkiem do przeszłości i teraźniejszości, zdecydowanie różnie wyobrażamy sobie naszą przyszłość. Dziś politycy dzielą nas na obywateli lepszych i drugiego sortu, inaczej niż rząd myślącym odbiera się prawo do zajmowania stanowisk państwowych, a na tych którzy ośmielają się protestować przeciwko obecnej władzy nasyła się policje i rozmaite służby, których jakby coraz więcej.

To przypomina najgorsze czasy, nomenklaturę i nachalną propagandę telewizyjnego dziennika, jedynie słuszną linię i puste hasła niepotwierdzone rzeczywistością. To coraz mocniej pachnie peerelem w najgorszej postaci.

W niedzielny wieczór TVN zaprezentował bardzo interesującą dyskusję, w której postawiono tezę „jeden naród, dwa plemiona”. Uczestniczyli w niej profesorowie Łętowska, Bralczyk i Zybertowicz oraz ksiądz Boniecki. O ile przed programem za tezą zawartą w jego tytule opowiedziało się siedemdziesiąt kilka procent biorących udział w sondażu, o tyle po jego zakończeniu tezę tę poparło już około 83 procent telewidzów. Wiem oczywiście, że TVN to tuba „totalnej opozycji”, że jej właścicielami reprezentują kapitał amerykański (w domyśle żydowski), ale nie można jednak tymi krotochwilnymi stwierdzeniami deprecjonować w sumie porażających wniosków wynikających z telewizyjnej dyskusji.

Czy grozi nam więc wojna domowa? Na szczęście nic nie zapowiada „targania po szczękach”, ulicznych zamieszek, wszystko póki co mieści się w ramach demokracji. Ale lont już się tli, stopień determinacji jest coraz wyższy, o czym świadczy desperacki gest Piotra Szczęsnego, szarego obywatela niegodzącego się na łamanie reguł prawa. Milcząca większość Polaków deklarująca w sondażach czterdzieści kilka procent poparcia dla aktualnie rządzących może natychmiast zmienić swoje sympatie przy najmniejszych przejawach gospodarczych problemów i zmniejszeniu socjalnego wsparcia. Sondażowe sympatie dla PiS oparte są bowiem na bardzo nikłych podstawach, a rządzenie bez wsparcia elit intelektualnych i artystycznych źle wróży.

Dziś nie możemy się porozumieć w najbardziej fundamentalnych sprawach, różnie pojmujemy patriotyzm, wolność, inaczej wyobrażamy sobie demokrację, ład ustrojowy. To są sprawy, które powinny łączyć  nas wszystkich, tymczasem bodajże jedynym momentem, w którym Polacy są razem jest mecz piłkarskiej reprezentacji, gdzie hymn, flaga narodowa, poczucie dumy z bycia Polakami stają się oczywiste, a ich wartość  niepodważalna. Tylko co to będzie gdy Lewandowski i spółka zaczną przegrywać?

I na koniec słowa mojego ulubionego Mistrza Ildefonsa, które doskonale oddają stan uczuć, jak sądzę, wielu Rodaków:

„Patrz Kościuszko, na nas z nieba!

raz Polak skandował

i popatrzył nań Kościuszko,

i się zwymiotował.”

Wyszukaj w blogu: