W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Hanny, Klementyny, Łukasza , 18 października 2019

Niechciane mogiły

2017-11-17 18:06:27, Autor: Alfred Siatecki | Kategorie: Miasto,

Mieszkająca w Berlinie pisarka książek obyczajowych, dla młodzieży, jednak najbardziej znana jako autorka powieści kryminalnych, Elisabeth Herrmann, kolejny raz spotkała się ze swoimi czytelnikami w Zielonej Górze. Pisarka powtórzyła, że polubiła mieszkańców i miasto i dlatego chętnie przyjeżdża do miasta rozłożonego na wzgórzach. Przypomniałem sobie, że coś podobnego o Gorzowie powiedziała Karin Wolf, zasłużona dla literatury tłumaczka z polskiego na niemiecki między innymi Iwaszkiewicza, Gombrowicza, Słonimskiego, utworów gorzowianina Edwarda Dębickiego i jego syna Manuela. Zresztą kiedy przed laty rozmawiałem z nią we Frankfurcie, dodała, że podoba jej się nie tylko Gorzów, bo i dobrze czuje się w Słubicach. Przez wiele lat mieszkała w Warszawie, gdzie angażowała się w Solidarności.

Czwartkowe (16 listopada) spotkanie zielonogórskich czytelników z Elisabeth Herrmann zainaugurowało siódmą edycję festiwalu literackiego Proza Poetów im. Anny Tokarskiej. W ubiegłym roku również autorzy kryminałów rozpoczęli ciągnący się przez dwa tygodnie łańcuszek. Wtedy najpierw lubuscy autorzy wyjaśniali, dlaczego historia regionu stała się kopalnią pomysłów wykorzystywanych w ich utworach, później Katarzyna Bonda, nazywana królową polskiego kryminału, odpowiadała na pytania moderatora i czytelników. Sala Dębowa biblioteki Norwida okazała się tak samo za ciasna, jak to było przy ks. Twardowskim, prof. Bralczyku. W tym roku sala jest w remoncie, dlatego inauguracja festiwalu odbyła się w hallu, notabene wyjątkowo nieakustycznym, a do tego przez który każdy, kto wychodzi z gmachu, musi się przedostać. Podobno do końca grudnia budowlańcy przerobią Salę Dębową na widowiskową, nowoczesną, zachwycającą. Dyrekcja nada jej imię patrona (ma nim być jeden z niedawno zmarłych poetów). Prowadziłem to spotkanie z niemiecką pisarką, dlatego uważam, że mam prawo powiedzieć, że hall jej popsuł. To była pierwsza uwaga. Druga dotyczy doboru autorki na inaugurację. Pomimo tego że Herrmann jest uważana za nieoficjalną królową kryminału niemieckiego, hall nie był aż tak wypełniony publicznością jak Sala Dębowa w zeszłym roku. Pewnie dlatego, że współczesna literatura niemiecka nie cieszy się w Polsce takim zainteresowaniem jak na przykład twórczość autorów skandynawskich.

Niech żałują ci, którzy w czwartek wieczorem nie przyszli do Norwida. Elisabeth Herrmann to na pewno ekstraklasa niemieckiej literatury popularnej. Przyznanie jej tytułu królowej niemieckiego kryminału uważam za przedwczesne. (Ten tytuł przyznałbym Charlotte Link.) Herrmann na pewno jest księżniczką niemieckiego kryminału i pierwszą pretendentką do tronu królowej. Berlinianka ma swoim dorobku 12 powieści wydanych drukiem, scenariusze filmowe i słuchowiska. Poza pracą twórczą prowadzi zajęcia ze studentami. Jej debiutancka powieść „Das Kindermädchen” (pol. „Opiekunka do dzieci”) przekroczyła 100 tys. egzemplarzy tylko w Niemczech i została uznana za jedną z powieści roku. Książki Herrmann czytają w krajach niemieckojęzycznych, co zrozumiałe, ale i np. w Australli, Chorwacji, Wielkiej Brytanii, Stanach Zjednoczonych. W Polsce ukazały się dotąd jej trzy powieści. W przygotowaniu wydawniczym jest „Versunkene Gräber”, co można przetłumaczyć jako „Zapadnięte groby”. Fragment tej powieści w przekładzie zielonogórzanki Barbary Krzeszewskiej-Zmyślony, w interpretacji Andrzeja Nowaka był ozdobą inauguracji festiwalu. Główna akcja powieści dzieje się w Niemczech. Spore jest części obejmują Poznań i Zieloną Górę. W Zielonej Górze odbywa się rozmowa między właścicielem zabytkowej piwnicy winiarskiej i mecenasem Joachimem Vernauem. Pisarka przyznała się, że zbierając materiały do tej powieści, wpadła do podzielonogórskiego Górzykowa, gdzie znajduje się rodzinna winnica Krojcigów i gdzie kosztowała wino. Smakowało. W powieści jest o walorach lubuskiego wina. Najwięcej jest o historii sprzed 72 lat, kiedy jedni Niemcy uciekli ze Środkowego Nadodrza i drudzy zostali wysiedleni/wypędzeni. Pisarka nie oskarża Polaków ani nie broni Niemców i nie staje po którejś stronie. Pisarka zastanawia się, dlaczego do tego doszło i czy tak musiało być. Nie dyskutuje z decyzją zwycięzców ani z prawem międzynarodowym. Pisarka zadaje pytania. „Versunkene Gräber”, bez wątpienia powieść kryminalna, właśnie z powodu tych pytań stała się również powieścią historyczną i obyczajową. To nic specjalnego. Tak jest coraz częściej. Też tak postąpiłem w „Szajbusie”, „Postrzelonym”, „Pomście”.

Kiedy powieść Elisabeth Herrmann ukaże się po polsku, powinni ją przeczytać ci wszyscy, którzy mają pretensję do Ukraińców, Białorusinów i Litwinów, że nie dbają o polskie mogiły na cmentarzach Wołynia, Lwowa, Wilna. Kto będzie w Parku Narodowym „Ujście Warty”, niech sprawdzi, z jakich płyt została ułożona droga przez łąki. Dlaczego wśród władz Krosna Odrzańskiego nie znalazł się nikt, kto powstrzymałby dewastatorów cmentarza, na którym był grób Alfreda Henschkego (Klabuda), zaliczanego do grona najważniejszych poetów i dramaturgów niemieckich? Co się stało z mogiłą twórcy marszów, wśród nich do dziś granego „Alte Kameraden”, Carla Teikego na gorzowskim cmentarzu, który był tam, gdzie teraz park Kopernika? Itd.

Wyszukaj w blogu: