W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Jolanty, Łukasza, Olimpii , 17 grudnia 2017

Śniadanie na plebanii

2017-12-01 16:18:53, Autor: Alfred Siatecki | Kategorie: Miasto,

Chodzi mi o plebanię parafii Najświętszego Zbawiciela w centrum Zielonej Góry, kiedy jej proboszczem był ksiądz Konrad Herrmann. Tylko raz siedziałem przy stole śniadaniowym. Było to wtedy, kiedy pojawiła się informacja o przeniesieniu kurii diecezjalnej z Gorzowa do Zielonej Góry. Zadzwoniłem do księdza Herrmanna i mu przypomniałem, co powiedział na pewnym spotkaniu, na które on był zaproszony jako przedstawiciel biskupa, a ja jako dziennikarz. Powiedział, że skoro redakcja ma siedzibę przy alei Niepodległości, to jest w jego parafii i gdybym czegoś potrzebował jako dziennikarz, będzie do pomocy. Zapamiętałem długi stół zastawiony półmiskami z wędlinami i serami, koszyk z pieczywem, dzbanek z herbatą. I najwyżej dziesięć krzeseł, na których siedzieli mężczyźni w sutannach i garniturach. Mój kolega, z którym niedawno wspominałem księdza Herrmanna, częsty uczestnik tych śniadań, twierdzi, że zaczynały się one o dziewiątej. Czy codziennie, tego nie wiedział. Inny mój kolega, bardziej znajomy, dawniej pierwsze skrzypce w umacnianiu przyjaźni polsko-radzieckiej, a potem reżyser widowisk parafialnych, jak się chwalił, mający za sobą dwa lata pobytu w seminarium w Paradyżu, mówił, że te śniadania odbywały się co kilka dni. Rozprawiano na nich o wszystkim. Szczególnie o obsadzie stanowisk w mieście, województwie, instytucjach regionalnych. Mówił, że decyzja podjęta na plebanii w trakcie tych śniadań była dyrektywą. Jakby ją podjął sam biskup ordynariusz, ponieważ ks. Herrmann był wikariuszem biskupim do spraw społecznych.

Przypominam tego księdza dlatego, że zmarł 30 listopada. Dożył 88 lat.

Urodził się w rodzinie autochtonów, w Dzierżąźnie leżącym koło Złotowa. W pobliskim Zakrzewie proboszczem był ksiądz Bolesław Domański, w latach 1931-1939 prezes Związku Polaków w Niemczech. Biografowie ks. Herrmanna podają, że był wychowankiem tego księdza. Nie doczytałem się, czy przy pomocy ks. Domańskiego dostał się do polskiego gimnazjum w Kwidzynie leżącym wtedy w Prusach Wschodnich. Zaraz po wybuchu wojny razem z nauczycielami i kolegami został osadzony w obozie w Tapiewie (dziś obwód kaliningradzki). Co potem robił, jego biografowie milczą. W 1950 r. zdał maturę w Złotowie i dostał się do seminarium duchownego w Gorzowie. Siedem lat później ówczesny rządca ordynariatu bp Teodor Bensch skierował go na studia do Rzymu, ale władze państwowe nie wydały mu paszportu. Skończył więc teologię moralną na KUL-u i zapisał się na germanistykę na UAM-ie. Od 1963 do 1969 był proboszczem parafii Trójcy Świętej na gorzowskich Wieprzycach. Kolejne lata aż do przejścia na emeryturę to zarządzanie największą parafią w Zielonej Górze – 27 lat był jej proboszczem i dziekanem zielonogórskim.

Czym ks. Herrmann zapisał się w historii Zielonej Góry, najtrafniej określił jego następca na probostwie ks. Zbigniew Stekiel. To był wysokiej klasy humanista, powiedział. Ks. Herrmann jako proboszcz zbudował dolny kościół z dwoma kaplicami, przełożył dach na kościele, utworzył dom katechetyczny. W pamięci wierzących i niewierzących zapisał się tym, że Zbawiciel, jak zielonogórzanie nazywają ten obchodzący w tym roku swoje stulecie kościół, stał się również salą koncertową. Wtedy, kiedy sala filharmonii nie mogła pomieścić wszystkich melomanów, te wielkie koncerty symfoniczne odbywały się w Zbawicielu, gdzie jest perfekcyjna akustyka. Wszystkie międzynarodowe festiwale folkloru zaczynały się od mszy ekumenicznej w tym kościele. Przed świątynią jest kilka obelisków z tablicami pamiątkowymi organizacji nazywanych społecznymi. Po drugiej stronie ulicy, na wprost wejścia głównego stoją zamarli w kamieniu Robotnicy i pomnik Solidarności. Niedaleko kościoła jest pomnik Sybiraków. Zielonogórzanie zapamiętali, że w czasie stanu wojennego plebania Zbawiciela była miejscem wydawania posiłków, bezpłatnych leków, sprzętu rehabilitacyjnego. Przy udziale ks. Herrmanna powstała pierwsza w mieście apteka leków z darów dostarczanych głównie z zachodnich Niemiec. Proboszcz do tego stopnia zaprzyjaźnił się z mieszkańcami dawnego Grünberga, że niektórzy swój emerycki czas przeznaczyli na zbieranie darów i transportowanie ich do Zielonej Góry. Eckchardt Gärtner z Soltau twierdził, że na powrót zakochał się w Zielonej Górze. Jako filantrop i społecznik został wpisany do księgi honorowych obywateli miasta.

W tej księdze jest także ksiądz Konrad Herrmann − prałat honorowy Jego Świątobliwości, były kapelan Sybiraków i Bukowińczyków, żołnierzy Armii Krajowej, prezes oddziału Towarzystwa Walki z Kalectwem, Zasłużony Działacz Kultury...

Wyszukaj w blogu: