W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Hanny, Klementyny, Łukasza , 18 października 2019

Trochę Paradyża, trochę Rokitna

2017-12-14 16:08:33, Autor: Alfred Siatecki | Kategorie: Miasto,

Jeżeli dobrze policzyłem, pod koniec listopada ukazała się trzynasta książka literacka Krzysztofa Koziołka. Jej autor, mieszkający w Nowej Soli absolwent Uniwersytetu Zielonogórskiego, ma dopiero 39 lat. Ja, kiedy byłem w jego wieku, miałem na swoim koncie zaledwie trzy książki (w 2017 r. – 31 wydanych drukiem [plus drugie wydanie „Postrzelonego”], e-booki i trzy czekające na decyzję wydawnictwa). Koziołka uważam za najpracowitszego prozaika na Środkowym Nadodrzu, a znam go jeszcze z czasów, kiedy był dziennikarzem w „Gazecie Lubuskiej”.

Akcja tej najnowszej powieści zaczyna się 18 grudnia 1934 i trwa do połowy stycznia 1935 r. w Grüssau. Czyli w dzisiejszym Krzeszowie na Dolnym Śląsku. Nie ma w niej za wiele o przygotowaniach i świętowaniu Bożego Narodzenia, Nowego Roku, Trzech Króli. Jest za to dużo historii od czasów piastowskich. „Imię Pani” kojarzy mi się z „Imieniem róży”, uznawanym za pierwszą powieść kryminalną sławnego Umberta Eco. Pewnie gdyby nie film zrobiony na jej podstawie, książka byłaby jedną z wielu historii o życiu w dawnym klasztornym.

Fabuła „Imienia Pani” sprowadza się do tego, że do klasztoru w Grüssau przyjeżdża komisarz kryminalny Gustav Dewart. Przyjeżdża po rodzinnym dramacie na zaproszenie swego wuja. Korzystając z gościny zakonników, ma nabrać sił w klasztornych murach. I pewnie tak by się stało, gdyby w żyłach Dewarta nie płynęła krew inteligentnego policjanta oraz w Grüssau nie działy się rzeczy, które nie powinny się dziać. Najpierw w klasztornej toalecie został znaleziony jeden z mnichów. Następny zahaczył butem o wystającą płytę posadzkową i tak dokonał żywota. Kolejny braciszek spadł z rusztowania i się zabił. Według miejscowego policjanta były to nieszczęśliwe wypadki. Zdaniem komisarza Dewarta okoliczności tych i innych zgonów wskazują na czyjeś celowe działanie. W Grüssau musi zabijać seryjny morderca. Zakonnik czy osoba spoza klasztoru? Na to próbuje odpowiedzieć gość opata. Powieść kończy się tak, jak tego oczekiwał czytelnik lubujący się w kryminałach, czyli Dewart rozwiązał zagadkę.

Ja, interesujący się dziejami Śląska i Ziemi Lubuskiej, tę książkę czytałem z zaciekawieniem nie tylko ze względu na intrygującą fabułę. Czytałem ją ze względu na historię regionu, a może przede wszystkim ze względu na historię. Leżący niedaleko Kamiennej Góry Krzeszów jest tym dla katolików z diecezji legnickiej, czym Rokitno dla Lubuszan. W ołtarzu głównym krzeszowskiej bazyliki znajduje się koronowana przez Jana Pawła II ikona Matki Bożej Łaskawej, uznawana za cudowną. Obraz, na desce modrzewiowej powstał w XIII wieku, jest zaliczany do najstarszych wizerunków Bożej Rodzicielki na ziemiach polskich. Kościół, w którym jest ta ikona, ma piastowską historię. Ufundowała go wdowa po Henryku Pobożnym dla benedyktynów. Ich następcami w klasztorze krzeszowskim zostali cystersi aż do kasaty zakonu w 1810 r. Podobnie działo się w lubuskim Paradyżu. Po pierwszej wojnie światowej benedyktyni wrócili do Grüssau. Właśnie w czasie ich władania klasztorem dzieje się akcja „Imienia Pani”. Następny powrót mnichów stosujących regułę świętego Benedykta miał miejsce w 1946 r. już do Krzeszowa. Na zespół klasztorny oprócz bazyliki składa się kościół pw. św. Józefa, klasztor, dom opata, budynki pomocnicze i cmentarz. Wszystko jest dobrze utrzymane i często odwiedzane przez przyjezdnych. Tam naprawdę warto być. Jak i warto przeczytać powieść Koziołka, tym bardziej że pisarz przenosi swoich bohaterów z miejsca na miejsce i nie zanudza nawet wtedy, kiedy umieszcza bohaterów w klasztornych murach.

Koziołek wyrósł na literackiego specjalistę od kryminałów retro, których akcja dzieje się między pierwszą i drugą wojną światową na ziemiach położonych nad środkową Odrą. W powieści „Furia rodzi się w Sławie” (2015) dociekał, co się działo nad Jeziorem Sławskim. Akcję „Góry Synaj” (2017) umieścił w Glogau (Głogów) i Neusalz (Nowa Sól). Niebawem ukaże się „Wzgórze Piastów” z zapachem Grünberga (Zielonej Góry).

Ps.

W żadnym miejscu powieści Ława przysięgłych” (2015) nie ma wymienionego Gorzowa. Uważny czytelnik z gorzowskim adresem nie powinien mieć wątpliwości, że bohaterowie tej książki to jednak mieszkańcy miasta nad Wartą.

Wyszukaj w blogu: